To nie jest czas na wygłupy

Udostępnij na:

Z Krzysztofem Skibą rozmawia Marek Górlikowski. Tygodnik Newsweek. 6 lipca  2020.

Marek Górlikowski: Ile masz procesów sądowych z Telewizją Polską?
Krzysztof Skiba: – Trzy, może cztery.

Nie wiesz ile?
– Wiem, tylko ten czwarty to ja wytoczę TVP, bo jako wróg telewizji znalazłem się oczywiście w filmie Sylwestra Latkowskiego, gdyż jak setki muzyków miałem koncert w Zatoce Sztuki, swoją drogą, ciekawe, że nie umieścił żadnego z muzyków jazzowych, którzy też tam grali.

A te, które TVP wytoczyła tobie?
– Wszystkie trzy dotyczą opinii, jaką wygłosiłem po zamordowaniu Pawła Adamowicza. Napisałem na Facebooku: „Uważam, że to nie Owsiak powinien podać się do dymisji tylko szef TVP Jacek Kurski, odpowiedzialny za bezpardonowe ataki i szczucie na prezydenta Pawła Adamowicza. Napastliwi »reporterzy« tacy jak pan Sitek czy Rachoń spuszczeni ze smyczy przez Kurskiego są moralnie odpowiedzialni za ten polityczny mord”. Przed szpitalem, w którym walczono o życie Adamowicza, dodatkowo powiedziałem Polsat News: „media publiczne szczuły na prezydenta Gdańska i oto mamy tego efekty”.
Pierwsza sprawa: TVP i jej prezes Jacek Kurski poczuli się zniesławieni i oskarżyli mnie z artykułu 212 kodeksu karnego. Kurski prywatnie nie występuje, bo musiałby płacić koszta sądowe, biuro prawne TVP to dla niego dupochron, bo jak przegra, to kto zapłaci? My wszyscy z abonamentu TVP i podatków.
To sprawa polityczna, niewygodna, więc sądy Warszawa Mokotów i Warszawa Wola przerzucały się nią jak gorącym kartoflem.  Dwa tygodnie temu Sąd Okręgowy umorzył akt oskarżenia, ale  tylko w części dotyczącej Kurskiego.
Druga sprawa o to samo, to proces cywilny przed sądem w Gdańsku wytoczony również przez TVP i Kurskiego. Żądają  25 tysięcy złotych na Wielka Orkiestrę Świątecznej Pomocy, taki żarcik Kurskiego, który wyrzucił Jurka Owsiaka z TVP. Wreszcie trzeci proces o to samo, ale znowu karny z art. 212, wytoczył pracownik TVP Michał Rachoń.

Rozważałeś przeproszenie?
– Naplułbym na swoją biografię i na Pawła, rok młodszego kolegi z podstawówki i liceum nr 1. Powtórzę jeszcze z 10 razy – to był lincz medialny. Telewizja szczuła, zrobiono z Adamowicza potwora. Osoby, które nie rozróżniają informacji od propagandy, nie mają aparatu krytycznego, mogły dojść do przekonania, że prezydent Gdańska jest gangsterem, człowiekiem, który zdradził Polskę. Wiemy, że sprawca tej zbrodni oglądał TVP, miał poglądy anty PO i mógł zostać zmotywowany do swojego czynu tym, co oglądał w telewizji.
Władza uznała go za osobę niepoczytalną, a Adamowicza za ofiarę przypadkową. Ale ta zbrodnia została zaplanowana. Morderca przechytrzył ochronę, wszedł na scenę i wybrał akurat moment kulminacji wieczoru, gdy wszyscy byli wpatrzeni w światełko na niebie. Nie uciekał, wygłosił przemówienie.
Moja wypowiedź była w pełni usprawiedliwiona. Ofiarą takich polowań jest też Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, świadek w moim procesie, tak jak brat prezydenta Piotr Adamowicz. Oraz przedstawiciel Rady Etyki Mediów i Mariusz Kowalewski, realizator, który pracował w TVP Kurskiego i napisał książkę TVPropaganda. Opisuje tam, że na kolegiach redakcja czekała na sygnał z Nowogrodzkiej komu dzisiaj dowalić.

Spodziewałeś się procesów?
– Nie. To dla mnie to pierwsze sprawy karne od stanu wojennego. Mogłem siedzieć wtedy rok za rozrzucanie ulotek w 1985 w Jarocinie, ale wyszedłem po trzech miesiącach na mocy małej amnestii dla tych co siedzą pierwszy raz. Potem miałem mnóstwo zatrzymań i kolegiów za happeningi w ramach Pomarańczowej Alternatywy, np. w 1988 dwa dni w celi i 30 tysięcy kolegium za Niezależne Obchody Dnia Dziecka w Łodzi. Po 30 latach wolałbym się spotykać na salach koncertowych niż sądowych, ale z planu tych rozpraw wynika, ze Jacek Kurski i spółka nie dadzą mi takiej szansy. Na szczęście adwokaci z kancelarii Jakubowski i Pluta z Warszawy, doświadczeni w procesach dotyczących mediów, bronią mnie pro bono, podobnie jak kancelaria mecenasa Jerzego Glanca z Gdańska, obrońcy Pawła Adamowicza, która reprezentuje mnie w sprawie cywilnej z TVP. Wygłosiłem opinie, do czego mam konstytucyjne prawo. Z każdą opinią można polemizować, ale PiS idzie na skróty i tu dobrze widać, że chodziło o zastraszenie.

Kogo?

– Wielu Polaków tak myśli i napisało to co ja w mediach społecznościowych, ale telewizja chciała zrobić pokazówkę. Dlatego oskarżono kilka osób znanych, min. Bogdana Borusewicza, profesora Wojciecha Sadurskiego, Ewę Siedlecką z Polityki, Wojciecha Czuchnowskiego z Wyborczej, rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara i emerytowaną gwiazdę rocka Skibę. Szybko nagłośniono to w Teleexpresie, telewizja ostrzegła, że każdego oskarży tak samo. Chciano zastraszyć i wygłuszyć debatę publiczną wokół morderstwa Adamowicza. W komunikacie moje nazwisko było pierwsze, ale ważniejsze, że zapowiedziano proces karny. Dla takich ignorantów prawnych jak na przykład ja, sprawa karna to jest jak kradzież czy rozbój. Pamiętam, że w sobotę, gdy podał to Teleexpres, miałem akurat prowadzić na wesoło kilka konferencji firmowych, przyjeżdżam, a organizatorzy autentycznie przestraszeni mówią: byliśmy pewni, że pan nie przyjedzie, bo to sprawa karna. Zrozumieli, że jestem aresztowany, tak działa efekt zastraszający w pisowskiej telewizji.

W której pracował też Skiba. Po co?
– Współpracował, nie na etacie. Zadzwonił do mnie w 2016 roku Marcin Wolski, którego poznałem ponad 30 lat temu w Kielcach, gdzie prowadził warsztaty kabaretowe, a ja dopiero zaczynałem jako satyryk. Wiedziałem o jego prawicowym odchyleniu, ale miałem do niego sentyment jako autora kultowej audycji „60 minut na godzinę” w Trójce, recenzował moje książki. Z telewizją współpracowałem od 1992 roku, od czasu programu Lalamido. Oczywiście dziś TVP przypomina telewizję Korei Północnej, ale nie od razu była taka. Zmieniała się jak to ujął Lenin w miarę zaostrzającej się walki klasowej. Nie spodziewałem się, że to pójdzie aż tak po bandzie. Wolski poprosił mnie o komentowanie sytuacji politycznych w programie na żywo. Gdyby „W tyle wizji” było montowane, to bym się nie zgodził, a tak pomyślałem, że przecież komentowałem 11 lat we „Wprost” i w „Wyborczej” to i tu sobie poradzę. Ostrzegłem go, że jestem antyrządowy, ale Wolski stwierdził, że właśnie o to im chodzi. Moim przeciwnikiem został Krzysztof Feussette, miał mnie szybko kontrować, jeżeli coś mówię przeciwko PiS-owi. Próbował, ale nie był w stanie odpowiedzieć swoimi nieśmiesznymi dowcipami, więc zdesperowany wpadł na pomysł, że będzie mówił w trakcie, gdy ja mówię. A gdy dwie osoby mówią w telewizji jednocześnie to jest to dla widza nieczytelne, uciekają puenty, tak mnie uciszali. Dopuszczali moje żarty, mówili, że program jest obiektywny bo we wtorki Skiba atakuje, ale telefony na żywo do studia, były tylko te, które mnie krytykowały. Moi fani nie byli się w stanie dodzwonić, mówili mi o tym. Po siedmiu miesiącach w listopadzie 2016 jakaś biedna pani kierownik produkcji zadzwoniła i przeprosiła, że musi mi to przekazać, ale jest decyzja „z samej góry”, że mam na następny program nie przyjeżdżać. Wolski nie miał odwagi.
Może wykończyłeś Feussette?
– Bardziej łączę to z wierszykami, które zamieszczam w Internecie i mają po parę milionów wyświetleń. Akurat wtedy na filmiku wyrecytowałem „Wykopki”, które były krytyką przymusowych ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej. Wdowa po Aramie Rybickim, Małgorzata, prosiła by bronić ją i inne rodziny wszelkimi sposobami, bo nie chcą ekshumacji bliskich. To szło m.in. tak:
Na nic protesty marne skamlenia takie Jarka są polecenia
Aby omamić ten naród dumny trzeba smoleńskie rozgrzebać trumny
I kopać i judzić i kłamać i brudzić I kręcić zakrywać i prawdę udusić
Wykopać zbezcześcić wbrew woli rodziny sumienia nie maja te skurwysyny
Bo tak się robi karierę na trupach z fałszywą troską i w brudnych butach
To było dla nich za dużo choć oficjalnie nikt mi nie powiedział, że za ten wierszyk wyleciałem.

Żałujesz, że się zgodziłeś na ten program?
– To był błąd. Walczyłem jak mogłem, czasem te bajki pisowskie sprowadzałem do parteru, ale tam była manipulacja już na poziomie tematów. Na dwie godziny przed wejściem dowiadujesz się, jakimi dziś „W tyle wizji” będziemy się zajmować. Ryszard Petru znowu się przejęzyczył, dobra, śmiejemy się. Później żarty z Grzegorza Schetyny, dalej z Barbary Nowackiej, w końcu nie wytrzymałem i na antenie zapytałem dlaczego nie ma żartów z Jarosława Kaczyńskiego?

Dlaczego?
– Feussette: bo w tym tygodniu nie powiedział nic śmiesznego. Wyrzucenie przyjąłem z ulgą, rodzina też mówiła, że mam się tam nie pokazywać, nie mogli znieść jak mnie glanują te niby spontaniczne głosy widzów.

My w Gdańsku znamy prezesa TVP od lat, ale jednak jest w człowieku jakaś moralna potrzeba pytania, co się z nim stało?
– To pytanie dotyczy wielu dawnych kolegów. Ja na szczęście Kurskiego tak dobrze nie znałem, bo wyjechałem na studia do Łodzi. Myślę, że dziś on jest cynikiem do bólu, robi to dla pieniędzy. Jakbyś go zapytał o telewizję, która przestała być obiektywna, to pewnie usłyszysz, że druga strona też to robiła, tylko my robimy to lepiej, mocniej, to nie są czasy na sentymenty, na jakąś moralność. Już po wyrzuceniu mnie z TVP, gdzieś na A1 tankowałem paliwo i nagle podjeżdża limuzyna z Jackiem Kurskim. Chciał wychodzić, ale jak mnie zobaczył, wycofał się szczurem. Przecież bym go nie napadł, może się wstydzi. Jego już raz publiczność wygwizdała gdy wręczał nagrodę na festiwalu w Opolu. Odbija to sobie straszną potrzebą lansu. Pokazują go w TVP jak się bawi na koncertach Zenka, na koncertach sylwestrowych, w czasie transmisji meczów. Rozumiem premiera, prezydenta, ale nigdzie kurwa w Hiszpanii Niemczech czy Włoszech nie pokazują na meczach szefa telewizji! Podpina się nawet pod dzieci, lansował się przy Juniorze Eurowizji w 2019, chwalił się że to dzięki niemu ta impreza. Urban jaki był taki był, ale się pod Teleranek nie podpinał.

Masz trzy procesy z telewizją, za puszczenie waszej piosenki „Viva! San Escobar” zwolniono Jarka Janiszewskiego z Radia Gdańsk, a chwalący PiS i nierozumiejący protestów pod sądami Kazik, stał się bohaterem opozycji bo zdjęto jedną jego piosenkę z Listy Przebojów Trójki, a premier i kilku ministrów wypowiedziało się w jego obronie. Co sobie wtedy pomyślałeś?
– Kazik próbuje siedzieć okrakiem na barykadzie, trzymać dystans do jednej i drugiej strony, ale kiedyś  jego piosenki były bardziej ostre. Leciał po nazwiskach, konkretnych osobach np. „Wałęsa oddaj moje 100 milionów” czy „Łysy jedzie do Moskwy” o Oleksym. Tu ostrości nadał ten kto ocenzurował kawałek „Twój ból jest lepszy niż mój”. Już chwilę później Kazik zaczął się wycofywać rakiem, że to nie jest piosenka o Jarosławie Kaczyńskim, tylko o nierówności wobec prawa. To jest taktyka po to by nie zrażać sobie publiczności, gra, by nie tracić widzów. Wśród fanów Kultu może być ileś PiS-owców i jednocześnie wielu ich przeciwników.

Całe życie błaznujesz, a pozwali cię za poważne teksty.
– Mówią, że są lepsze od tych satyrycznych. Kaczyńskiego uważam za postać tragiczną, momentami zabawną, wdzięczny temat do moich skeczy i piosenek Big Cyca. Nie tylko on. Podmiotem lirycznym bywa też Antoni Macierewicz, który jest bohaterem hitu  Internetu  Antoni wzywa do broni. Kiedy jednak dochodzi do pobić KOD-owców, rzucania kamieniami w ludzi na paradzie równości w Białymstoku czy morderstwa, to już nie jest czas na kabaret i wygłupy. Czasem obserwuję scenę  stand-up comedy, gdzie komicy jadą po bandzie w swoich monologach i zauważam, że unikają tekstów politycznych .  O księdzu pedofilu, proszę bardzo, ale o PiS-ie jakoś się nie składa. Komicy bronią się, że sam PiS jest już tak żałosny i sam jest żartem, a nie da się zrobić żartu z żartu, ale to chyba wymówka.

A tradycyjnie buntowniczy muzycy rockowi?
– W dużej mierze konformiści, chcemy śpiewać, ale nie chcemy się narażać, bo chcemy zarabiać. Boy – Żeleński mówił, że człowiek na starość parszywieje, widzę takie wolty poglądów ludzi z mojego pokolenia, że kompletnie ich nie rozumiem. Ale przeważnie stare punki, rockmeni po 50, nie przepadają za PiS, bo sobie nie wyobrażają, że wraca gnój z PRL-u. Kobranocka nagrała płytę „My i oni”, ale zespół sam ją wydał, bo wszyscy się bali. Pidżama Porno wydała bardzo antypisowską płytę „Sprzedawca jutra”. Nasz wspólny kolega Tymon Tymański zrobił tak ostre „Paszkwile”, że nawet Agora bała się to wypuścić. Myśmy kiedyś wydawali u największych – Universal Music Polska, BMG, w Sony, ale kiedy Big Cyc w 2016 zrobił album „Czarne słońce narodu”, to żaden z tych wielkich się nie odważył, bo na okładce płyty jest Jarek z kotem. Więc są dwa rodzaje postaw. Wydajesz płyty, udzielasz wywiadów, jesteś otwarcie antypisowski, ja nawet robiłem stand up na wiecach opozycyjnych. Albo jesteś antypisowski ale piszesz piosenki metereologiczne: jesień, jesień, pada i moja dusza też cała w deszczu, lato, lato, wakacje, plecak, kajak, dziewczyna, słońce świeci i może by jeszcze mogło poświecić.
Big Cyc wywodzi się z nurtu rocka zaangażowanego, w czasach komuny śpiewaliśmy o ZOMO, za Wałęsy śpiewaliśmy Nie wierzcie elektrykom, za Kwaśniewskiego, że kwas wypali nawet najbardziej tęgi mózg, była piosenka o Renacie Beger i Stefanie Niesiołowskim. To jest nasza misja w kosmosie, tak ją widzimy.

– Dlaczego nie powinno się głosować na Andrzeja Dudę?

Najważniejszym argumentem przemawiającym  przeciwko tej kandydaturze jest fakt, ze Andrzej Duda opowiada paździerzowe dowcipy z których sam się śmieje. Jak mówi żart to robi się smutno, a jak mówi serio np., że dzięki PiS tanieje musztarda to robi się wesoło. To prezydent który lubi sobie pokrzyczeć więc nadawałby się do punkowej kapeli z domu kultury, ale nie by reprezentować Polskę. Wszyscy mamy świadomość, że decyzje podejmują za niego, a on chce tylko mieszkać w pałacu i w spokoju zjeżdżać sobie na nartach.

Zobacz pozostałe wywiady:
Przewiń do góry

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!

Bądź na bieżąco ze wszystkimi spotkaniami ze Skibą oraz wszystkimi ważnymi nowinkami.