Opowieść wigilijna z karpiem w tle…

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Maria i Józef mieszkali wraz z małym dzieckiem na trzecim piętrze w starej kamienicy. Kamienica była tak stara jak stare mogą być miejskie mury, albo profesor Bartoszewski. Niestety musieli opuścić swoje domostwo, bo nie mieli na czynsz, a władze miasta planowały wyburzyć stare rudery i postawić tam piękny hipermarket.
Na szczęście Józef dostał robotę w sklepie Ikei, w którym pokazywał klientom jak z czegoś, co nigdy nie było drewnem składać drewniane meblościanki. Wkrótce więc mogli wynająć mały, przytulny pokoik w innej dzielnicy. Zbliżały się urodziny małego, które ludzie spowiadający się ze swych grzechów facetom w czarnych sukienkach, nazywali Bożym Narodzeniem. Maria wpakowała Jezusa w wózek, nałożyła stare adidasy i poszła do sklepu zrobić skromne zakupy. Niestety ta biedna kobieta nic nie wiedziała o promocji świątecznego karpia w Lidlu.
Karpie sprzedawano w cenie o 5 złotych mniej niż normalnie. Ta obniżka spowodowała, że ludzie masowo rzucili się by zdobyć tańszą rybę na wigilijny stół. Podczas świąt ludzie zwykle życzą sobie pokoju i miłości, tymczasem przy stoisku, w którym można było zdobyć tanie karpie panowała atmosfera wojny i nienawiści.
Ludzie tratowali się nawzajem i wyzywali od najgorszych. Promocja sklepu spowodowała, że w wielu osobnikach obu płci odezwały się najgorsze instynkty. Zapanowała zachłanność i pazerność na skalę niespotykaną. W ruch poszły pięści i łokcie, a nawet parasolki i ciężkie torebki, które przy szybkim wymachu prawą ręką osiągały przeciążenia do 150 kilogramów. Szarpanina była tak ostra, iż w pewnym momencie tłum przewrócił Marię i wózek, z którego wypadł Jezus. Mały przeturlał się po podłodze i główką uderzył o skrzynkę z napisem „Majonez Babuni”.
Jezusek był bystrym i dzielnym chłopczykiem. Owinięty w dziurawy koc nie doznał żadnego urazu. Ku zaskoczeniu Marii nawet nie rozpłakał się tylko powiedział jakby do siebie:
– Ach Niemcy z Lidla i wszyscy inni! Wy już nie musicie wysyłać na Polaków czołgów ani rakiet! Wy dajcie im promocję na swe towary, a oni sami się pozabijają.
Słysząc głos Jezusa ludzie oniemieli. Promocyjne karpie wypadły im z dłoni. I wtem blaszany dach Lidla rozszerzył się jak na filmach rysunkowych. Wszystkim ukazał się niesamowity widok. Oto sam Bóg Ojciec jak stało w pismach apokryficznych, siedząc okrakiem na chmurce palił skręta i odezwał się w te słowa:
Dobrze, że nie widzi tej waszej sklepowej zadymy groźny Władimir Putin syn Lucyfera. A to by dał wam benzynę na jeden dzień za trzy złote na stacjach Lukoil i wykończyli byście się sami dusząc i bijąc zaciekle w kolejkach.
Bóg Ojciec zniknął. Blaszany dach Lidla jak się otworzył tak się zamknął. A Polakom zrobiło sie głupio, bo wiedzieli, że to była prawda.

Close Menu