Z Krzysztofem Skibą rozmawia Krzysztof Majak. Portal internetowy Na Temat. Listopad 2016.

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Żałuje Pan, że nie wystąpi już „W tyle wizji?”

Krzysztof Skiba: Nie rozpatruję tego w kategoriach żalu. Spodziewałem się, że wcześniej czy później nastąpi taka sytuacja. W końcu padło już kilka moich mocnych tekstów w tym programie, po których ta katapulta mogła wystrzelić wcześniej.

Na przykład?

Choćby wtedy, gdy powiedziałem, że PiS jest jak śmierdząca koza w ciasnym mieszkaniu, bo połączyła wszystkich skonfliktowanych członków rodziny.
Oficjalnie nie podano mi żadnych oficjalnych powodów zwolnienia.

A co Pan usłyszał?

O zwolnieniu poinformowała mnie osoba z produkcji. Powiedziała, że już mogę nie przyjeżdżać na kolejne odcinki i że jest to informacja z „samej góry”. A co to oznacza i czy chodziło o Jacka Kurskiego, czy może o ludzi z ulicy Nowogrodzkiej, tego nie wiem. Chciałbym natomiast podziękować Marcinowi Wolskiemu, który mnie do tego programu zaprosił. Dzielnie mnie bronił, ale pewnie dłużej już nie mógł.

Powiedzmy wprost – nie pasował Pan do tego programu.

Czułem się tam jak rodzynek. Przeważają, a raczej przytłaczają tam publicyści o poglądach mocno prorządowych, a ja byłem jedyny krytyczny wobec PiS. Być może moje wyrzucenie wiąże się z jakąś nową koncepcją programu, według scenariusza której, teraz już wszyscy mają tam słodzić władzy? Obawiam się tylko o widzów TVP Info, czy nie nabawią się cukrzycy.

Pana obecność w tym programie dziwiła zarówno zwolenników jak i przecinków PiS.

To był ciekawy eksperyment. Wdarłem się na pole przeciwnika i nie pełniłem tam roli jeńca. Byłem jak pieprz dodawany do potrawy, a może bardziej jak cytryna, która potrafi wykrzywić uśmiech.

Kiedykolwiek Pana cenzurowano?

Nigdy! Zresztą, program był na żywo. Nie narzucano co i jak mam mówić. Pracowało mi się tam bardzo dobrze, chociaż byłem na antenie bardzo mocno krytykowany przez zwolenników PiS, bo już chyba tylko oni to oglądają. Ciężko jest stać dziś w Polsce okrakiem i mieć kolegów po jednej i drugiej stronie. Chociaż znam takich, którym się to udaje.

Na przykład?

Kazik z Kultu powiedział niedawno, że ma przyjaciół z PiS i wśród zwolenników opozycji. Ja byłem bardziej krytykowany przez zwolenników KOD i opozycji właśnie. Mówili, że daję się wykorzystywać w tym programie, że służę za zasłonę dymną i jestem kwiatkiem do kożucha i uwiarygadniam tę władzę. Usłyszałem też, że jestem kimś w rodzaju „wentyla”, jak w PRL.

Różne były określenia, listek figowy…

Raz nawet w czasie podróży taksówką na Woronicza, miły taksówkarz powiedział: Panie Krzysiu, Pan taki fajny, lubię pańskie piosenki…Czy jest jeszcze sens, by pojawiał się pan w tej propagandowej telewizji?

I co Pan powiedział? Że jest?

Ja próbowałem sprowadzać te bajki PiS-u do parteru. Uważam się za satyryka i niezależnego publicystę, dlatego atakowałem absurdy PiS-owskie, które codziennie nam dostarczają. Teraz sprawa jest przynajmniej czysta. Nie mam problemu ze zwolennikami KOD, a TVP nie ma problemu ze Skibą. Nadchodzą czasy twardej propagandy. Będzie to prawica „od pługa do Odry”, jak to ktoś odkreślił.
Moje wyrzucenie jest sygnałem, że teraz telewizja jeszcze bardziej skręci w prawo. Któryś z polityków napisał, że już się wyrzuca ludzi, którzy są „za mało PiSowscy”. Ja nie byłem nawet w 5 proc. pisowski, choć nie byłem też apologetą opozycji. Gdy Ryszard Petru powiedział coś od rzeczy, to też się z tego śmiałem.

Jest coś na rzeczy. Z „Teleexpressu” też wyrzucono dziennikarzy, którzy uchodzili za konserwatywnych.

Gdy przyszedłem do TVP Info, ekipy techniczne były wyraźnie przygaszone. Było to po pierwszych czystkach, kiedy nie wiadomo było jeszcze, kogo zwolnią. Kiedyś nawet rzuciłem dowcip, gdy przyczepiano mi dwa mikrofony. Powiedziałem, że ten drugi jest dla Ziobry, który musi wszystko słyszeć. Zwykły żarcik sytuacyjny, z którego nikt się nie roześmiał. Wszyscy byli bladzi, ze strachu. Ale ten krótki moment niepewności minął i panuje raczej miła atmosfera – kto miał ocaleć, ocalał. Zresztą, nie można mieć do tych ludzi pretensji, bo każdy ma swoje zobowiązania, a przeżyli już kilku prezesów. Teraz ta czystka była rzeczywiście poważna.

I wreszcie dosięgnęła i Pana.

Tak, myślę że miedzy innymi przez moją aktywność internetową i współpracę z portalem „Sok z buraka”, gdzie pojawiały się bajeczki Skiby. Opowiadałem tam o politycznych „babach – jagach” Ale tak naprawdę zbulwersowali się na mnie dopiero za wierszyk o ekshumacjach.

Nie ostrzegano Pana, że z tego się nie śmiejemy?

Nie, nigdy nie było żadnych instrukcji. Jasne jest, że dla strony PiS-owskiej temat Smoleńska jest drażliwy. Natomiast każdy, kto zdał maturę albo miał choćby lekcje języka polskiego w podstawówce i analizował tekst pod kątem „co poeta miał na myśli” jest w stanie odszyfrować jakie jest przesłanie tego filmu z wierszykiem.
Zalała mnie fala hejtu. Portale prawicowe uruchomiły psy gończe i szczujnia jest naprawdę bardzo mocna. Nikt już się nie zagłębia w treść tego wierszyka. Zrobiono wokół mnie historię, że „Skiba nabija się ze Smoleńska”.

Oczywiście, to samo było ze Stuhrem.

Tak, i to wystarczy – już jestem „spalony” [śmiech]. A to jest wierszyk w obronie rodzin smoleńskich, które nie zgadzają się na ekshumację. W Smoleńsku zginął mój naprawdę bliski znajomy, z którym współpracowałem w latach 80-tych w czasach antykomunistycznego podziemia – Arkadiusz Rybicki. Późniejszy poseł PO, wiceminister kultury, legenda podziemia. Niewiele osób wie, ale on, prawdziwy konserwatysta był także producentem programu „Lalamido” w TVP2.

I dlatego zdecydował się Pan zająć ostre stanowisko w sprawie ekshumacji?

Znam wdowę po Arkadiuszu – Małgorzatę Rybicką, która napisała przejmujący list do ministra Zbigniewa Ziobry z prośbą o niedokonywanie ekshumacji. Jej rodzina nie chce ponownie cierpieć i przeżywać raz jeszcze tej traumy. Później był list rodzin ponad dwustu krewnych ofiar katastrofy, którzy napisali chyba do wszystkich świętych. Jedynie biskup Pieronek wykazał się empatią mówiąc, że ekshumacja bez zgody rodziny to barbarzyństwo. Mój ostry wierszyk był więc przeciw temu barbarzyństwu. Zresztą, w polskiej tradycji jest coś takiego, że ekshumacja bez zgody rodziny jest kojarzona z bezczeszczeniem zwłok. Ten taniec na smoleńskich trumnach odczytuję jako pomysł polityczny. Niestety wygląda to na robienie kariery na trupach.

PiS twierdzi, że wyjaśnia to, co nie zostało wyjaśnione.

Prawda jest smutna. Wydaje mi się, że PiS boi się prawdy smoleńskiej. A kłamstwo smoleńskie, jest tym, co wyczynia Antoni Macierewicz, którego eksperci nie uczestniczyli wcześniej w żadnych innych komisjach. To są specjaliści z innych dziedzin. Owszem, są naukowcami, ale to tak jakby z problemem z nogami iść do dentysty… Zachodni eksperci mówią wręcz, że to oszuści.

Równie ostro ocenia Pan wyciąganie ręki po milionowe odszkodowania przez niektóre rodziny smoleńskie?

Wystarczy zobaczyć zdjęcie Pani Gosiewskiej sprzed lat i teraz… Wygląda dziś jak bohaterka reality show, amerykańskich tasiemców czy gwiazda „Pudelka”. Paradoksalnie ona odżyła! Przykład Pani Gosiewskiej jest najbardziej rażący, bo są osoby, które cierpią, które ciągle przeżywają traumę. Natomiast pani Gosiewska robi karierę na tym, że jest wdową smoleńską. Ona jest czymś w rodzaju nekro-celebrytki, a żądanie kolejnych pieniędzy to moim zdaniem bezczelność i kompletna hucpa. Gdybym miał żartować, powiedziałbym, że nie ma pieniędzy na Caracale, bo być może te pieniądze poszły na odszkodowanie dla Pani Gosiewskiej.

Być może my nie jesteśmy w stanie postawić się na miejscu tych osób. Mówią, że żadne pieniądze nie są w stanie zadośćuczynić utraty kogoś bliskiego. Może te żądania biorą się z żalu, poczucia niesprawiedliwości, krzywdy?

Oczywiście tak, ale ciągle mówimy o równości wobec prawa, a proszę zobaczyć, jak potraktowano rodziny ofiar wypadku CASY. Zginęła tam czołówka polskiego lotnictwa, ludzie zasłużeni, o wysokich stopniach wojskowych. Te rodziny dostały o wiele mniejsze odszkodowania – zostały inaczej potraktowane. Tam nie ma rent, a są grosiki, w porównaniu do tego, co otrzymują wdowy smoleńskie. Ja nie mówię, że pieniądze się nie należą. To strata osoby bliskiej, która była głównym źródłem dochodu dla rodziny – państwo powinno to zadośćuczynić. Ale wydaje mi się, że szczególnie pani Gosiewska reprezentuje nieprzyzwoitą pazerność w tym temacie.

Przyszedł czas rządów pawicy i zasady „redystrybucji” się zmieniły.

PiS to jest właściwie partia socjalistyczną, która jest tylko w formie prawicowa. Powinni się nazywać Partia i Socjalizm, a nie Prawo i Sprawiedliwość. To utopijne marzenie o powrocie do centralnego sterowania wszystkim, pokropione szczyptą kapitalizmu i zakryte retoryką narodową i Rydzykiem. To partia, która nie ma dobrych wiadomości dla przedsiębiorców i klasy średniej, gdyż zamierza te grupy łupić. Ta prawicowa otoczka to wszystko kamuflaż, bo pomysłem na wieczne trwanie jest rozdawanie cukierków. Fantastyczne wizje o produkcji elektrycznych samochodów, w momencie gdy na świecie kompletnie się one nie sprzedają, przypominają mi propagandę sukcesu z czasów Edwarda Gierka. Wówczas modnym hasłem było „Polak potrafi!”. I ludzie w to uwierzyli tylko nic z tego nie wyszło. Tesla sprzedaje jakieś śladowe ilości, a Polska ze swoim zacofaniem technologicznym chce być producentem aut elektrycznych. To brzmi jak teorie Miczurina z lat 30.

Te cukierki, to 500+?

To nie tylko 500+. Teraz będą jeszcze rozdawać mieszkania. Powinna być w nich jeszcze zagrycha i wódka dla każdej rodziny, która je dostanie. Obawiam się, że premier Morawiecki jest mocno przereklamowany jako fachowiec. Jest historykiem, a ostatnio wypowiada się jak poeta romantyczny. Mówi, że zakochał się w budżecie i to z wzajemnością… To trochę brzmi niepoważnie. To by pasowało do Marcina Świetlickiego czy Macieja Maleńczuka, a nie do człowieka, który ma twardo stać na ziemi i dodawać te wszystkie złotówki. Na razie dodaje zera do zer i wychodzi mu jakaś wielka kasa.

Nowa płyta Big Cyca narobiła ostatnio sporo szumu…

Płyta „Czarne słońce narodu” to nasze muzyczne odreagowanie tzw. dobrej zmiany. Mimo, że jest blokowana w mediach publicznych osiągnęła już status Złotej Płyty, a piosenka o naszym wspaniałym ministrze „Antoni wzywa do broni” ma ponad milion wyświetleń na You Tube. Na okładce tej płyty jest ktoś bardzo podobny do Jarosława Kaczyńskiego z kotem, a w środku prezent dla szaradzistów – krzyżówka antyrządowa. Płyta ma bardzo surowe brzmienie. To klimat starego, dobrego Big Cyca jak z czasów Jarocina. Może to sygnał, że nasza rzeczywistość zaczyna przypominać trochę PRL?

Close Menu