PRZESŁUCHANIE

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Wywiad który ukazał sie w kwartalniku IPA FUN (czasopismo Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji IPA). Luty 2016. Z Krzysztofem Skibą rozmawia Paweł Pasternak.

Dzisiaj do „Przesłuchania” zasiada osoba, o niezwykle barwnym życiorysie. Debiut w roli modela na pokazach odzieży dla dziatwy szkolnej, założyciel szkolnych kabaretów, potem artysta studencki, następnie showmen telewizyjny, satyryk i znany artysta wszechstronnie rozrywkowy, ale także działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL, aktywista Pomarańczowej Alternatywy, zatrzymany za rozrzucanie ulotek antykomunistycznych podczas koncertu w Jarocinie w 1985 roku, absolwent kulturoznawstwa, odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Wolności i Solidarności oraz a może przede wszystkim współzałożyciel, lider i autor większości tekstów zespołu Big Cyc Krzysztof Skiba!

Wiele wydarzeń w Pana życiorysie czy czegoś nie pominąłem?

Można dodać do tej wyliczanki jeszcze takie określenia jak felietonista, i autor scenariuszy programów telewizyjnych. Przez wiele lat miałem swoje stałe rubryki felietonowe w takich pismach jak Gazeta Wyborcza, tygodnik Wprost czy miesięcznik dla panów CKM. Pisałem także scenariusze dla programów kabaretowych w telewizji. No cóż można dodać także słowo „konferansjer”. Prowadziłem największe festiwale i imprezy muzyczne w tym kraju. Festiwal w Opolu z Tomaszem Kammelem, gale festiwalu teledysków z Cezarym Pazurą, gale muzyki klasycznej z Bogusławem Kaczyńskim, liczne imprezy rockowe z Pawłem „Końjo” Konnakiem, eleganckie gale muzyczne z Moniką Richardson, a nawet koncert sylwestrowy dla TVP 2 z Grażyną Torbicką.

Od kiedy pamiętam jest Pan radosnym i uśmiechniętym człowiekiem. Jak Pan to robi w kraju gdzie ciągłe narzekanie jest standardem?

Pozytywne nastawienie do życia to podstawa sukcesu. Zawsze byłem optymistą o dosyć zawadiackim i jednocześnie radosnym usposobieniu. Moja słabość do robienia kawałów objawiła się już w czasach szkolnych. Aby rozweselić koleżanki i kolegów z klasy zjadałem w podstawówce kredę szkolną. Zwykle dokonywałem takiego wesołego sabotażu na lekcjach matematyki. Gdy sprawa się wydała tłumaczyłem, że byłem głodny i miałem niedobory wapnia w organizmie. Szybko też dostrzegłem, że osoba wesoła budzi sympatię, a ponuracy odstraszają. Z czasem te moje żarty szkolne już w formie dojrzałych występów scenicznych stały się moim zawodem. Narzekanie, stękanie, marudzenie to polska plaga. Już dawno postanowiłem z tym walczyć i tak zostałem kimś w rodzaju Partyzanta Śmiechu. Warto się uśmiechać, bo dzięki temu żyjemy dłużej. Przepona nam lepiej pracuje i serce chodzi jak szwajcarski zegarek. Epatowanie nienawiścią i wścieklizną wykańcza nasz umysł i organy wewnętrzne. Istnieje powiedzenie, że ktoś jest „zielony ze wściekłości”. Zieleń to nie jest dobra barwa na naszej twarzy. Lepiej mieć rumiane policzki ze śmiechu.

Jest pan rozpoznawany przede wszystkim jako członek zespołu BIG CYC ale wiem ze zajmuje Pana też inna działalność – pisze Pan książki. Czego one dotyczą co wpłynęło na ich napisanie?

Mam na swoim koncie nie tylko 17 płyt nagranych z zespołem Big Cyc i dwie płyty solowe, ale także cztery wydane książki. Są to zbiory moich felietonów pt. „Skibą w mur” i zbiór opowiadań satyrycznych pod tytułem „Opowiadania podwodne” . To taki sarkastyczny Skiba w pigułce. Prezent dla wszystkich tych, którzy lubią moje poczucie humoru. Napisałem też dwie książki wspomnieniowe o kulturze alternatywnej w latach 80. Jedna z nich „Artyści wariaci, anarchiści” napisana wspólnie z Jarkiem Janiszewskim i Pawłem Konnakiem opowiada o gdańskim podziemiu artystycznym. Ta książka miała wiele świetnych recenzji i stała się czymś w rodzaju hitu wydawniczego kilka lat temu. Kolejna książka wydana przez szacowne wydawnictwo Narodowe Centrum Kultury ukazała się w zeszłym roku pod tytułem „Komisariat naszym domem”. To historia happeningów ulicznych, które organizowałem w czasach PRL.

Trasy koncertowe zespołu BIG CYC owiane są legendą przygód i niesamowitych wydarzeń. Czy mógłby Pan przytoczyć jakieś zdarzenie w trakcie koncertu lub w ramach trasy które utkwiło w Pana pamięci?

Zabawnych historii było w Big Cycu rzeczywiście sporo. Pamiętam jak jechaliśmy jeszcze jako studenci, na pierwszy koncert do Berlina i w pociągu wzięto nas za przemytników. Jako jedyni pasażerowie jechaliśmy z gitarami i to wydało się podejrzane. Wówczas Polacy handlowali nielegalnie papierosami i alkoholem w Berlinie Zachodnim. Innym razem naszego gitarzystę wzięto za poszukiwanego terrorystę z RAF. Mnie zatrzymano kiedyś na granicy austriackiej i w pokoju przesłuchań rozebrano do naga, bo zdaniem policjantów przypominałem im poszukiwanego handlarza narkotyków. Były też bardziej radosne przygody. Po koncercie w Helsinkach fan zabrał nas do siebie. Myśleliśmy, że idziemy na imprezę tymczasem okazało się, że fan ma sklep z niesamowitymi butami i postanowił nas nimi poczęstować. Wyglądaliśmy jak włamywacze, bo w środku nocy w centrum miasta chodziliśmy po otwartym sklepie i przymierzaliśmy co się dało. W Warszawie na Placu Konstytucji podczas koncertu sylwestrowego dla Polsatu nie zauważyłem kanału dla operatora kamery i wpadłem do niego na oczach stu tysięcy widzów. Przygód mieliśmy wiele…

Prowadził Pan w TV programy rozrywkowe tj LALA MI DO, OKO NA MIASTO, PODRÓZE Z ŻARTEM i inne. Gdzie lepiej Panu się pracuje na scenie z „żywym” odbiorcom czy ze „szklanym okiem kamery”?

Koncert to zdecydowanie większa swoboda w działaniu. Tu ja jestem głównym reżyserem widowiska. Ustalam z zespołem kolejność piosenek i dyryguję publicznością. Program telewizyjny to zawsze nakreślone wyraźnie ramy i kurczowe trzymanie się scenariusza. W obu światach czuje się dobrze, ale to koncerty wyzwalają we mnie większą radość. Mimo precyzyjnego scenariusza w telewizji często zdarzają się rzeczy nieprzewidziane. Pamiętam jak podczas nagrywania pewnego programu w studiu w Krakowie, podczas jednej ze scen miałem wjechać na scenę dorożką. Na próbach wszystko wychodziło idealnie. Podczas nagrywania programu z udziałem widowni koń się spłoszył, rozwalił pół scenografii i zrobił kupę na środku sceny. Innym razem podczas nagrywania koncertu z piosenkami ludowymi na Mazurach, scena w amfiteatrze w Mrągowie była zrobiona z trawy. Ja jako prowadzący koncert miałem dla żartu dwie kozy na sznurku. Już w trakcie koncertu jedna koza mi uciekła, a druga zjadała ze smakiem trawę ze sceny. Gdy robiliśmy w Operze Leśnej w ramach festiwalu Top Trendy swój jubileusz pomysł był taki, że początek koncertu to będzie skecz z udziałem Szymona Majewskiego i psa. Bałem się, że pies jak usłyszy naszą perkusję i gitary to zwariuje. Na szczęście pies był głuchy.

Znany jest Pan też z niekonwencjonalnych zachowań i z kontrowersyjnych form wyrazu artystycznego niejednokrotnie odnoszącego się do rzeczywistości społeczno-politycznej. Czy ma Pan już jakiś komentarz po ostatnich wyborach parlamentarnych?

Nowa władza (jak każda zresztą) z pewnością dostarczy nam wielu tematów do piosenek i żartów. Niezwykle zabawną postacią wydaje się nowo wybrany prezydent Duda. Jeszcze rok temu nikt go nie znał i wszyscy mylili z Piotrem Dudą z „Solidarności”, a teraz to osobnik który jest wychwalany przez wyznawców jak ktoś w rodzaju półboga. Gdy pojawiają się wyznawcy prezydenta z transparentami takimi jakie widzieliśmy podczas jego pobytu w Szczecinie czyli te z cytatem z Biblii „Błogosławione łono które cię wydało i sutki które ssałeś” trudno się nie uśmiechnąć, bo automatycznie rodzi się pytanie co z innymi narządami dzięki którym powstał prezydent. Prezydent ma też manię podpisywania wszystkiego co mu rząd podsuwa. Słyszałem ostatnio, że prezes Kaczyński dał prezydentowi na chwilę kota do potrzymania i on go podpisał.

Będąc redaktorem naczelnym naszego kwartalnika IPA-FUN jestem wręcz zmuszony zapytać o najbardziej ciekawą „przygodę” jaka Pan miał z Policją czy innymi służbami mundurowymi. Czy była taka?

Policja często zabezpiecza imprezy masowe na których gramy i zawsze wzorowo wywiązuje się ze swoich zadań. Jedyne przygody jakie nam się zdarzały to urocze spotkania z policja drogową. Czasem spieszymy się na koncert i bywa, że nasz kierowca przekroczy dozwoloną prędkość. Zawsze wówczas grzecznie przepraszamy i terminowo regulujemy nałożone mandaty. Zdarzało sie, że dyskretnie byliśmy proszeni o autografy np. dla koleżanek z pracy czy dla córek. Kiedyś jadąc samochodem w centrum Warszawy zagapiłem się i odebrałem telefon. Zatrzymała mnie piękna blondynka z drogówki i powiedziała, że w zasadzie powinien być mandat, ale ponieważ rozmawiałem bardzo krótko, to będzie tylko pouczenie. I jak tu nie kochać blondynek!

Wspomniał Pan o pisaniu felietonów. Czego dotyczą Pana felietony i czym są inspirowane?

Najlepszą inspiracją dla felietonisty jest życie codzienne. Wiele zależy też od tego w jakim piśmie ukazuje się mój felieton. Przez wiele lat miałem felietony w gdańskiej mutacji Gazety Wyborczej, a potem przez jedenaście lat w tygodniku Wprost. W tych felietonach na bieżąco komentowałem polską pokręconą rzeczywistość, czasem pisząc o polityce, ale bardzo często po prostu o życiu i jego licznych pułapkach. Przez pięć lat pisałem także do magazynu dla facetów CKM. Tu moje felietony miały zupełnie inny charakter. Obserwowałem świat z punktu widzenia nienasyconego samca, który szuka dla siebie głównie przyjemności. W felietonach często posługuję się ironią. Buduję groteskowy świat, który przedrzeźnia, wyszydza i kpi z otaczającej nas rzeczywistości. Ostatnio moje felietony poświecone tematom muzycznym i zagadnieniom z dziedziny show biznesu ukazują się np. w magazynie „Osobowości i sukcesy”. Szykuję też wydanie nowej książki z felietonami pod tytułem „Wszystkie drogi prowadzą do orgazmu”.

Jakie Krzysztof Skiba ma plany artystyczne na najbliższy czas i gdzie można go spotkać?

Szykujemy z zespołem kilka nowych piosenek, które na pewno będą miały swoją premierę tuż przed wiosenno-letnim sezonem koncertowym. Do najlepszej z tych piosenek nakręcimy teledysk. Niebawem do Empików trafi w ramach serii „Bursztynowa kolekcja” składanka największych przebojów Big Cyca z lat 90. Warto mieć te nagrania na CD, bo wielu starych fanów ma je jeszcze na kasetach magnetofonowych. A w sezonie imprez plenerowych czyli od maja do września koncertować będziemy tradycyjnie po całym kraju. Zapraszam serdecznie na koncerty bo najlepiej oglądać Big Cyca na żywo.

Dziękuję za rozmowę

Close Menu