Czas obrabiarek

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
W przyrodzie istnieją różnego rodzaju obrabiarki. Są wśród nich maszyny zwane tokarkami, frezarkami, giętarkami, zaginarkami, drążarkami. Wszystkie one służą do obróbki metalu lub kamienia. Hitem naszych czasów są jednak maszyny służące do obróbki komuś tyłka (np. portal Pudelek, Kozaczek i inne). Urządzeniem najnowszej generacji tego typu jest napędzana własnym ego maszyna Turbo Palikot model 2011.
Maszyna ta potrafi obrobić tyłek wszystkim wokół w tempie trzy książki, cztery konferencje prasowe, pięć donosów i sześć oświadczeń na minutę. Turbo Palikot stosuje najnowsze techniki obrabiania na podstawie światowych technologii chemicznych (markowa whisky) i sprawdzonych metod PR. Popularność tego urządzenia wśród wyborców rośnie w zastraszającym tempie jeden procent poparcia na jeden milion wydanej kasy. Turbo Palikot 2011 jest zdaniem fachowców z branży maszynowej, szczytowym osiągnięciem w dziedzinie obrabiarek tyłkowych. Na rynku obrabiarek jest absolutnym mistrzem. Nikt nie obrobi ci tyłka lepiej, ani Mariola z agencji towarzyskiej „Mokra i niebezpieczna”, ani Ziuta z klubu „Pieścidełko”, ani pani Genowefa z magla, ani nawet poszukiwacz ukrytych przedmiotów czyli pan Zenon z lotnej brygady celnej.
Ulubionym zajęciem wielu naszych światłych obywateli jest obrabianie tyłka innym. Nie ma nic przyjemniejszego niż obgadać kolegę za jego plecami. Jeszcze nie tak dawno była to czynność lekko wstydliwa. Obgadywanie dokonywało się w gronie bliskich sobie osób i niejako w ukryciu. Dziś obgadywanie osób znanych przez ich dawnych kolegów, stało się rodzajem oczyszczającej misji społecznej. Po raz pierwszy w historii dowiedzieliśmy się, nawet, że obrabianie komuś tyłka, to bezkompromisowa walka o przyzwoite standardy w polityce.
„Kulisy Platformy” bestseller wyborczy, książka w której były poseł i sprzedawca alkoholu Janusz Palikot opisuje bezeceństwa, krętactwa, głupotę i cynizm swoich niedawnych przyjaciół z rządu i parlamentu, jest topowym produktem przemysłu świata obrabiarek. Jedynym efektem tej książki w której Prorok z Biłgoraja sprzedaje w plasterkach dawnych kumpli będzie sytuacja, w której dawny lider lubelskiej Platformy będzie mógł pić wino co najwyżej z służącą własnego chomika. Książkę Palikota czyta się świetnie gdyż pełna jest epitetów, złośliwości i świństw, a przecież to współczesny czytelnik kocha najbardziej.
W epokach, które dawno minęły uprawiano formę zwaną Alfabetem. Osoba słynna, wyrobiona towarzysko, nienagannie władająca piórem opisywała sylwetki innych znanych osób z którymi zetknęła się podczas życiowej wędrówki. Ciekawe Alfabety napisali m.in. Antoni Słonimski (mistrz gatunku) Kazimierz Kutz czy Marek Nowakowski. Próbował tej formy Jan Rokita, ale bez powodzenia. Głośny był „Alfabet” Jerzego Urbana pisany z pozycji przegranego i odsuniętego na margines polityka, któremu jest już wszystko jedno i może sobie po latach pozwolić na luksus „prawdy”.
Jaką prawdę ujawnia poseł Janusz w „Kulisach Platformy”? Wszyscy politycy partii rządzącej piją jak muzycy rockowi, oszukują jak sprzedawcy samochodów, kiwają się nawzajem jak bazarowi cwaniacy, a poza tym tęsknią do posad i są bezideowi. Mam wrażenie, że Janusz Palikot opisując swoich kolegów dał nieświadomie także portret samego siebie.
Jak każdy liryczny anarchista i ja zastanawiałem się czy z przekory nie zagłosować na Palikota. Takiej zadymy jak ten miłośnik marihuany i eleganckich butów już dawno nikt nad Wisłą nie zrobił. Niestety partia Palikota to druga Samoobrona tylko w wersji New Wave and Modern Look czyli polakierowany buntem wózek do władzy napędzany wkurzeniem młodego pokolenia. W partii Leppera nawozem rewolucyjnym byli duszeni przez kredyty rolnicy, a u Palikota paliwem jednoczącym jest typowy dla młodego wieku bunt przeciwko autorytetom i starej, zgrzybiałej klasie politycznej. Niestety jasnym jest, że dostanie się tych cudaków i popaprańców z listy Janusza do sejmu byłoby tyleż zabawne, co dramatyczne i szkodliwe dla kraju.
A swoją drogą to czekamy teraz na „Alfabet Joanny Kluzik Rostkowskiej” pod tytułem „Zza drzwiami prezesa czyli cała prawda o piciu maślanki w PiS”.

Close Menu