OSTATNIE DZIECKO

Udostępnij na:

Święty Mikolaj miał dziś pracowity dzień. Wiadomo, 6 grudnia i wszystkie dzieci czekają na prezenty. Na szczęście dzięki pracowitym elfom i szybkom reniferom, a także technologii komputerowej, udało się sytuację opanować.

Jak zwykle nie obeszło się bez niespodzianek i drobnych kłopotów. W dwóch domach kominy były za ciasne, kilku rozkapryszonym dzieciakom z bogatych domów prezenty się nie spodobały, na posesji pewnej willi Mikołaja chciał pogryźć sporych rozmiarów pitbull. Na szczęście przestraszył się rogów renifera i obeszło się bez większych kłopotów.

Ważna w pracy Mikołaja jest rejonizacja. Już od dawna Mikołaj zatrudnia kilka tysięcy swoich sobowtórów, którzy obstawiają wszystkie miasta, miasteczka i wsie w Polsce. On jako jedyny prawdziwy Mikołaj, zawsze bierze sobie Warszawę.

Tu rejon jest największy w Polsce, ale Mikołaj uwielbia te przechadzki po Nowym Świecie, spacery w parku łazienkowskim czy w Wilanowie. Jakoś tak upodobał sobie stolicę i zawsze miło mu się rozdaje prezenty dzieciakom z warszawskich kamienic.

99 procent planu rozdawnictwa zabawek już zostało wykonane. Ostatnią dzielnicą, po której biegał z prezentami był Żoliborz. Zupełnie na koniec zostawił sobie dziecko specjalnej troski z ulicy Mickiewicza. Był to starszy, samotny pan o imieniu Jarosław, do którego wszyscy mówili ” Panie prezesie”. Człowiek bardzo nieszczęśliwy i zagubiony.

Z początku Mikołaj nie chciał przyjąć tego zlecenia, twierdząc, że zasady są oczywiste i znane od lat. Regulamin ogłoszony w dalekiej Laponii porządkował te sprawy aż nadto jasno. Prezenty należą się tylko dzieciom.

Gdy jednak otrzymał list z Polski, podpisany przez ponad 10 milionów ludzi stwierdził, że może zrobić wyjątek. W liście pisano, że Prezes jest jak dziecko i tak należy go traktować. I że nie chodzi tu o sam materialny prezent, ale o wizytę w tym szczególnym dniu. O opowiedzenie kilku bajek i trzymanie za rękę przy palącym się domowym kominku. O ciepło domowe po prostu i przepływ dobrej energii.

To przekonało świętego Mikołaja. Rozmowa z samotnym, to lek dla duszy, to więcej niż najnowsze konsole do gier i topowe laptopy. I oczywiste jest, że do tego OSTATNIEGO DZIECKA nie mógł posłać swojego sobowtóra czy zastępcy. Taką misję specjalną i niezwykle wymagającą, mógł wykonać jedynie prawdziwy święty Mikołaj.

Renifery dowiozły Mikołaja pod wskazany adres. W worku z prezentami, Mikołaj przywiózł dla pana Jarosława ciepłe kapcie, kalesony, prawdziwy pszczeli miód i zestaw najlepszych angielskich herbat śniadaniowych.

Święty swym starym zwyczajem zjawił się w mieszkaniu frunąc zgrabnie przez komin. Jakież było jego zdziwienie, gdy oprócz starszego pana Jarosława, zobaczył w głównym salonie także dwóch rosłych ochroniarzy z pistoletami. Prezes nie był więc aż tak samotny jak mu opowiadano.

Trudno. Skoro przyniósł już prezenty, to postanowił je wręczyć. Ochroniarze i Prezes patrzyli na niego z otwartymi ustami, wyrażającymi totalne zdziwienie. Mikołaj uśmiechnął się szeroko, zdjął worek z pleców i zaczął te swoje ” Ho, ho ho”, chcąc przełamać towarzyskie lody. Gdy kończył ” Ho, ho, ho” rozległy się strzały.

– Kolejny prowokator – powiedział jeden z ochroniarzy. Prezes pokiwał smutnie głową i szybko skrył się w sypialni, bo nie lubił widoku krwi. Renifery przed bramą długo czekały na swojego szefa. Z głodu i zimna zaczęły biegać po okolicy, aż wpadły pod ciężarówkę na białoruskich numerach.

Zobacz podobne felietony:
Przewiń do góry

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!

Bądź na bieżąco ze wszystkimi spotkaniami ze Skibą oraz wszystkimi ważnymi nowinkami.