Z Krzysztofem Skibą rozmawia Michał Stankiewicz. Rzeczpospolita. Dodatek gdański. Styczeń 2017.

Rz: Jaki był ostatni rok dla Trójmiasta?

Krzysztof Skiba: Może nie fatalny, ale taki w którym wiele tzw. dobrych zmian poszło w złym kierunku. Można przypomnieć chociażby ataki na Muzeum Drugiej Wojny Światowej i groźbę rozwalenia tej cennej inicjatywy i przekształcenia jej zgodnie z wolą ministra kultury. Sławni historycy jak Norman Davis, czyli autorytety nie związane z żadnymi partiami, broniły koncepcji muzeum, a tymczasem ma to być robione pod dyktando PiS.

- A jak twoim zdaniem ta sytuacja powinna być rozwiązana?

- Myślę, że minister powinien zaufać znanym historykom. Muzeum pokazuje okropieństwa i tragedię wojny. Wojna nie jest fajna, bo to zawsze stosy trupów i śmierć w śmierdzącym okopie. Tymczasem z tego, co zapowiadano korekta ma iść w kierunku pokazania wojny jako patriotycznej przygody

- To wszystko wpisuje się w wielki spór jaki dzieli dzisiaj Polskę.

- Najgorzej, że nie zachowujemy się jak wspólnota. Zepsuła się atmosfera. Gdańsk jest wolnym miastem i mam nadzieję, że dalej będzie. Gdańszczanie są czupurni, przypomnę Grudzień’70, czy Sierpień’80 i nie dadzą się przemalować na Białoruś. A przecież dzisiaj wszystko musi być narodowe, tak jakby ci co to głoszą nie byli pewni swojej polskości. Jeszcze trochę to będą chcieć unarodowić pieczywo. Bułka paryska, kajzerka niemiecka, chałka żydowska. To wszystko obce wpływy, jeszcze rogal jest polski, ale… przecież ma rogi. Nawet chleb zakopiański nie będzie okrągły, bo się kojarzy z okrągłym stołem. na fali zwalczania obcych wpływów czekam na Dzień Niechęci Do Sernika Wiedeńskiego. Być może niebawem będą potrzebne dość duże zmiany językowe. Nie będzie cafe latte, będzie polska narodowa kawa zbożowa. Pizza? Będzie placonaleśnik. To żarty, ale widać pęd do fanatyzmu. Patriotyzm służy tutaj do kamuflażu niecnych celów.

- Ja pytam o rok w Trójmiejście, a ty wygłaszasz manifest polityczny. Trójmiasto tak bardzo traci na polityce?

- Straciło kilka ważnych projektów. Muzeum, drogę S6. Stracił sport sponsorowany przez spółki skarbu państwa. Dam przykład – graliśmy na sylwestra w Gdańsku. Typowy koncert dla gdańszczan, w poprzednich latach Lotos sponsorował pokaz sztucznych ogni. W tym roku odmówiono. Ja wiem, że każda firma może sobie wybierać co sponsoruje, ale to wpisuje się całą dzisiejszą politykę. Z kolei Radio Gdańsk odmówiło patronatu nad koncertem. A to najsilniejsza, lokalna rozgłośnia. Nie objęło, bo występował tam Skiba, a prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz jest uznawany za wroga.

- Takie jest prawo każdego medium, że może objąć patronatem wydarzenie albo i nie. Rozumiem, że to twoja ocena tej sytuacji?

- Organizator roastu Tymona Tymańskiego imprezy czysto rozrywkowej chciał mieć patronat radia, ale powiedziano mu, że występuje tam pan Skiba, to nie dadzą patronatu. To już kolejna taka sytuacja. Jestem po prostu na czarnej liście. Choć gdy zrobiłem dym w Internecie to radiowcy się zarzekali, że niczego takiego nie ma. Od roku nie jestem zapraszany do radia, mimo, że wydaliśmy nową płytę, która uzyskała status złotej, a piosenka "Antoni wzywa do broni" jest hitem Internetu. Chyba każdy inny gdański artysta w takiej sytuacji miałby występ w lokalnym radiu. Zniknęliśmy też z Trójki i Jedynki. Mówię o stacjach publicznych, których misją jest emitowanie polskiej muzyki. Te stacje zawsze grały nasze evergreeny czyli np. Berlin zachodni, który magazyn Tylko Rock uznał za jeden z 25 najważniejszych utworów ostatnich 25 lat. „Makumba” też jest w kanonie. Wracając do Radia Gdańsk mam obawy, że pod wpływem tzw. dobrej zmiany stało się bardziej partyjne, a mniej publiczne. Ten problem dotyczy niestety wszystkich mediów publicznych w Polsce. Ostatni raz byłem w RG rok temu jak komentowałem biesiadę felietonistów trójmiejskich.

- Chodzi o coroczne spotkanie podczas którego dziennikarze wybierają osoby, czy też wydarzenia roku?

- Tak, teraz odbędzie się już po raz 24. Tych tytułów mamy 20, m.in. bubel roku, paranoja roku, idiota roku, zboczenie roku, ofiara roku, numer roku. Bywały na tych biesiadach osoby, które są gwiazdami satyry, np. Andrzej Mleczko, Michał Ogórek, Krzysztof Jaroszyński, czy Krzysztof Daukszewicz. Teraz nie mamy na to budżetu i druga rzecz - trójmiejskie środowisko było przygotowane na taką anarchistyczną jazdę bez trzymanki, a gwiazdy nie specjalnie się w tym odnajdywały. Dlatego od paru lat bawimy się w czysto lokalnym gronie.

- Podczas „biesiady” głównie oceniani są politycy. Czy w kontekście tego co mówisz nominacje będą dotyczyć jednej opcji politycznej?

- Nie wiem. Można zgłosić każdego, w poprzednich latach do tytułów nominowani byli politycy wszystkich opcji choć przyznam, że przeważali "wyraziści" i zabawni politycy z PiS, ale bohaterami tytułów bywali także Jan Rokita, Stefan Niesiołowski, Korwin Mikke czy Donald Tusk. Jeżeli ktoś w minionym roku zrobił coś głupiego lub popisał się jakimś widowiskowym skandalem czy happeningiem, zabawną wypowiedzią, lub udało mu się zbłaźnić, to ma szansę "wygrać" nominacje na naszej imprezie. To impreza mocno rozrywkowa, humorystyczna. Nie mamy żadnych oporów. Można zgłosić najgłupszą kandydaturę. A obrażają się tylko ci, którym brak płata czołowego ogranicza myślenie.

- Dzisiaj media są podzielone i sprofilowane politycznie. Zapraszasz przedstawicieli wszystkich redakcji?

- To impreza trójmiejskich dziennikarzy. Chciałbym by byli wszyscy i zawsze staraliśmy się łączyć, a nie dzielić. Każdy ma prawo zgłosić każdego – od Adama Michnika po Jarosława Kaczyńskiego i to zostanie uwzględnione

- W naszej rozmowie dominuje polityka. Masz poważniejsze plany polityczne?

- Nie zamierzam robić kariery politycznej, bo się do tego nie nadaję. KOD poprosił mnie, by powiedzieć cos zabawnego na wiecach i powiedziałem, że prezydent Duda jest taki szczupły, bo nie musi nic jeść gdyż zawsze naje się wstydu jak coś podpisze. Jako Big Cyc nie opowiadamy się jednak za żadną partią, a KOD uważamy za ruch społecznego protestu, który broni demokracji. Taki jest etos muzyków rockowych. W Anglii dużo zespołów angażowało się w koncerty antyrządowe, np. przeciwko konserwatywnym rządom Margaret Thatcher, protestowali tacy muzycy jak Sting czy The Clash. Big Cyc powstał w czasach PRL, nasze koncerty były rozbijane przez z SB. W czerwcu 1988 roku, na ulicy Piotrkowskiej nasz koncert został rozbity przez SB. Mnie porwano nyską na komisariat.

- Ale dzisiaj nikt was nie zgarnia z koncertów. Gracie i głosicie poglądy swobodnie.

- Teraz to działa na zasadzie wyciszania. Jest instrukcja szeptana. Uczciwiej byłoby gdyby PiS stworzył oficjalną listę cenzorską, ale co tam. Jestem na tej czarnej liście w dobrym towarzystwie. Jest na niej Maciej Stuhr i Jerzy Stuhr, Krystyna Janda, Agnieszka Holland i wielu innych.

- A z muzyków?

- Kwiat młodzieży po 40-tce. Myślę, że na listę trafił Robert Brylewski, który pokazał się z koszulką z Lechem Wałęsą na koncercie 13 grudnia. Kuba Sienkiewicz, który w Opolu zmienił tekst piosenki Killer, Maciej Maleńczuk nagrał krytyczną piosenkę "Fajnie jest", Oddział Zamknięty, który grał z nami na manifestacji KOD. Niebawem może tam trafić także Tymon Tymański, który w dobie histerii wojennej i propagandy zbrojenia się po zęby, nagrywa pacyfistyczne, antywojenne piosenki.

- A z drugiej strony? Ktoś ma lepiej?

- Tak, ale nie chcę wymieniać, chociaż spora część towarzystwa zachowuje neutralność. Muniek z T.Love próbował zachować neutralność, ale i tak został zhejtowany jako lewak po utworze „Marsz”. Tymczasem on nie zajmuje tam stanowiska, ale opisuje rzeczywistość z boku. My będziemy wyciszani, a koniunkturaliści będą czerpali zyski. Tak było zawsze. Tylko, że rock nigdy nie był prorządowy.

- Wspomniałeś, że większość zachowuje neutralność. Chyba zaangażowanie polityczne i opowiedzenie się po jednej ze stron nie pomaga pracy scenicznej.

- Bycie zakazanym artystą to przywilej. Nie każdy może być zakazany. Jak cię zakazują, blokują to znaczy, że cię doceniają. To śmieszne, że taki wielki PiS boi się piosenek Big Cyca. Przecież ja na ich miejscu puszczałbym piosenki krytyczne i satyryczne o sobie, aby pokazać swój dystans i że to mnie nie rusza i mi nie zaszkodzi. Zdychałem z nudów za poprzedniej władzy, bo ich nie ruszało jak Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju robił z nich idiotów w publicznej telewizji. A dziś władza się strasznie zaperza i dzięki temu tematów nie brakuje. Mało jaki zespół może się pochwalić, że mówił o nim minister spraw wewnętrznych na oficjalnej konferencji prasowej. Panu Błaszczakowi serdecznie dziękujemy za tak wspaniałą reklamę. Czasy młodości minęły, a tymczasem mamy bardzo twórczy okres. Nagraliśmy płytę i w 2015 roku i 2016. To świetne czasy dla satyry.




Nie róbmy terroru z barw narodowych.
Z Krzysztofem Skibą rozmawia Aleksandra Tchórzewska.
Gazeta Olsztyńska. Marzec 2017.

— W Stanach Zjednoczonych łopocząca flaga na wietrze to powszechne zjawisko. U nas w Polsce wciąż to rzadkość. Z czego to wynika? Nie jesteśmy dumni? Mamy kompleksy narodowe?

— Po prostu Amerykanie z wszystkiego robią show, także z patriotyzmu. W Stanach flaga nie tylko wisi na każdym słupie. Z flagi szyje się także stroje bikini, biustonosze. Flaga jest elementem popkultury. U nas flaga jest otoczona pewnym szacunkiem. Myślę, że stanik z polskiej flagi nie byłby mile widziany. Niektórzy mogliby uznać, że to narusza ich uczucia. Flaga ma być dostojna. Amerykański patriotyzm jest wesoły. Amerykanie z wszystkiego robią widowisko. U nas jest inaczej, może dlatego że mieliśmy niewesołą historię. U nas jednak jest poważniej. Dlatego flaga jest wywieszana przy okazji świąt narodowych. Moim zdaniem to jest fajne, że nie wisi wszędzie, na każdym słupie, tylko ma charakter bardziej uroczysty. Bo jakby tak wisiała non-stop, to by się opatrzyła. A tak czujemy się bardziej odświętnie.

— Klimat sprzyja krzewieniu patriotyzmu, a u nas w oknach robi się biało- czerwono w pierwszych dniach maja...

—Czy to wygląda fajnie, że flaga wisi wszędzie, nawet na śmietniku? Albo na stacji benzynowej, gdzie leje się benzynę? U nas flagę umieszcza się na Pałacu Prezydenckim, przy dużych alejach, a nie przy każdym skrzyżowaniu. I to wcale nie oznacza, że nie jesteśmy patriotami, tylko że mamy inne podejście. To jest po prostu kwestia temperamentu. Mamy inny charakter narodowy. Swego czasu promując Polskę urządzono w Nowym Jorku pokaz, podczas którego modelki chodziły w mocno designerskich strojach z elementami flagi i napisami "Solidarność". Ale to już było ekscentryczne i nie wszystkim się podobało. Z niczym nie należy przesadzać. Proszę spojrzeć jak infantylny charakter mają pamiątki z żołnierzami wyklętymi. Na przykład skarpetki z napisem 'Śmierć wrogom ojczyzny". Moim zdaniem to jest ośmieszenie tradycji patriotycznych.

— Ostatnie wydarzenia pokazały, że jesteśmy jednak przewrażliwieni. Rada Osiedla Pomorzany w Szczecinie uważa, że należny przemalować biało- czerwone pasy dla pieszych na inny kolor. Bo jeśli przez nie przechodzimy, to znieważamy symbole narodowe...

— To jest po prostu kabaret! Ktoś uruchomił wyścig pod tytułem: kto jest najbardziej czujnym patriotą? To pokazuje tę drugą stronę. To trzeba też zakazać ostrzegawczych desek biało- czerwonych, którymi oznacza się wykopy. Biało- czerwone motywy są także we fladze Indonezji albo we fladze Monako. Ciągle w polityce czymś nas straszą. Na przykład Niemcami. Ja to wolę mieć w Polsce niemieckie sklepy zamiast niemieckich czołgów.

— A może ludzie chętniej sięgaliby po flagę, gdyby nie strach przed tym, co inni powiedzą? Jak Kowalski flagi nie wywiesi, to i Nowak też nie...

— W czasach PRL flagi wywieszano z okazji partyjnych świąt. Na przykład 22 lipca. I dlatego osobom z pokolenia stanu wojennego obowiązkowe wywieszanie flag kojarzy się z komunistycznym rytuałem. I być może wiele osób po upadku komuny nie wywieszało flagi w swoich domach. Ale nie róbmy terroru w żadna stronę. Bo patriotyzm przymuszony, to najgorsze co może być. Nie będziemy przecież karać mandatami, jeśli ktoś 3 maja nie będzie chodził cały ubrany na biało- czerwono.

— Wiele też osób używa niewłaściwej flagi. Albo myli flagę z banderą.

— Przede wszystkim w Polsce wiesza się bardzo często flagę odwrotnie. Zwłaszcza, jeśli ma ona stanowić dekorację ścienną. Ale to się zdarza. Na przykład na meczu. Kiedyś Lechowi Kaczyńskiemu zrobiono zdjęcie jak wymachuje szalikiem biało- czerwonym, ale odwrotnie . A przecież na meczu chodzi o radość, o to, że jesteśmy razem. To jest widowisko, to są emocje. Trzeba wybaczyć. Oczywiście powinniśmy wywieszać flagę zgodnie z kolejnością kolorów. To jest bardzo ważne.

— A pan wiesza flagę?

— Nie mam takiej potrzeby. Mieszkam głęboko w lesie, na rogatkach Gdańska, więc widzą mnie tylko wiewiórki. Mój sąsiad ma dużą flagę na maszcie. I to wystarcza.