Jaja Jarosława

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Jarosław Kaczyński gdy zobaczył jak trener niemieckich piłkarzy drapie się po jajkach postanowił zrobić to samo. Podrapał się, bo coś go tam nagle zaswędziało. Mijały dni. Swędzenie jaj robiło się coraz bardziej dokuczliwe. Dobra zmiana zmieniała Polskę na lepsze, a mimo to jaja Prezesa zamiast cieszyć się wraz z elektoratem, zaczęły puchnąć. Początkowo Jarosław był przekonany, że jaja puchną z dumy. Niestety jaja puchły jakby przeciwko dobrej zmianie. Im więcej sukcesów notował rząd PiS, tym jaja robiły się większe.

Jarosław zastanawiał się czy nie jest to przypadkiem sprawka obcych służb. Macierewicz potwierdzał przecież wysyłanie impulsów elektromagnetycznych w okolicach Dolnego Śląska. Po takich impulsach, wysyłanych prawdopodobnie przez Niemców, wielu zwolenników dobrej zmiany skarżyło się na bóle głowy. Być może zazdrośni o 500+ Anglicy lub Amerykanie wysyłają sygnały laserowe, po których Polakom zwiększają się boleśnie jaja?

Prezes dyskretnie rozpytał się w tej kwestii wśród swoich najbliższych współpracowników. Niestety ani Brudziński, ani Terlecki, ani Błaszczak ani nawet Beata Kempa nie zgłaszali problemu bolących jaj. Błaszczak był skłonny przyznać, że ma bóle jaj tylko po to, aby prezesowi było raźniej, ale przywołany do porządku i mówienia absolutnej prawdy zeznał, że z jajami u niego jak zawsze czyli „cisza i spokój”. Po głębszej analizie zagadnienia, mimo podejrzliwej natury prezesa i jego otoczenia wariant z obcymi służbami nie wydawał się nikomu prawdopodobny. Jaja Jarosława podobnie jak sam Jarosław były przecież szczelnie chronione.

Gdy ból jaj był już nie do wytrzymania, a same jaja osiągnęły rozmiary dojrzałych pomarańczy, Jarosław uznając, że to sprawa czysto medyczna, wraz z jajami udał się do urologa. Specjalista od jaj zbadał drogi moczowe Jarosława, pomacał ciężki worek i kiwając smutno głową przepisał odpowiednie leki. Po wyjściu Jarosława i jego jaj (które dymiąc ciągnęły się już po wykładzinie) lekarz skwapliwie zadzwonił do tropiciela agentów, historyka Sławomira Cenckiewicza. Przekazana szeptem informacja brzmiała następująco:

– Jarosław ma grubą teczkę.

Close Menu