Gazeta Wyborcza Trójmiasto styczeń 2016

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Aleksandra Kozłowska: – Gracie w tegorocznej Orkiestrze?

Krzysztof Skiba, muzyk i wokalista rockowy, autor tekstów, satyryk, felietonista, konferansjer, członek zespołu Big Cyc: – No, jasne! Jak co roku zresztą. Big Cyc z Orkiestrą jest od początku. Dobrze pamiętam nasz pierwszy koncert w ramach WOŚP: styczeń 1993 r., poznańska Arena wypełniona po brzegi – jakieś 5-6 tys. ludzi i doskonały skład na scenie: Dezerter, Edyta Bartosiewicz, Acid Drinkers, Hey i my. Niesamowita przygoda.

To była pierwsza w Polsce akcja charytatywna na wielką skalę. Co więcej – pełna życia, kolorów, młodości, świetnej muzyki. Akcja daleka od atmosfery smutku czy beznadziei, jaka nieraz kojarzy się z takimi działaniami. To było coś zupełnie nowego – każdy chciał być wolontariuszem, każdy bez względu na mróz był na finałowym koncercie. Jak ty się wtedy czułeś? Co o tym myślałeś?

– Byłem tego dnia na scenie i to w doborowym towarzystwie. Wszystkie zespoły zostały świetnie przyjęte przez publiczność. Czuło się wyjątkową atmosferę. Co jakiś czas podawano w ogłoszeniach zebraną sumę i nam wszystkim wydawała się ona jakaś taka bardzo duża, a później okazała się wręcz rekordowa, bo nikt nie spodziewał się takiego sukcesu. Jak wiadomo ten rekord co roku był potem przy kolejnych finałach Orkiestry mocno przekraczany. Wszyscy wówczas byliśmy razem bez względu na przekonania i poglądy

W działaniach Orkiestry co roku brały też udział wojsko, straż pożarna, policja. Można było wylicytować przejażdżkę czołgiem albo lot śmigłowcem. A teraz Stanisław Pięta, poseł PiS grozi na Twitterze: „ „Jeżeli funkcjonariusz publiczny zaangażuje się w hecę WOŚP, niech nazajutrz składa raport o zwolnienie ze służby”. Część więc rezygnuje. U nas nie będą np. kwestować marynarze, choć rok temu zbierali do puszek z czerwonym serduszkiem.

– Fatalne jest to obrzygiwanie Orkiestry. Dzieje się tak od kilku lat. Kiedy zaczęły się te ataki prawicowych mediów i polityków, byłem u Tomasza Lisa na Żywo. Moim przeciwnikiem w dyskusji był Łukasz Warzecha, prawicowy dziennikarz. Ja byłem za WOŚP, on przeciwko. Zarzucał Owsiakowi – tak jak i dziś m.in. Pięta – że ten pokrzykuje, robi tylko szum wokół siebie, a na dodatek nosi czerwone spodnie. Powiedziałem wtedy Warzesze: Nic nie stoi na przeszkodzie żebyście stworzyli własną Orkiestrę, którą będzie prowadził nobliwy pan w smokingu i muszce, z nienaganną dykcją i manierami hrabiego. Dziwne, że do tej pory tego nie zrobili.

Nie wkurza cię to opluwanie Owsiaka? Nie masz ochoty wrzasnąć: „Odwalcie się od niego!” ?

– Wkurza mnie i dlatego zawsze bronię Orkiestry i Jurka. To jest chyba zazdrość o sukces jaki ma Orkiestra i to jest nasz narodowy dramat, że my jako Polacy każdego ściągamy w dół. W Polsce nawet Robert Lewandowski który jest idolem i bożyszczem tłumów, wbija gol za golem i nie zajmuje się polityką jest poddawany ciągłej krytyce i nie brakuje w necie zawistnych komentarzy na jego temat. Forsa, pieniądze to rozpala wyobraźnię wielu. Są tacy, którym się życie nie udało i za wszelką cenę pragną odegrać się na kimś znanym. Na tej samej zasadzie hejterzy próbują pomniejszyć sukces Orkiestry, bo sami nigdy w życiu nic pozytywnego nie zbudowali.Dla wielu Jurek jest niebezpieczny, bo łamie monopol na miłość bliźniego. To facet z niezwykłą charyzmą. Tylko tacy ludzie mogą być w akcjach charytatywnych skuteczni. Taki był też ks. Jan Góra, dominikanin, który rozkręcił Ogólnopolskie Spotkania Młodzieży w Lednicy. Gdy zaczynał, wszyscy księża pukali się w czoło. Ks. Góra nie nosił czerwonych spodni, ale umiał dotrzeć do ludzi, i Owsiak też to potrafi. I ten jego rozkrzyczany styl najwyraźniej mu w tym pomaga. Znam Jurka prywatnie, wiem że on naprawdę taki jest – taki sam przed kamerami, jak w codziennym życiu. Nikogo nie gra, nie udaje. W tym jest jego siła. A te jego czerwone gacie i okulary też mi się podobają, mam duży sentyment do takich rzeczy. W szarych czasach PRL-u, kiedy wszyscy faceci chodzili w ortalionowych płaszczach, taki dziki strój był wyzwaniem. Sam nosiłem żółte kalesony podczas happeningów Pomarańczowej Alternatywy. Jeśli więc dziś komuś to przeszkadza, widać, że PRL powrócił. A wydawało mi się, że te czasy minęły.

Prawicowe media mają też pretensje do TVP, że poświęca Orkiestrze za dużo czasu antenowego, a to wszystko rzecz jasna z kieszeni podatników. Według nich WOŚP działa tylko na pokaz, co gorsza część zebranych funduszy przeznacza na organizację Przystanku Woodstock, Sodomy i Gomory w czystej postaci.

– To ciekawe – bo Orkiestra zbiera na leczenie wszystkich, a prawicowe media zbierają tylko na siebie. Tak przecież robi Radio Maryja, „Gazeta Polska” miała akcję pod hasłem: Weź dwa egzemplarze, jeden dla siebie, jeden dla sąsiada.
Jeśli ktoś nie chce działać dla Owsiaka, nie musi – może wesprzeć Caritas, Szlachetną Paczkę albo setkę innych fundacji pomocowych. Ale niech nie przeszkadza tym, którzy to robią. Żaden poseł PiS nie zrobił dla Polski tyle co Owsiak.
Boję się, że efekt tych działań przeciw WOŚP, będzie taki, że wiele osób wycofa się na emigrację wewnętrzną, tak jak to było w stanie wojennym. No bo popatrz – nigdzie na świecie nie ma tak, że władze cieszą się z tego, że jakaś akcja charytatywna zebrała mniej funduszy niż rok temu. A u nas tak było. Albo mają wielki powód do radości, że Szlachetna Paczka zebrała więcej niż Orkiestra. To jakiś obłęd! Sygnał, że naprawdę coś złego dzieje się ze społeczeństwem.Nie ważne jest pod jakim szyldem się zbiera kasę na leczenie dzieci, na leczenie seniorów, na walkę z rakiem. Big Cyc wspiera nie tylko WOŚP, ale i małą fundację z Wrocławia – Orator, która zbiera na leczenie słuchu u dzieci. Wystąpiłem w ich teledysku.Liczy się zaangażowanie i efekt. I współdziałanie. Przypomnę co powiedział Jan Paweł II – że solidarność to jeden z drugim, nie jeden przeciw drugiemu. To, co od początku jest fantastyczne w Orkiestrze to fakt, że ona łączy. Łączy pokolenia, łączy gatunki muzyki – przecież grają tam zarówno kapele punkowe, jak i zespoły popowe, obok koncertów organizowane są dyskoteki, ale i imprezy dla dzieci. Wielką zaletą WOŚP jest to, że od razu wciągnęła w swe działania środowiska przez wiele osób uważane za społeczny margines: punków, freaków, po których nikt z tzw. porządnych obywateli nie spodziewałby się charytatywnego zaangażowania. Pojawiła się szlachetna rywalizacja – które miasto zebrało więcej, każdy z dumą nosił przyklejone do kurtki czerwone serduszko…Tymczasem PiS, odkąd zdobył pełnię władzy robi wszystko by nas podzielić. Jest pierwszy i najgorszy sort Polaków, są Polacy prawdziwi i udawani…

Ostatnio dzięki ministrowi Waszczykowskiemu polscy rowerzyści dowiedzieli się nawet, że cały czas byli i są marksistami, pewnie w przeciwieństwie do kierowców samochodów.

– Jemu chyba poseł Liroy dał zapalić skręta z marihuaną! Ta wypowiedź ministra to czysty idiotyzm. Skoro jazda na rowerze i wegetarianizm to jest postawa niezgodna z polską tradycją, to oznacza, że została nam już tylko jazda konna i jedzenie kotletów. To jest wojna światów, wojna cywilizacji rodem z XIX wieku, ze współczesnością, której PiS najwyraźniej nie rozumie. A były przecież takie momenty w naszej historii, kiedy następowało porozumienie ponad podziałami, jak choćby w sprawie stadionowej chuliganerii. Ale w końcu PiS się z tego wycofał, kombinując jak tu kibiców wykorzystać politycznie. I wykorzystali ich do swoich celów jak mięso armatnie. Teraz rozwala się ostatnią chyba wspólną płaszczyznę Polaków – akcje charytatywne. Takie rzeczy możliwe są tylko u nas. W Niemczech, Skandynawii też ludzie mają różne poglądy, należą do różnych partii ale tam nikt z tego powodu nie powie: „Nie jesteś Niemcem”, „Nie jesteś Szwedem”. Tam ludzie rozumieją, że jest coś takiego jak dobro wspólne i dla tego dobra robi się naprawdę dużo. Dlatego apeluję żeby przestać wreszcie jątrzyć. Choć z drugiej strony nie wiem na ile to możliwe, dopóki rządzi partia Jarosława Kaczyńskiego. Mam kolegę muzyka z Warszawy, który chodził z braćmi Kaczyńskimi do szkoły. Opowiadał, że zabawa na boisku szkolnym była super, dopóki nie pojawili się Kaczyńscy. Momentalnie potrafili wszystkich skłócić.

Orkiestra gra nie tylko w Polsce, ale i w wielu zagranicznych miastach. Big Cyc na przykład w tym roku wystąpi w Dublinie.

– Tak. Co roku zgłaszają się do nas różne sztaby, pojawiają się propozycje grania w wielu miejscach. Wystąpiliśmy już m.in. w Londynie, Brukseli, Berlinie, Limerick, Edynburgu i Dundee. W Dublinie będziemy z Orkiestrą po raz pierwszy. Gramy w klubie D Two, w sumie impreza trwa trzy dni – będzie osobna część dla dzieci, będzie dyskoteka. Wystąpi też Stanisław Tym. Big Cyc i Czarno-Czarni grają w finale, przed nami trzy polsko-irlandzkie supporty.
Rok temu graliśmy w Londynie. Wielka impreza, mnóstwo ludzi. Tak jak i u nas, zawsze są też licytacje. W zeszłym roku licytowano tort zrobiony przez polską piekarnię. Gigantyczne ciasto, oczywiście z dekoracją w kształcie serduszka. Kupił go Polak, kierowca autobusu za jakieś kosmiczne pieniądze – jakieś dwa tysiące funtów. Powiedział, że przez miesiąc będzie jadł pewnie tylko ten tort, na nic więcej nie będzie go stać, ale że było warto. Z kolei w Brukseli tamtejsza grupa kobiet polonijnych zrzeszona w czymś w rodzaju Koła Gospodyń Wiejskich upiekła na licytację różne polskie ciasta – jakieś placki drożdżowe i tym podobne słodkości udekorowane flagą i serduszkami. Wystąpiły przy tym w strojach łowickich, super to wyglądało.
To fajne, że pieniądze wpływają nie tylko dzięki zbiórkom, ale i przez licytacje. Wielokrotnie na ten cel dawałem nasze „złote płyty”, przeróżne gadżety związane z zespołem – standardowy zestaw to: koszulka, płyta, plakat z autografami. Na aukcji poszła też moja skórzana kurtka.

Czego spodziewasz się po tegorocznym koncercie?

– Wielu ludzi i gorącej atmosfery. Orkiestra niesamowicie integruje polonię, na koncerty przychodzą młodzi i starzy. Podobnie jest na scenie. Pamiętam jak na jednym z koncertów w Londynie wystąpił Big Cyc, Elektryczne Gitary i Trubadurzy. Potem była fajna impreza integracyjna w hotelowym lobby z udziałem m.in. jednej z fanek Trubadurów, zakochanej w zespole od jego początków – pani jest więc teraz w wieku mocno już zaawansowanym. Impreza trwała w najlepsze do późnych godzin nocnych, aż ktoś z obsługi przyszedł nas uciszyć. A wtedy ta fanka, Polka mieszkająca w Londynie od kilku dekad, wstała i nienaganną angielszczyzną wygłosiła płomienną mowę obrończą podkreślając, że tu oto siedzi legenda polskiej muzyki i absolutnie nie można jej przeszkadzać.A wracając do tegorocznego finału WOŚP – chcę powiedzieć, że nie możemy dać sobie zabrać Orkiestry i Owsiaka. Jeżeli część społeczeństwa od niego się odwróci, będzie to znaczyć, że mamy w sobie nie tyle gen zdrady, co gen żółci. Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS-u zyskaliby sobie wiele sympatii, wrzucając datek do puszki z serduszkiem. Pokazaliby klasę i dowód na to, że w ważnych sprawach nadal potrafimy być razem.

*24. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – niedziela, 10 stycznia. W tym roku zebrane fundusze przeznaczone będą na zakup urządzeń medycznych dla oddziałów pediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorów. Przez 23 lata działalności Fundacja WOŚP zakupiła sprzęt medyczny wydając blisko 650 mln zł zebranych w corocznych Finałach.

Close Menu