Nic się nie zmieni…

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Po pierwszych żartach z epidemii, z braku masek i rękawiczek, po licznych teoriach spiskowych i poradach jak przetrwać czas izolacji, po pierwszym przerażeniu gdy zaczęło robić się groźnie, po pierwszym wkurzeniu, gdy władza zatrzymywała ludzi z pytaniem – jaki jest cel pańskiego spaceru, po pierwszym zmęczeniu nadmiarem wolnego czasu, po pierwszych awanturach i nerwowych ruchach, nastał czas rozpaczliwego szukania sensu w tym wszystkim.

Jak zwykle nie zawiedliśmy się na co głupszych przedstawicielach Kościoła, którzy z ambon swych prowincjonalnych parafii ogłosili, że epidemia to kara za grzech homoseksualizmu i rozpasania erotycznego. Na szczęście byli to kapłani trzeciej ligi, a może nawet czwartej i nikt łącznie z propagandową telewizją publiczną nie potraktował tych „nowin” poważnie.

Z drugiej strony pojawiło się całkiem sporo głosów mocno nawiedzonych obrońców przyrody i zwierząt, którzy głosili, że wirus to zemsta natury nad hulaszczym i niszczącym planetę stylem życia człowieka. Wzywali więc do pokory i zastanowienia. Byli tacy, którzy bez żadnych dowodów twierdzili, iż to zemsta krówek na człowieku, za zbyt łapczywe jedzenie kotletów.

Ostatnio dominuje podejście mniej radykalne w formie i treści. Podejście filozoficzne. Ach…może to nam było wszystkim potrzebne? To zatrzymanie karuzeli pędzącej na zatracenie. Głos Kultu Kazik Staszewski stan epidemii nazwał w wywiadzie „błogosławieństwem”. Wielu innych przedszkolnych filozofów widzi w tym radykalnym zatrzymaniu świata szansę na autorefleksję, zastanowienie się nad preferencjami życiowymi, na spojrzenie w głąb własnej duszy.

Mnożą się apele, aby nie zmarnować okazji i wykorzystać ten niespodziewany nadmiar czasu na poukładanie sobie w głowie, poczytanie mądrych książek, przemyślenie własnej drogi życiowej. Czy coś w tej gonitwie za szmalem i sukcesami nam nie umknęło? Czy potrzebne są nam nowe, drogie auta jak z filmów z Jamsem Bondem, wycieczki na Hawaje, czy naprawdę potrzebujemy modnych butów, torebek, płaszczy za pięć czy dziesięć tysięcy złotych?

Wszystkie te apele i refleksje są z grubsza słuszne i warto się nad nimi pochylić, bo przecież zawsze warto zastanowić się nad sobą i światem wokół, ale odnoszę wrażenie, że wraz z tym zbiorowym apelem o zrewidowanie swojego życia płynie rzeka naiwności podszyta ślepą wiarą w to, że po epidemii świat będzie inny, lepszy, radykalnie odmieniony. Sporo gazetowych psychologów głosi teorie, że po epidemii nie ma już powrotu do takiego świata jaki znaliśmy. Epidemia nas odmieni i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienimy się jako ludzie i społeczeństwo.

Niestety żywię poważne obawy, że jeśli się coś zmieni to tylko w życiu jednostek i to nie na długo. Jeśli się zatrzymamy to na chwilę. Tak jak ten facet który biegnąc nie zauważył niskiego sufitu i uderzył się w czoło. Po roztarciu guza i odsapnięciu, będzie biegł dalej. Nadal wszyscy będą myśleć kategoriami zysku, kariery, pośpiechu, kategoriami szczęścia od zaraz i sukcesu za wszelką cenę. Świni nie da się zamienić w anioła, a anioła w helikopter.