Jest pan skończony!

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Politycy co rusz wygłaszają takie zaklęcia w kierunku swoich przeciwników.
Problem w tym, że w Polsce trudno się skończyć. Można narobić bałaganu jak
analfabeta w bibliotece, wygłaszać głupoty jak głuchy w filharmonii, pleść
głupstwa jak ślepy w klubie ze striptizem i kłamać w żywe oczy jak Antoni na
komisji smoleńskiej. Żadna z tych aktywności realizowana z zapałem i na
przemian nie wyeliminuje polityka z życia publicznego.
Przykładem Ryszard Czarnecki czy Jacek Kurski – rekordziści w zmianach barw
partyjnych, cyniczni gracze, których taktyka obliczona jest na wkładanie nosa w
tyłek aktualnie wpływowych ludzi i kalkulacja na krótką pamięć "ciemnego"
ludu, który to kupuje jak śledzie na promocji w Biedronce.
Kura i Richard to jednak już stare i ujeżdżone kobyły polskiej polityki i
kabaretu. Ludzie od lat znani i pogardzani. Najnowszym rekordzistą mijania się
z prawdą jest namaszczony sierścią kota Prezesa, krzywousty kelner od miski
ryżu Mateo Morawiecki. Jego złote myśli nagrane w restauracji u Sowy oraz
pełna kłamstw i aberracji intelektualnych żonglerka słowna serwowana w
trakcie wieców wyborczych, skłoniła do smutnej refleksji nawet gwiazdę
prawicowej blogosfery Katarynę, która na łamach "Do Rzeczy" brutalnie
oceniła premiera jako osobę "bliską moralnego bankructwa". Gdy pogromca
Platformy, surowy krytyk Tuska i jego polityki, zagorzały kibic pisowskiej
rewolty ocenia popisy werbalne i zygzaki mentalne premiera na poziomie
żałosnego upadku, znaczyć to musi, że z premierem jest źle, albo nawet gorzej.
Po naszej stronie pełno opinii w stylu "w normalnym kraju na drugi dzień po
takiej wpadce ten człowiek przestałby pełnić swój urząd". Ani te opinie, ani
krytyczne wnioski wpływowej Kataryny, ani sto kolejnych wpadek młodego
Morawieckiego, po których ze zdziwienia otwierać będziemy gęby jak
hipopotam w ZOO w oczekiwaniu na bułkę od turysty, nie spowodują, że ten
człowiek się skończy. Nie liczcie na to.
Skończony to jest bal abstynenta gdy wszyscy się upili. Dopóki Morawiecki jest
w stanie własnoręcznie nałożyć swój elegancki garnitur i zegarek, nie będzie
skończony. Taki to kraj.
Rację mają prawicowi publicyści, gdy piszą, że Polska to bardzo
TOLERANCYJNY kraj. Bowiem od lat TOLERUJEMY na świecznikach

notorycznych kłamców i kombinatorów. Morawiecki to pierwszy w historii
premier uznany przez sąd za kłamcę.
Może jednak warto to zmienić? Chyba szkoda głosów na tych, których gorąco
wspiera w samorządach "osoba bliska moralnego bankructwa" :).

Close Menu