Od rapera do zera

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

To ja zrobiłem z nim pierwszy wywiad dla telewizji. Nazywał się wówczas PM
Cool Lee. Dotarł do nas do programu "Lalamido", który w latach 90.
realizowaliśmy dla TVP 2. Wydał się na tyle ciekawy i inny od wszystkich, że
reżyser Beata Dunajewska postanowiła zrobić mu kilka clipów, a potem krótki
program o nim samym. Pomogliśmy mu zaistnieć, bo wydał się nam oryginalny.
Jeszcze hip hop nie był w Polsce modny. Ale wkrótce (w dużej mierze za
sprawą programu MTV "Yo! Raps") stał się muzyczną bombą , która zmieniła
polską scenę muzyczną.
Piotrek Marzec z Kielc, bo o nim mowa, pochodził raczej z rodziny
dysfunkcyjnej. Zdarzało mu się bywać na bakier z prawem i dokonywać
drobnych kradzieży. Gdy trafił do Francji spotkał się z muzyka hip hop i
postanowił zostać wykonawcą tego gatunku. Już jako Liroy wydał słynny
pierwszy album z hitem o scyzoryku. Nagle pojawiły się duże pieniądze i sława.
A wraz z nimi zazdrość i niechęć sporej części środowiska. Liroy mimo
konfliktów z innymi raperami, potrafił pokazać na co go stać. Wyjechał do
USA. Tam nagrał numery z czarnoskórymi raperami z "Lords of Brooklyn".
Legendarny czarnoskóry raper Ice T nazwał go "OG" czyli przyznał mu tytuł
"orginal gangster" będący w świecie hip hopu czymś w rodzaju wyjątkowego
wyróżnienia i potwierdzenia klasy. Na późniejszych jego nagraniach pojawili się
nawet tacy wykonawcy jak Lionel Richie czy…Mietek Szczęśniak.
Politycznie Liroy był od zawsze kontrowersyjnym połączeniem anarchisty z
liberałem. Walczył o legalizację marihuany w Polsce i popierał partie Janusza
Palikota (nagrał numer, który wspierał jego kampanię wyborczą). Aż nagle
dzięki Kukizowi został posłem. Szybko jednak z Kukizem popadł w konflikt i z
partii został wyrzucony. Chyba jednak bycie politykiem mu zasmakowało, bo
nadal chce być w grze za wszelką cenę. Pokumał się więc z ekipą wrogów UE,
rasistów, antysemitów, ksenofobów i narodowców (Braun, Winnicki i inni).
Taki wybór Liroya świadczy o kompletnym BRAKU POGLĄDÓW. Jak
bowiem można zrobić skręt od antyklerykalnej i mocno liberalnej partii
Palikota, do towarzystwa posła Winnickiego (zwolennika hitlerowskich
plakatów). Tym wyborem Liroy zdradził nie tylko fakt braku ideowych
pryncypiów i jakichkolwiek poglądów, ale zdradził też MUZYKĘ i wszystko,
co do tej pory robił jako pionier polskiego hip hopu. Facet, który karierę zrobił
na muzyce będącej dorobkiem kulturowym czarnej społeczności w USA, jest
teraz ozdobą list ultraprawicy, kolegą politycznym nacjonalisty Winnickiego?

To tak jakby będąc murzynem zapisać się do Ku Klux Klanu. Dziś Ice T nie
nazwałby Liroya "Orginal gangster", ale raczej "typowym politykiem w pogoni
za kasą".
Dawno temu byłem kumplem Liroya, a ostatnio widzieliśmy się ze dwa lata
temu w studiu TVN, wkrótce po tym jak wywalił go z partii Kukiz. Żartował z
lidera swej byłej już partii i mówił, że teraz pójdzie swoją drogą. Nie
przypuszczałem, że będzie to droga z tak nieciekawym towarzystwem. Droga do
ścieku.

Close Menu