Upadek irokeza

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
W kulturze znane jest pojecie wędrówki symboli. Symbole, znaki, godła same jednak nie wędrują, są przechwytywane lub wchłaniane przez konkurencyjne szczepy, nacje czy grupy. Najsłynniejszym przykładem takiego przejmowania jest swastyka. Symbol powszechnie uznawany za germański i kojarzony głównie z nazizmem i Adolfem Hitlerem znany jest w wielu kulturach od tysięcy lat. Znak przechwycony przez partię wariata z wąsem, w Indiach oznaczał szczęście, w Chinach słońce, w innych kulturach swastyka znana była jako symbol nocy lub ognia. Swastyki znajdziemy w kulturze greckiej, włoskiej, skandynawskiej, a nawet w Japonii. Znaki takie pojawiają się w starożytnej Troi, Mykenach, w kulturze Babilonii, u Hetytów, odkryto swastyki na palestyńskich synagogach sprzed dwóch tysięcy lat. Symbol ten występował także u Słowian.
Niestety wraz z mało przyjaznym ludziom i środowisku faszyzmem swastyka nie jest już w Europie synonimem szczęścia, ognia czy nocy tylko zagłady, śmierci i pogardy dla ludzkich wartości. Dziś siły polityczne nie akcentują tak bardzo swych znaków partyjnych. Mało kto wie jaki symbol ma partia Baracka Obamy w USA, czy Davida Camerona w Wielkiej Brytanii. Także u nas znaki partyjne nie odgrywają jakiejś znaczącej roli. Mają charakter nie inwazyjny i przyjazny stąd te wszystkie rolnicze koniczynki, uśmiechnięte platformerskie buźki w kształcie Polski, czy biedny orzełek przygnieciony literkami PiS. Te drobnomieszczańskie formacje zwane „starymi partiami” wierzą (pewnie słusznie) że najlepszym ich logo jest twarz lidera.
Wyraźnego oznakowania nadal potrzebują ruchy radykalne i marginalne. Od Ku Klux Klanu po piewców Stalina, od anarchistów po ONR, od bolszewików po Młodzież Wszechpolską. Stąd te wszystkie sierpy i młoty, anarchie w kółeczku czy mieczyki chrobrego niesione na sztandarach jak zabawki z Disneylandu.
Także popkultura niesie ze sobą wiele znaków i symboli, które z czasem ulegają rozwodnieniu czy przechwyceniu. Słynny symbol z rogami szatana (dwa palce środkowe zgięte do dołu) rozpropagowany przez Ronnie James Dio to symbol, który zauważył u swojej mocno religijnej babci, która takim znakiem odpędzała diabła. Rzecz jest o tyle zabawna, że coś co dla głęboko wierzącej babci Dio, a pewnie i dla niego samego, było znakiem walki z diabłem stało się po latach pokazywania na scenie symbolem muzyki metalowej, a nawet samego satanizmu.
Na naszych oczach kompletnej dewaluacji uległ punkowy irokez. W latach osiemdziesiątych symbol indywidualności i przynależności do szczepu punków stał się dziś „modną” fryzurą noszoną przez absolutnych normalsów. Postawić sobie na cukier irokeza znaczyło w PRL tyle co mieć problemy. Za taką fryzurkę wywalono ze szkoły lub lano pałą milicyjną na ulicy. Dziś spłaszczone irokezy stały się tak powszechne, że aż śmieszne i obciachowe. W irokezach postawionych na żel łażą piłkarze, artyści disco polo, gogusiowaci prezenterzy telewizyjni, a nawet rzecznik prasowy policji.
Przez moment nie wierzyłem własnym oczom, gdy zobaczyłem w telewizji policjanta z irokezem. Kolejny symbol buntu, który miał znaczenie dla mojego pokolenia został wchłonięty przez pop kulturę i sprzedany jak stare portki poganiaczy krów zwane dżinsami. Współczesne fryzjerstwo i moda dobiły ostatni przyczółek punk rocka. Tylko czekać kiedy minister Mucha zacznie chodzić w glanach.

Close Menu