CZAS ROBALI!

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Kacper Jasztal rozmawia z Krzysztofem Skibą.

Portal Dla Studenta. 11 grudnia 2018.

2018 to ważny rok dla Krzysztofa Skiby i zespołu Big Cyc. Grupa w dość intensywny sposób obchodzi 30-lecie działalności. 5 października miała miejsce premiera albumu “30 lat z wariatami”, na którym znani polscy artyści wykonują utwory formacji. Ponadto kolejnym pretekstem do spotkania było wydanie najnowszej książki Skiby zatytułowanej “Skiba. Ciągle na wolności. Autobiografia łobuza”.

Kacper Jasztal: Od 30 lat gracie niemalże w tym samym składzie osobowym. Co prawda do podstawowego kwartetu dołączali nowi muzycy, niemniej szkielet jest niezmiennie taki sam. Jak to robicie, że nadal ze sobą wytrzymujecie?

Krzysztof Skiba: Zadajemy kłam temu, że Polacy zawsze muszą się kłócić. Rzeczywiście nie tylko scena polityczna jest w jakimś klinczu. Muzycy nie odbiegają od tego schematu. Nie chcę wchodzić w konflikty kolegów, bo to ich sprawy. Niemniej coś chyba jest na rzeczy skoro mamy dwa De Mono, dwa Oddziały Zamknięte, dwa Kombi. Grupa Piersi też procesowała się z byłym liderem, który poszedł w Politykę i najpierw nie chciał grać z zespołem, a później pozazdrościł kolegom. Big Cyc to chyba fenomen nie tylko na skalę polską, ale być może europejską. Po prostu mamy instrukcję obsługi do siebie. Jesteśmy przyjaciółmi, nie zespołem wodzowskim. U nas właściwie nie ma głównego lidera. Ja uchodzę za lidera medialnego, natomiast Dżej Dżej jest bardziej liderem muzycznym. Każdy ma swoją działkę i odpowiedzialny jest za jakiś odcinek. Ja odpowiadam za sekcję happeningową. Udało nam się pozostać kolegami i dalej czerpiemy przyjemność z koncertowania. Są zespoły, które się wypaliły. To zrozumiałe. Tak po prostu jest. Wiesz, kulisy tras koncertowych są takie, że to żmudna praca i ciągle jesteś w busie. Trzeba kochać takie życie. Ciągle jesteś gdzieś na wygnaniu, rodzina czeka gdzieś daleko, a ty się błąkasz po hotelach. Oczywiście ma to swój urok, natomiast w pewnym momencie chcesz posmakować czegoś innego. Tych imprez jest za dużo i ludzie, którzy tworzyli coś razem nagle zaczynają się nie znosić. My nadal czujemy głód grania. Zresztą ostatnio po jakimś koncercie ktoś podszedł i powiedział: “Skiba, widać, że wam się chce grać”. Nie odwalamy chałtury. Oczywiście wiem, że teraz modne jest coś innego i muzyka rockowa nie jest na topie. W latach osiemdziesiątych muzyka rockowa była czymś więcej niż tylko muzyką. Była prawie rewolucyjnym forum. Dzisiaj w zasadzie jest tylko czystą rozrywką, chociaż my staramy się o to, żeby o coś jeszcze w tej muzyce chodziło.

2018 to ważny rok dla Ciebie również dlatego, że światło dzienne ujrzała Twoja autobiografia. W czasach, gdy swoje wspomnienia publikują nawet osoby kilkunastoletnie ciśnie się na usta pytanie, dlaczego tak długo czekaliśmy na Twoje wspomnienia?

10 lat temu wyszła książka o Big Cycu pt. “Big Cyc na barykadzie rokędrola”. Był to wywiad-rzeka z całym zespołem wydany z okazji 20-lecia istnienia grupy. Takie okrągłe rocznice obfitują w specjalne wydarzenia. Biografia “Skiba. Ciągle na wolności. Autobiografia łobuza” oraz płyta “30 lat z wariatami” są dopełnieniem naszych 30. urodzin.Dla jednych taka książka ukazała się za późno, dla innych za wcześnie. Niektórzy nawet pytają czy to mój testament. Ja sadzę, że to był dobry moment, bo trzydziestka na liczniku zespołu to taki czas gdy warto pewne historie przypomnieć. Wato też mieć ten odpowiedni dystans czasowy, a biografie nastolatków uważam za zboczenie.

Nie da się ukryć, że ostatnie miesiące to dość intensywny okres w Twoim życiu zawodowym.

Nasze urodziny obchodzimy praktycznie przez cały rok, bo nie urządzamy jakiejś jednej wielkiej imprezy, tylko szereg dużych wydarzeń. Byliśmy w Belgii, Niemczech, Szwecji, Chicago, Miami… Oczywiście graliśmy dla Polonii. Zaliczyliśmy także szereg wspaniałych festiwali rockowych. Oprócz dużych, plenerowych koncertów mamy na koncie także występy klubowe z Farben Lehre w ramach trasy “Punky Reggae Live”. Poza tym udzieliłem chyba rekordowej liczby wywiadów w tym roku, ale pretekstem była nasza urodzinowa płyta. Jest to wydawnictwo specyficzne. W zasadzie można określić tę płytę jako “tribute to”. Mamy tutaj trzydziestu ośmiu wykonawców, którzy grają nasze utwory. Od zespołów popowych (De Mono, Wilki) po Renatę Przemyk. Od Marysi Sadowskiej po zespoły metalowe (Hunter, Kabanos). Od rockowych zespołów z naszego pokolenia (Kobranocka, Sztywny Pal Azji) po zupełnie młodych wykonawców. Na albumie “30 lat z wariatami” także pojawili się artyści hiphopowi (Buka, Sobota), a także kabaretowi (Łowcy.B).

Powróćmy na chwilę do książki. We wstępie zauważasz, że obecnie Polacy są bardziej spięci i mają mniejsze poczucie humoru.

Być może tłumaczy nas klimat, jaki mamy. Grecy, Hiszpanie, czyli narody południowe są bardziej temperamentne, wyluzowane. My mamy fioła na swoim punkcie. Myślimy, że wszystko kręci się wokół Polski. Lubimy zajmować się sprawami nieistotnymi. Na przykład jeden z posłów zaproponował, żeby zmienić filmy, które są wyświetlane w samolotach Polskich Linii Lotniczych LOT. Obecnie grają tam jakieś komercyjne hity, a według posła powinny być tam wyświetlane filmy patriotyczne. To wydumany problem. Każdy przecież ogląda takie filmy, jakie chce. Przez zaśmiecanie debaty publicznej takimi bzdurami uciekają nam ważne problemy, np. to, że już niedługo będziemy mieli świat pełen robotów. Być może za 10 lat nie będzie już dziennikarzy, tylko roboty będą pisały artykuły i fake newsy itd. To są wyzwania współczesności, którymi powinniśmy się zajmować. Cywilizacja telefonów komórkowych, komputerów powoli nas otacza i naprawdę jesteśmy w jakiejś pułapce. Okazuje się, że takie filmy, jak “Terminator” nie były takie głupie, bo już w tej chwili jest tak, że komputery zaczynają porozumiewać się poza światem człowieka i tworzą swoje własne języki. Jeżeli dojdziemy do momentu, że roboty, programy komputerowe będą miały uczucia to nasza cywilizacja skręci w zupełnie dziwnym, nieoczekiwanym kierunku. To są ważne wyzwania, a my ciągle żyjemy przeszłością i dobrą energię spalamy w jałowych sporach.

W Twoich wspomnieniach przewijają się takie postaci, jak Jarosław Janiszewski, czy Koñjo. Wydaje się, że mimo wszystko wydają się oni artystami, którzy przez duże grono odbiorców wydają się niezrozumiali. W przeciwieństwie do Ciebie pozostają jednak w niszy. Z czego to wynika?

Każdy z nich ma oczywiście swoich odbiorców. Jednak żeby np. zrozumieć narrację Koñja trzeba mieć absurdalne poczucie humoru. Janiszewski gra w Bieliznie i Czarno-Czarnych, czyli zespołach, które miały także sukcesy komercyjne. Zresztą z tej okazji wielu miało do niego pretensje. W środowisku alternatywnym nie wypada być znanym i lubianym. W Polsce nie lubimy tych którzy odnoszą sukcesy. Nawet Robert Lewandowski jest przez swych fanów gnojony, choć to oczywiście inna skala problemu. Istnieje takie powiedzenie: “Sukces – tego nie robi się kolegom”. Janiszewskiemu zarzucano parę razy komercję. Jednak dzięki sukcesowi na pewno ma konkretne grono odbiorców. Jednak zarówno Janiszewski, jak i Koñjo z założenia nie prezentują humoru dla mas. Ponadto oni obydwaj słabo odnajdują się w Internecie. Nie mają własnych stron, nie rozumieją Internetu. Ja też słabo rozumiem Internet, ale mam własną stronę i fanpage, na który staram się regularnie wrzucać różne rzeczy. Oni są trochę z innego świata – analogowego. A teraz jak Cię nie ma w Internecie to jakbyś w ogóle nie istniał. Natomiast Koñjo ma wieczorki poetyckie, na które przychodzą tłumy ludzi. Przybywają jego prawdziwi fani, którzy rozumieją tę twórczość. Tak samo słynny Brzóska z “Lalamido” też pisze swoje rzeczy i na jego wieczorki poetyckie przychodzą świry, które lubią taką twórczość. Tacy ludzie, jak Koñjo, Janiszewski, czy Brzóska mają swoich wyznawców. Big Cyc na przykład jest popularny i ma wielu fanów, ale są takie osoby, które za Koñja i Janiszewskiego dadzą się pokroić. Natomiast moja popularność jest trochę inna. Mnie rozpoznają wszyscy – baba na poczcie, chłop na komisariacie i ksiądz na plebanii. Nawet ci, co nie za bardzo kojarzą zespół Big Cyc, rozpoznają Skibę.

W swoich tekstach często nawiązujesz do aktualnych tematów społecznych lub politycznych. Po latach takie teksty mogą być przez niektórych trudne do zrozumienia. Zwłaszcza przez osoby, które nie mogą znać kontekstu takich piosenek, jak “Prom do Sztokholmu”, czy “Kobiety z Sarajewa”.

Wiesz, istnieje taki pogląd, że na podstawie płyt Big Cyca można zorganizować lekcję historii. Byli nawet tacy ambitni nauczyciele, którzy uznali, że nasze piosenki są odbiciem różnych epok. Książka, która jest pretekstem naszego spotkania, opisuje trzy epoki. To są bardzo różne światy. Pierwsza epoka to czasy PRL-u, czyli zupełnie inna rzeczywistość. Druga to lata dziewięćdziesiąte, czyli radość z odzyskanego śmietnika. Komuna padła i nagle mamy wolność. Budujemy kapitalizm, a nie wiemy, na czym polega. Wreszcie mamy też czasy współczesne, kiedy mamy korporacyjny kapitalizm, pewne procedury itd. Teraz dzięki usilnym staraniom władzy znowu zamieniamy się w komunistyczna skamielinę. Zachód jest zły i zgniły, wraca cenzura, telewizja kłamie, opozycja przeszkadza. Trochę wracamy do czasów PRL-u, władzy centralnej, która ma o wszystko dbać i decydować nawet o tym, kto ma jakie rośliny w doniczkach i jakiego koloru ma firanki w chacie. Za chwilę ktoś będzie decydował o tym, w co mamy się ubierać i w jakich chodzić butach. Można powiedzieć, że ta książka jest od generała Jaruzelskiego do prezesa Kaczyńskiego. Oczywiście połowa książki opowiada o przygodach zespołu Big Cyc. Jest tam opisanych wiele fantastycznych historii z barwnych tras koncertowych, a także kulisy produkcji telewizyjnych w których brałem udział. Warto podkreślić, że ta książka jest nie tylko dla fanów Big Cyca. To historia zespołu, ale na tle zmieniających się dynamicznie czasów.

Jaka była najmocniejsza pod względem tekstów i przekazu płyta Big Cyca i dlaczego “Wojna plemników”?

To bardzo ciekawe pytanie, bo są to już stare dzieje. To był 1993 rok i dominującym nurtem w mediach był ZChN. Ten album był odreagowaniem na to, że Kościół mocno wkradł się w życie społeczne. Bez Kościoła nie można wtedy było nic zrobić. Dzisiaj jest podobnie. Ktoś zwrócił uwagę, że teksty z “Wojny plemników” obecnie są nadspodziewanie aktualne np. :Polska rodzina” (“Polska rodzina – troszczy się o nią sam ksiądz kardynał. Daje wskazówki i dobre rady. Polska rodzina świeci przykładem.”). To wszystko, może oprócz “Kobiet z Sarajewa” jest bardzo aktualne. To było nawiązanie do autentycznych wydarzeń, chociaż podobne problemy są ciągle. Wtedy kobiety zostały zgwałcone przez serbskich żołnierzy. Natomiast papież apelował, żeby nie usuwały dzieci, które są wynikiem gwałtu. Refren piosenki brzmi: “Kobiety z Sarajewa, nie usuwajcie dzieci. Kobiety z Sarajewa, tak papież wam polecił”. To głęboko humanistyczny bunt przeciwko ideologii, która wciska się w życie człowieka. Wbrew pozorom nigdy nie śpiewaliśmy piosenek o niczym, chociaż oczywiście mamy też utwory rozrywkowe. W przyszłym roku chcemy nagrać mocny, przebojowy materiał. Być może nawet całą płytę. Chcemy odreagować, mamy już dosyć polityki.

Paradoksalnie dość aktualny wydaje się także utwór “Berlin Zachodni II”, czyli kolejny kawałek z “Wojny plemników”.

To było po serii incydentów w Niemczech, gdzie pobito Polaków itd. Fala nacjonalizmu wraca, tylko teraz to my jesteśmy na tej fali. Moje pokolenie marzyło o tym, żeby wyrwać się na świat. Był on dla nas czymś przyjaznym. Jesteśmy częścią kultury europejskiej, a teraz wszyscy chcą się stamtąd wymykać. Wiesz, dano paliwo takim najbardziej skrajnym ruchom i przekonaniom. Jak podnosisz ciężki kamień to spod niego wychodzą różne straszne robale. Podnieś na polu stary kamień i zawsze pod spodem będzie jakiś robal. Teraz właśnie jest czas robali. Nie chcę podawać nazwisk, ale jest wiele przypadków osób, które w obecnej władzy dostrzegły szansę na szybkie zrobienie kariery. Młodych ludzi kupuje się kasą i okazuje się, że nie ma zbyt wielu bohaterów, osób, które mają twardy kręgosłup. Zawsze myślałem, że imperatyw wolności będzie silniejszy. Przecież za chwilę ta władza może się skończyć. Może za rok, może za 5 lat. Wtedy tym ludziom będzie wstyd. Zobacz, kiedy Armia Czerwona “przyniosła nam wolność”, nowy system popierała młodzież. Oczywiście młodzi ludzie ginęli także w lasach, ale wielu młodym, ambitnym dano szansę zrobienia błyskawicznej kariery, a ścieżka awansu się skróciła. Powiedziano, że w starej Polsce kariery byś nigdy nie zrobił, a u nas jak najbardziej i młodzi ludzie szli w to bagno. Okazuje się, że stare metody działają. I wielu dziś idzie w to bagno.

Okazuje się, że pewne problemy są dość uniwersalne. Świetnie słychać to w utworze “Gówno na kole” z płyty “Jesteśmy najlepsi” z zacytowanym słynnym wierszykiem „Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na dupie i przytakuj…”. Piosenka pokazuje, że pewne mechanizmy są nadal aktualne.

Ta piosenka podobno jest ulubionym kawałkiem w korporacjach. Ludzie poddani rygorowi pracy w wielkiej firmie czują, że życie przepływa im przez palce. Że marnują czas pracując na wynik wielkiego molocha, który pożera ich i pół świata. „Gówno na kole” to wołanie o swoje „ja”, próba obrony siebie, manifest zagubionych w tłumie. To temat z którym utożsamić może sie każdy kto ma nad sobą szefów. Chińczyk, Eskimos, Polak czy Francuz.

Możesz zdradzić plany na najbliższy czas? Po tak intensywnym czasie na pewno przydałoby się trochę odciąć od wszystkiego.

Pewnie! Wakacje by się przydały, ale jeszcze nie teraz. W najbliższym czasie nadal będziemy z Big Cycem promować naszą najnowszą płytę „30 lat z wariatami”. Mamy zaplanowanych kilka koncertów w Polsce i w Anglii. Ja zapraszam na cykl spotkań autorskich podczas których opowiadam o książce. Przygotowałem też na sylwestra nową, solową piosenkę, która nagrałem z muzykami z Poznania. Nakręciliśmy do niej zabawny teledysk i mamy nadzieję, że Polacy będą sie przy niej dobrze bawić. To piosenka o tym na czym znam sie bardzo dobrze czyli o imprezie i balangowaniu (śmiech). ..Rozmawiał: Kacper Jasztal

Close Menu