Wywiad dla Onet Kultura/Muzyka. Ataki na Owsiaka są kompletnie absurdalne!

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

– Dziś nie ma dyskusji kulturalnej, w której padają słowa „ja się z panem nie zgadzam” czy „mam inne zdanie”. Dziś każdy wróg PiS-u jest przez jego zwolenników nazywany Niemcem, folksdojczem, a jednocześnie komunistą i bolszewikiem – mówi Onetowi Krzysztof Skiba. Z muzykiem, członkiem słynnego zespołu Big Cyc, tekściarzem i satyrykiem, który w środę będzie gościem Akademii Sztuk Przepięknych na Pol’and’Rock Festival, rozmawiamy o sprzeciwie wobec władzy, TVP, patriotyzmie i atakach na Jurka Owsiaka.

 

Piotr Halicki/Onet: Jesteś na polskiej scenie i w show-biznesie już ładnych kilkadziesiąt lat, działasz też aktywnie w różnych innych dziedzinach, a wciąż masz opinię „łobuza”. Zresztą, określenie to znalazło się nawet w tytule twojej najnowszej książki „Skiba ciągle na wolności. Autobiografia łobuza”. Czy dobrze ci z taką łatką? To pomaga czy przeszkadza?

Krzysztof Skiba: Rzeczywiście mam trochę taki charakter zaczepny – wiadomo. Ten podtytuł zaproponowali akurat współautorzy książki. Mówienie o sobie, że jest się inteligentem, wygadanym osobnikiem czy łobuzem to czyste kabotyństwo. To raczej ludzie mnie tak postrzegają. Poza tym istnieje coś takiego jak sympatyczny łajdak czy słodki łobuz. Wiesz, łobuz nie jest gangsterem, nie jest w sumie złym człowiekiem. Ale też rock’n’roll, a już na pewno punk rock jest taki trochę chuligański, przynajmniej w swoich korzeniach. Taki pod prąd, trochę anty, pełen protestów.

To wszystko w sumie do ciebie pasuje…

No tak, ale ja mam do tego duży dystans. Ta moja książka tłumaczy, o jaki rodzaj łobuza chodzi.

To jakim rodzajem jesteś?

Ja nie chciałbym siebie oceniać, niech robią to inni. W słowie „łobuz” jest trochę rock and rolla, ale też coś z Kmicica, który był trochę kontrowersyjny, a na koniec okazał się w porządku. I to wszystko znajdziesz w tej mojej biografii – rzeczy pozytywne, ale i negatywne, trochę kontrowersji. Bo wiesz, poczciwy to może być proboszcz (choć jak się ostatnio okazuje, też nie końca). W tym tytule książki jest też iskierka prowokacji. Choć w stanie wojennym byłem anarchistą i chuliganem, a 31 styczniu 1982 roku, kiedy w Stanach odbywał się słynny koncert poparcia „Solidarności”, a w Gdańsku wybuchły rozruchy i został podpalony Komitet Wojewódzki PZPR, to ja brałem w tym udział.

Na czym polegał twój udział? Ty go podpaliłeś?

Właściwie to podpalał tłum manifestantów, wśród których ja też byłem. Wybiliśmy szybę i wrzucaliśmy deski z pobliskiej budowy, to była zima, więc poszło też trochę benzyny. Udało się podpalić bibliotekę partyjną. I był taki piękny moment, kiedy ogień buchnął z wnętrza. Gdyby się go udało w ogóle spalić, to byłoby nawiązanie do grudnia 1970 roku, kiedy robotnicy podpalili po całości KW PZPR w Gdańsku. Natomiast po tym 31 stycznia 1982 były informacje w prasie, że grupa wyrostków, chuliganów usiłowała podpalić komitet wojewódzki, ale dzielna załoga komitetu uratowała go gaśnicami, a ZOMO przystąpiło do ataku i przegoniło napastników. Tak, że było trochę radykalizmu w moim życiu.

Wygląda na to, że przez całe życie jesteś przeciwko systemowi i urzędującej władzy. Dlaczego?

Ja jestem zawsze przeciwko głupocie. Jak jest głupia władza, to trzeba protestować. Ja nie mam w sobie temperamentu działacza. Ale w stanie wojennym nie było wyjścia. Stan wojenny w ogóle nie tolerował ludzi, którzy byli wewnętrznie wolni, którzy mieli swój pomysł na życie. Dzisiaj mamy internet, ale wtedy go nie było, więc ja w wieku 17 lat założyłem gazetkę niezależną, która była najpierw odbijana na ksero, a potem przez powielacz offsetowy. Nakład dochodził do tysiąca egzemplarzy, co jak na pismo licealne wydawało się kosmiczne. Ja byłem głównym wydawcą i redaktorem naczelnym, tam się ukazywały moje pierwsze teksty satyryczne i felietony. W sumie wcześnie zacząłem. Natomiast określenie „antysystemowiec” jest dzisiaj nieco obrzydliwe.

Dlaczego tak sądzisz?

Bo dziś trąci trochę Kukizem, to pomieszanie grochu z kapustą. Jakim antysystemowcem jest Kukiz to widać – chce być w koalicji z PiS-em, pomógł dostać się do Sejmu kilku wariatom, m.in. Andruszkiewiczowi czy Winnickiemu, którzy ewidentnie są kowbojami brunatnej fali. Później mówił, że to błędy, ale swoje zrobił. Ja natomiast, jak coś mnie wkurzało, to uważałem, że trzeba to ośmieszyć. Miałem temperament wesołka, błazna, satyryka, więc się wygłupiałem i zakładałem kabarety.

Później, jak wybuchł stan wojenny, kiedy po ulicach jeździły czołgi, to robienie kabaretu wydawało się już nie na czasie. Zrobiliśmy jakiś podziemny program, ale wtedy już była epoka kamienia rzucanego. Ludzie zaczynali się buntować przeciwko temu, co robi im władza. Pamiętam, że jak chodziłem do LO nr 1 przy Stoczni Gdańskiej – to jest niedaleko bramy nr 2, a ja mieszkałem na Szerokiej – w drodze do szkoły byłem kontrolowany kilkanaście razy.

Może to kwestia twego wyglądu albo zachowania? Patrzyli na ciebie i od razu byli przekonani, że powinno się ciebie skontrolować…

Raczej nie, to po prostu specyfika okolicy i w ogóle Gdańska. Pewnie w Sieradzu i Skierniewicach młodzież nie była tak często kontrolowana. I taki częsty kontakt z ZOMO powoduje, że się radykalizujesz. Jeżeli władza występuje przeciwko tobie, to chcesz dać odpór.

No tak, ale zazwyczaj obywatele nie są zadowoleni z władzy, czasem od razu, czasem po pewnym czasie. Natomiast ty, zarówno z Big Cycem, jak i w swoich różnych innych projektach, zazwyczaj byłeś anty i wbijałeś szpileczkę w każdą władzę, czy to nagrywając piosenkę „Nie wierzcie elektrykom”, jak i dziś „Antoni do broni”.

No tak, mama mnie nauczyła, że zawsze trzeba trzymać ze słabszymi. A ja się dobrze czuję w mniejszości i zawsze w niej byłem. W stanie wojennym też walczyło z władzą może z dwa procent ludności. Dziś tak naprawdę też jest mało chętnych. Cały naród zawsze będzie chciał przetrwać, dlatego dziś też niewielu ludzi jest w opozycji i jest zaangażowanych czynnie w walkę z władzą. Chcą przeczekać trudne czasy, po cichu, jak za Gierka.

Temperamentu społecznego nie ma u nas zbyt wielu ludzi. Zaskoczeniem w dzisiejszych czasach jest, że tak wielu ludzi się boi. Pojawiają się teksty typu „nic nie mówcie lepiej, bo nas z pracy zwolnią”. To oznacza, że wciąż nie jesteśmy jeszcze społeczeństwem obywatelskim, to cały czas pokłosie komuny. Ludzie mówią „przyjdą, zamkną, po co ci to?”. Jestem zaskoczony, że udało się tej władzy skutecznie zastraszyć dużą część społeczeństwa. Myślałem, że ludzie przynajmniej nie będą bali się wyrażać swoich poglądów.

Z tą obecną władzą masz wyjątkowo na pieńku. Z czego to się wzięło?

Czy ja wiem? Oni są po prostu wyjątkowo obrażalscy. Jak tu się nie śmiać, kiedy stadnina w Janowie Podlaskim, która przynosiła miliony zysku i była nasza wizytówką światową, marką, której nie zniszczyli nawet komuniści, którzy byli przaśni i potrafili rozwalić wszystko w drzazgi, a przyszedł PiS i marki nie ma. I tak się dzieje z wieloma rzeczami, za które się biorą. PiS zachowuje się jak dzieci, które weszły do cukierni i wyjadają wszystkie pączki, a przy okazji sporo ich rozdają.

Jak przyjdzie kryzys, to dopiero wtedy się może opamiętają. Jest nawet taka spiskowa teoria, że opozycja specjalnie nie chce wygrać wyborów, bo tu będzie Grecja i przestaną działać bankomaty, więc lepiej PiS zostawić z tym problemem. Skoro przewiduje się, że za rok przyjdzie kryzys, to chciałbyś, żeby to tobie spadło wszystko na łeb? A tak się wkrótce może stać, że tak, jak Grecja, będziemy potrzebowali pomocy innych państw. Takie czasy.

W swej ostatniej książce piszesz: „Happeningów, które robiłem przez całe życie z Big Cycem i poza nim, nie sposób traktować w kategorii wygłupów. To były poważne akcje o charakterze społecznym, to był krzyk o wolność, którego wewnętrzne przesłanie zawsze było takie samo: fantazja zwycięży kiełbasę, wyobraźnia wygra z pospolitością. Tylko wyobraźnia może nas ocalić w tym ciasnym pojmowaniu polskości, jakie nam się obecnie serwuje”. Czy brakuje nam wyobraźni?

No tak, ja z przerażeniem odkryłem, że internet, jak każdy taki wynalazek, ma dwa końce. Z jednej strony jest to medium fantastyczne, w którym powstają np. inteligentne memy i to jest najszybszy komentarz do rzeczywistości. A z drugiej strony zauważyłem, że jak dzisiaj piszesz coś żartobliwie, to musisz dodać uśmieszek, bo nie wiadomo, czy ktoś zrozumie dowcip. To tak, jakby Monty Python w swoich skeczach podpisywał „to żart, a to na poważnie”. Paranoja. Dzisiaj, kiedy napiszesz tekst sarkastyczny i ironiczny, to biorą to na serio i musisz potem tłumaczyć.

Czy jako naród tracimy poczucie humoru?

Niestety tak. Są dowody na to, że nie tylko Polacy, ale w ogóle społeczeństwa głupieją na skutek używania internetu. Kiedyś pamiętaliśmy wszyscy po 20-30 numerów telefonicznych, ja z głowy mogłem podać numery do mamy, ciotek, kilkunastu kumpli. Dziś nie muszę, bo mam wszystko w telefonie. Nie ćwiczymy mózgu, bo wszystko mamy podane na tacy. Kiedy trzeba było wiedzieć rzeczy ważne – kim był Immanuel Kant, Fryderyk Chopin, co stworzyli, a dziś masz wszystko w internecie i to wystarcza.

A co masz na myśli, mówiąc o „ciasnym pojmowaniu polskości”?

Dzisiaj spłycono pojęcie patriotyzmu. Dzisiaj troglodyci, osobnicy prymitywni zawłaszczają to pojęcie. Często pod płaszczykiem patriotyzmu i polskości kombinują, kradną pieniądze. Ja zresztą uważam, że to jest najbardziej fatalne, że polskość i patriotyzm służą im jako parawan do robienia przekrętów. Im więcej ktoś ma Polski w gębie, tym bardziej trzeba patrzeć na ręce, bo są lepkie. A Polska służy jako zasłona dymna do robienia ciemnych interesów.

Jakie przekręty masz na myśli?

Przykładów jest mnóstwo. Jak np. Ziobro naciągnął Unię Europejską i pieniądze na konferencję klimatyczną, wystawił roll-upy, a tak naprawdę sfinansował zjazd swojej partii. Albo taki Adam Andruszkiewicz, wszechpolak i patriota, który ciągle ma gębę pełną polskości, a się okazuje kombinował na paliwie. Jest rekordzistą, który wydał 70 tys. na zwroty kosztów za paliwo, mimo że nie ma nawet samochodu i chyba nawet prawa jazdy. To dużo mówi o człowieku. To są takie małe przekrętasy, a ci prawdziwi biorą przecież grube miliony.

Ci prawdziwi, czyli kto?

Chociażby załoga zamieszana w Skok Wołomin, z którego wyprowadzono fortunę. Liczę na to, że nowy film Sekielskiego na ten temat otworzy ludziom oczy i pokaże mechanizmy. Zresztą dziennikarka Bianka Mikołajewska napisała o tym szereg artykułów. Moi koledzy pamiętają senatora Biereckiego jeszcze z NZS-u z Uniwersytetu Gdańskiego, twierdzą, że już wówczas pojawiał się wszędzie, gdzie były pieniądze. Tych afer jest oczywiście dużo, ale Skok Wołomin to idealny przykład – wszyscy zamieszani są na wolności, nikt nie siedzi, a pieniędzy nie ma. Zwróć uwagę, że nawet jak złapią ostatniego z szajki, który ucieka, to i tak w walizce nie ma kasy, tylko kalesony. Zawsze wpada taki ostatni gapcio, a pozostali są już daleko. I nawet ci ostatni, wsadzeni za kraty za Platformy, tylko rok siedzieli. Jak tylko przyszedł PiS do władzy, wyszli i sobie dobrze żyją.

Czy oglądasz dziś Wiadomości TVP? Jakie emocje u ciebie wywołuje to, co tam się dziś serwuje? Śmieszy cię, wkurza, a może wszystko jest ok?

Szczerze powiem, że nie mam już do tego nerwów i nie oglądam. Poza tym wyczytałem gdzieś, że taka zła energia potem przechodzi na człowieka. Np. jeżeli jesteś w kręgu ludzi, którzy narzekają albo nawet w towarzystwie jednej takiej osoby, to ta energia przełazi na ciebie i niszczy twój umysł. Także dla higieny psychicznej nie oglądam. Ale oczywiście znam te słynne paski z TVP. Kiedyś nawet wymyśliłem sobie taki żart, że jest koleś, który tak popiera PiS, że do spodni nakłada paski z TVP Info.

To przy tej okazji chciałbym zapytać o twój udział w jednym z najbardziej kontrowersyjnych programów TVP – „W tyle wizji”. Dlaczego zgodziłeś się tam występować jako publicysta? Myślałeś, że to będzie jak „Lalamido”?

Zaufałem Marcinowi Wolskiemu, którego znałem jeszcze z lat 80. Kolega powiedział, że po pierwsze: program będzie na żywo, nie montowany, a więc możesz mówić, co chcesz. To jest ważne. Poza tym – nieobecni nie mają racji. Bojkot posłów PO, którzy nie pojawiają się w TVP, gdzieś w perspektywie jest błędem. Bo owszem, tamci cię zaszczekają, zagadają, wystawią pięciu przeciwko jednemu Schetynie, ale jednak jakieś stanowisko opozycji czy też głos rozsądku, powinien się gdzieś przewijać. Ja byłem jedyny w tym programie, który krytykował władzę PiS i z niej robił sobie żarty.

Dziś żałujesz, że brałeś w tym udział?

Z perspektywy czasu wiem, że to był błąd. Dzisiaj te obozy się tak podzieliły, że ludzie nie słuchali, co mówię, tylko słyszałem, że „Skiba jest w PiS-owskiej telewizji” czy „Skiba jest u Kurskiego”. Tak to odbierano. Ja podejrzewam, że taki był zamysł, bo oni w wywiadach mówili, że przecież jest pluralizm, to w „Szkle kontaktowym” wszyscy się zgadzają, tam jest jedna opcja, a my mamy Skibę. I jeszcze bywał prof. Sadurski, który też czasem stawał okoniem, może nie tak często, jak ja, ale jednak. Jego pierwszego wywalili.

Ty zostałeś wyrzucony po siedmiu miesiącach. To chyba i tak długo…

Zgadza się, ale, co ciekawe, tuż po mnie wyleciał Warzecha, który był przecież pro-prawicowy, konserwatywny, pro – dobra zmiana. Ale i on jednak, chcąc być niezależnym publicystą, zaczął krytykować TVP. To są już metody z czasów gen. Jaruzelskiego. Fachowcy od mediów twierdzą, że propagandy, sączonej w TVP za Kurskiego, to Urban mógłby się od niego uczyć. Jest słynny żart, że gdyby Adolf Hitler za Goebbelsa miał Jacka Kurskiego, to prawdopodobnie wygrałby wojnę. Albo my byśmy nie wiedzieli, że Hitler przegrał (śmiech). No, tam czarne jest białe, białe jest czarne, co proroczo pomylił prezes Jarosław.

To jest wcielane w życie z żelazną konsekwencją. Ja zostałem wyrzucony w dobrym momencie, bo PiS w 2016 roku, mimo awantury z Trybunałem i procesem wymiany wszystkich elit i kadry kierowniczej, nie był jeszcze aż tak zachłanny. Jeszcze nie było wiadomo, że to pójdzie aż tak ostro i była nadzieja na ucywilizowanie. Nawet mówiono, że oni sparzyli się podczas swoich poprzednich rządów, jeszcze za Lecha Kaczyńskiego, że teraz będą bardziej roztropni. Ale okazało się, że nie. Teraz idą w kierunku budowy państwa mafijnego. I tak pewnie będzie za kolejnej kadencji.

Na czym ma polegać to państwo mafijne?

Może być tak, jak na Węgrzech. Zresztą Jarosław nie ukrywa, że jest naśladowcą Orbana i że taki ma wzorzec. Tam już przechwytują firmy, zwłaszcza średni biznes. Tam jest tak, że albo masz kogoś w zarządzie twojej firmy z naszej partii albo kontrola skarbowa i twoja rodzina skończy w pierdlu. I albo człowiek się na to godzi, albo bierze milion dolarów, który akurat ma na koncie, ucieka i firmę zostawia.

Wraz z odejściem z „W tyle wizji” twój związek z TVP się nie skończył, bo masz procesy wytyczone przez tę stację. Za twoje słowa w dniu śmierci prezydenta Gdańska, że „telewizja publiczna szczuła na prezydenta Adamowicza i oto mamy efekty” oraz że moralną odpowiedzialność za nagonkę na Adamowicza osobiście ponosi prezes Jacek Kurski i masz nadzieję, że zostanie za to odwołany – pozwy przeciwko tobie złożyła TVP i prezes Kurski. Na jakim etapie są te procesy?

Mam dwa procesy o tę samą wypowiedź, którą TVP uznała za pomówienie. Jeden karny w Warszawie. Drugi cywilny w Gdańsku. To takie mnożenie bytów, aby mi dokuczyć i zastraszyć. Proces karny stoi w miejscu, bo sądy przerzucały się pismami, który z nich jest kompetentny, aby zajmować się tymi zarzutami. Gołym okiem widać, że to „gorący kartofel”, sprawa polityczna i nikt się nie pali, aby orzekać w tej sprawie. Proces w Gdańsku też jeszcze nie ruszył, a sprawa jest na etapie wysłania odpowiedzi na pozew.

Skoro jesteśmy przy procesach, to zapowiada ci się kolejny – za pomysł zbudowania „pomnika polskiego jabola”. Skąd ta idea i jak to się właściwie stało, że możesz trafić za to do sądu?

Mam nadzieję, że tym razem żadnego procesu nie będzie. Rok temu prowadziłem koncert urodzinowy zespołu KSU w Ustrzykach Dolnych. Na koncercie było ponad 10 tysięcy widzów. W pewnym momencie grupa widzów zaczęła skandować hasło „jeb..ć PiS”. Ja na początku myślałem, że to jest tytuł jakiejś nowej piosenki KSU. Jak się okazało, zespół jeszcze takiej piosenki nie napisał. Publiczność krzyczy, co chce i ja jako prowadzący nie mam na to wpływu. W trakcie koncertu, w nawiązaniu do słynnego utworu „Jabol punk”, zaproponowałem w tonie humorystycznym budowę Pomnika Polskiego Jabola.

Propozycja z entuzjazmem została przyjęta przez zgromadzona publiczność, a obecny na koncercie burmistrz Bartosz Romowicz wręczył na scenie zespołowi butelkę tego kultowego napoju. Po pół roku pewien obywatel Ustrzyk, który zobaczył fragmenty koncertu w internecie poczuł się obrażony okrzykami, a żartobliwą propozycję budowy Pomnika Polskiego Jabola uznał za obrazę swoich uczuć religijnych. Zgłosił sprawę na policję, a ta zgodnie z procedurami musiała zbadać okoliczności zdarzenia. Choć zarzuty „obrażonego” obywatela są mocno absurdalne, przesłuchano w tej sprawie organizatorów, burmistrza oraz mnie.

I znowu jak w latach 80. miałem u siebie policję w domu. Policjanci byli tym razem bardzo grzeczni, ale trudno jednak nie dostrzec analogii z odległą epoką PRL, gdy władza wszędzie widziała „wroga”. Doszukiwanie się jakiejś obrazy religijnej w dowcipie o Pomniku Polskiego Jabola, to sytuacja komiczna przebijająca filmy Monty Pythona.

Wróćmy do muzyki, choć w twoim wypadku nie da się jej właściwie oddzielić od polityki. Piosenką „Antoni do broni” zawojowaliście internet. Dlaczego ta piosenka powstała? Chcieliście sprowokować i ośmieszyć władzę?

Rzeczywiście, „Antoni” ma trzy miliony wejść na youtube, co jak na typową piosenkę punkową jest naprawdę niezłym wynikiem. Ja wiem, że Sławomir i inni wykonawcy tego pokroju mają więcej, ale oni śpiewają o miłości. To była pierwsza piosenka napisana na naszą nową płytę. Postanowiliśmy zaśpiewać o Antonim, bo on się nie szczypał i od razu poszedł po bandzie. No bo „kto obrabia biuro NATO”? – Antoni i jego ludzie, w tym słynny Misiu. Jak stwierdził Tomasz Piątek, że nie ma żadnych dowodów na to, że on jest homoseksualistą, a jakieś intymne kontakty między nimi to rodzaj publicystycznej fantazji, a być może zasłony dymnej.

Choć media brukowe i sieć ekscytują się tym, czy jest gejem czy nie. Ale przecież to nie ma znaczenia. Ważniejsze jest, czy ma kontakty z podejrzanymi biznesmenami czy wywiadem Rosji, jak sugeruje to Piątek i po części udowadnia. Mówi się, że jest to o tyle możliwe, że on lubi takie gry, takie szpiegowskie szachy. Przy czym myślę, że już dawno został ograny, choć on sam myśli, że cały czas bierze udział w grze. Tymczasem prawdopodobnie jest pionkiem na niepolskiej szachownicy – tak bym to określił metaforycznie.

Natomiast świetnie Piątek opisał Misiewicza. Wracając do tych biur NATO – wysługiwanie się młodymi ludźmi jest korzystne, bo oni nie mają wyobraźni. I taki Misiewicz wie o tym, że już do końca życia będzie monitorowany, bo pruł sejf z tajnymi dokumentami. Teraz każdy jego wyjazd do Anglii i za granicę będzie monitorowany przez CIA. Takie są konsekwencje. To teza Tomasza Piątka. Moim zdaniem bardzo prawdopodobna.

Tą piosenką o Antonim i płytą pokazujecie, jako jedni z nielicznych w dzisiejszym show-biznesie, że chcecie swoją muzyką zaprotestować przeciwko temu, co się dzieje. Przecież kiedyś do tego służyła właśnie muzyka. Robili to i Perfect, i Kora z Maanamem. Te pamiętne puszczanie tylko pierwszych charakterystycznych taktów przez Marka Niedźwiedzkiego w Trójce, kiedy zakazano piosenki Maanamu, bo władza dopatrzyła się tam jej krytyki. Dlaczego dziś właściwie tylko nieliczni muzycy nagrywają jakieś protest-songi?

Bo ci wielcy są cwaniakami. Punkowe to jest nazwanie królowej idiotką, Sex Pistols śpiewali przecież „God save the queen the fascist regime”, a w Polsce nie ma takich odważnych. U nas kiedyś robiły to zespoły podziemne, jak np. Dezerter.

Ale jednak kiedyś tak było, jeszcze za komuny.

Komuna uważała Trójkę za wentyl i mówiła „a puszczajcie sobie, co tam chcecie”. Nie było aż takiej ingerencji, jak dziś. Dzisiaj jest paniczny strach i każdy boi się puszczać protest-songi, w obawie o swoją pracę. Nasz kolega, Jarek Janiszewski – z zespołu Bielizna i Czarno-Czarnych, w Radiu Gdańsk, gdzie prowadził swoją audycję, puścił naszą piosenkę „Viva San Escobar”. To było o godz. 23.30. Tydzień później już nie miał tej audycji. Wyleciał po siedmiu latach współpracy. Za puszczenie jednej piosenki.

Oczywiście nie wolno w Polsce zwolnić kogoś za poglądy, ale to się robi w białych rękawiczkach. Oficjalnie zwolniono Jarka, bo „formuła programu się wyczerpała”. Nie bądźmy dziećmi. Takie są metody wywalania kogoś z pracy w mediach. Czy ktoś z PiS zadzwonił i kazał go zwolnić? Myślę, że nie. No ale lokalny sługus sam wiedział, co ma robić.

Czyli robią to klakierzy władzy?

W NRD nie było urzędu cenzury, bo wszyscy się sami cenzurowali. Samocenzura jest o wiele gorsza. Ja bym wolał, żeby PiS wprowadził oficjalny kolejny urząd cenzury (oczywiście nie zrobi tego, bo jesteśmy w UE) i podał, o czym wolno mówić, a o czym nie. I to byłoby przynajmniej jasne i uczciwe. A dzisiaj działa autocenzura, która wyznaje zasadę „przecież dobrze wiemy, o czym nie wolno śpiewać”.

Czyli ludzie boją się, że stracą pracę, jeżeli zrobią coś nieodpowiedniego, więc na wszelki wypadek tego nie robią, tak?

Dokładnie tak. Dzisiaj Big Cyc został wygumkowany. Nikt nie puszcza już ani starych, ani nowych naszych kawałków – ani „Makumby”, ani „Berlina Zachodniego”, który został uznamy głosami uznanych dziennikarzy muzycznych z jeden z najważniejszych utworów rockowych ostatniego 30-lecia. Zniknęliśmy, nie można o nas nawet wspominać.

Czy nie masz wrażenia, że „załatwiliście” to sobie właśnie tę ostatnią płytą „Czarne słońce narodu”?

Zdecydowanie tak. Wystawiliśmy się na strzał, ale świadomie. Obstrukcja polega nie tylko na tym, że zniknęliśmy z radia, ale też z przestrzeni publicznej. Choć jeszcze w 2016 roku byłem zapraszany do telewizji publicznej. Ale wiesz, to był jeszcze ten moment, kiedy jeszcze nie wszystkich niewygodnych zwolnili. Przecież to jeszcze w studiu TVP wręczyłem naszą płytę Antoniemu. Ale mikrofonu już mi nie dali.

Zostałem zaproszony na „Test wiedzy o internecie”. Wszyscy tam umierali ze strachu, kiedy zabierałem głos. Zostałem zapytany o to, jaki mem ostatnio widziałem, więc mówię, że widziałem 20 zdjęć Jarosława Kaczyńskiego i podpis „rząd Beaty Szydło”. Myślałem, że z przerażenia Paulina Chylewska połknie mikrofon. Szybko przeszli do innego tematu. Ale od tego momentu już mi nie dawali dojść do głosu.

Najwidoczniej akurat Paulinie Chylewskiej też to do końca nie pasowało, bo wkrótce potem przeszła do Polsatu.

No tak, ludzka wytrzymałość też ma swoje granice. Zresztą ci poczciwcy z „Trójki”, którzy tam zostali, czyli Niedźwiecki czy Mann, też mają z tym problem. To zdaje się Niedźwiedzki powiedział, że atmosfera w pracy nie jest miła. Wiesz, kiedyś dziennikarze byli dumni, że pracują w Trójce – lubię to, co robię, sprawia mi to frajdę, zarabiam na tym i jeszcze wszyscy mnie kochają. A dzisiaj Trójka ma najmniejszą słuchalność w swojej historii. Ja wiem, że oni robią, co mogą, ale mają ciężko.

Pamiętam, że Mann powiedział kiedyś po kolejnym serwisie informacyjnym: „drodzy państwo, to jest wciąż Trójka”…

No tak, oni się starają to jakoś subtelnie sugerować, że nie jest dobrze. Inna sprawa, że gdyby zwolnili Niedźwieckiego i Manna, to słuchalność spadłaby do procenta. Ludzie dziś wyczuwają, czy jest gdzieś wolność czy nie. Artur Andrus, też zresztą zwolniony z Trójki, powiedział mi, że jak go wyrzucali, to została zwolniona też dziewczyna – depeszowiec, która generalnie była za PiS-em, miała prawicowe poglądy, ale okazało się, że zbyt umiarkowane. Wychodzi na to, że oni już zwalniają też takich, którzy są za mało PiS-owscy.

Dziś musisz być już ultra PiS-owcem. A ponoć bezpośrednim powodem jej zwolnienia było to, że podała informację, że na placu Defilad podpalił się Piotr S. Nawet bez podania jakichś tam politycznych powodów, tylko za samo podanie informacji o tym wydarzeniu. To też naświetla sytuację w mediach publicznych. Np. w programie „W tyle wizji” manipulacja była już na poziomie doboru tematów – proszę bardzo, śmiejemy się ze Schetyny, z Petru, ale kiedy zapytałem, dlaczego nie ma nic o Jarosławie Kaczyńskim, usłyszałem „bo nic śmiesznego w tym tygodniu nie powiedział”.

Ja na to, że przecież cały czas mówi śmieszne rzeczy. Oni prędzej czy później wyrzucą wszystkich takich nawet nie, że przeciwnych, tylko niezdeklarowanych. Wszędzie wsadzą swoich. Dlaczego to jest ważne, nawet jeżeli nie są kompetentni i nie mają warsztatu? Bo taki koleś marzył o takiej pracy. Sam ma świadomość, że niewiele jeszcze umie, a już zarabia jak zawodowy redaktor. I to jest najlepszy żołnierz. On będzie wierny im do końca życia.

Obecnie ty albo wy, jako Big Cyc, jeżeli zostalibyście zaproszenie na koncert organizowany przez TVP, na przykład z okazji jakiegoś jubileuszu, czy przyjęlibyście propozycję? Pytam dlatego, że wielu muzyków, krytykujących obecną władzę, przyjmuje takie propozycje i firmuje to swoją twarzą i dokonaniami. Czy ty miałbyś z tym problem?

Trudno mi o tym mówić, bo ja nie chciałbym potępiać naszych kolegów. Część zespołów ma po prostu taki charakter, że mogą grać wszędzie. Jak to mawiał Herbert – „sprawa smaku”. Natomiast jest to sprawdzony patent z Gierka, Kurski niczego nowego nie wymyślił. Czyli z jednej strony propaganda, a z drugiej strony dać ludziom rozrywkę. I trzeba przyznać, że te programy są teraz napchane kasą i to widać. Nie wiem, jak z oglądalnością, ale widać tam pieniądze.

Piękni prowadzący, piękne modelki, wszyscy nażelowani i wyglądający tak samo – ja już tam właściwie nikogo nie rozróżniam, nie ma tam jakichś wyraźnych osobowości. I wszyscy powtarzają, że „jesteśmy glamour”, a że pod spodem płynie rzeka gówna, to nikogo nie obchodzi. Tak samo było za Gierka – rzucili publice telewizyjnej takiego „Kojaka” i wszyscy byli zadowoleni. Także my już raczej w PiS-owskiej telewizji publicznej nie zagramy. Były kiedyś jakieś podchody – jeden z reżyserów od Kurskiego stwierdził, że „może jak się uspokoimy”. Ale nie chcę rozwijać tego tematu (śmiech).

Wracając do waszej najnowszej płyty, która, jak sam mówiłeś, jest waszym powrotem do korzeni, co czystego punk rocka. Istniejecie już 30 lat i czy to jest tak, że wszyscy się zgodziliście, że trzeba nagrać taką właśnie płytę, która będzie uderzać czy też obśmiewać rządzących?

Choć cały kraj jest podzielony i każdy ma w rodzinie jakiegoś PiS-owca, akurat u nas tak się złożyło, że cały zespół, łącznie z technicznymi, jest przeciwko tej władzy (śmiech).

A jeżeli chodzi o powrót do korzeni punkowych – też wszyscy w zespole tego chcieli?

Wiesz, chyba jakoś chcieliśmy po prostu odreagować. Myślałem właściwie, że to będzie EP-ka, że wydamy cztery numery i tyle. Ale ja napisałem „Antoniego”, Jacek Jędrzejak kolejny kawałek, potem sukcesywnie powstawały kolejne i tak w sumie wyszło ich dziesięć, więc powstała z tego krótka płyta. A muzyka jest taka, jaka akurat nam w duszy gra.

Pamiętam, że premierowe wykonanie „Antoniego” na żywo miało miejsce na placu Piłsudskiego w Warszawie, podczas manifestacji organizowanej przez KOD i inne ugrupowania opozycyjne. To zapewne nie było przypadkowe.

Nie, oczywiście to było zamierzone, to był idealny moment. Wtedy też miała premierę nasza płyta. Pamiętam, że był taki piękny widok, szkoda, że nikt nie zrobił zdjęcia, widok wyjątkowo jak na obecne czasy – myśmy grali, a obok był punkt sprzedaży naszej płyty i widziałem ze sceny, że nagle stanęło tam z tysiąc osób w kolejce. W dzisiejszych czasach kolejka po płyty, wyobrażasz sobie? Czasy bitew o płyty przed Empikiem już dawno minęły.

Dobrze ją zareklamowaliście – kupno jej było niczym deklaracja polityczna.

No tak, ja oczywiście zapowiedziałem, że płyta jest antypisowska, Jarosław na okładce, z kotem. I że płyta kosztuje 30 zł, z czego 20 jest na kota, a 10 na Jarosława. I poszło.

Niezły chwyt marketingowy. Czy ta płyta się sprzedała najlepiej od lat?

Nie, najlepiej to się chyba sprzedała nasza pierwsza płyta. Teraz mamy czasy internetowe. Ale na pewno „Antoni” zdobył największą od lat oglądalność w sieci.

Jak to jest, zespół Big Cyc istnieje już ponad 30 lat, w ubiegłym roku obchodziliście okrągły jubileusz i wciąż gracie w tym samym składzie? Ta sztuka udaje się niewielu zespołom. Macie jakiś przepis na to?

Rzeczywiście, w Polsce to jest fenomen. Nie wiem, czy nie jesteśmy jedynym takim zespołem w naszym kraju, trzeba by to zbadać i sprawdzić, czy Skaldowie nas nie wyprzedzają (śmiech). Oczywiście były, jak w każdej rodzinie, nieporozumienia większe i mniejsze. Ale po prostu jesteśmy kumplami i przez te lata opracowaliśmy instrukcję obsługi do każdego z nas, znamy się jak łyse konie. Poza tym u nas w zespole wciąż się robi jaja, wszyscy mają poczucie humoru. Oficjalnie się wszyscy obgadują i wszyscy wiedzą, że są obgadywani, ale ono ma charakter taki, że jest wesoło w ekipie, więc nie ma obgadywania za plecami. Każdy ma też swój wewnętrzny śmieszny pseudonim, którego nie wynosimy poza grupę. I to wszystko świadczy o takiej mocnej integracji.

W środę, 31 lipca, o godz. 14, będziesz uczestniczył w Akademii Sztuk Przepięknych podczas Festiwalu Pol’and’Rock. Rozumiem, że twoje pojawienie się tam oznacza, że w pełni popierasz działania Jurka Owsiaka i jego fundacji?

Zdecydowanie popieram. Jesteśmy od początku z Wielką Orkiestrą, graliśmy jeszcze na Przystanku Woodstock, a na ASP to jest już moja druga wizyta. Byłem tam sześć lat temu gdy zespół obchodził na Woodstocku swoje 25. urodziny.

Czy nie masz wrażenia, że od kilku ładnych lat, kiedy jest taka nagonka na WOŚP, popieranie Owsiaka stało się wręcz deklaracją polityczną? Czy w twoim przypadku tak właśnie jest?

Z punktu widzenia normalnego człowieka, te ataki na Owsiaka są jakieś kompletnie absurdalne. I to nie są tylko ataki, a wręcz jakaś nienawiść, a na przykład w środowisku Radia Maryja to jest wręcz szczucie. Chłop robi akcję charytatywną, dość skuteczną, zbiera dużo pieniędzy, które są przekazywane na wsparcie służby zdrowia, wszystko jest pod kontrolą, szpitale zyskują na tym od lat, a on spotyka się za to z jakimś niewyobrażalnym hejtem. Skąd to się bierze? To jest tzw. hippisowskie łamanie monopolu na miłość bliźniego.

Kiedy Hitler doszedł do władzy, rozwiązał wszystkie organizacje charytatywne. Dlaczego? Bo dobro może płynąć tylko od partii. Potem oczywiście założył hitlerowskie organizacje charytatywne, które rzeczywiście pomagały biednym czy poszkodowanym, ale ta pomoc płynęła już tylko od partii. Owsiak jest dobrem poza Kościołem i władzą PiS, co wkurza niesamowicie ten Kościół i władzę PiS.

Ale właściwie dlaczego? Przecież Kościół też pomaga. WOŚP i Kościół nie mogą funkcjonować niezależnie, obok siebie?

Kościół po prostu chce mieć właśnie ten monopol na miłość bliźniego. WOŚP jest atakowana z powodów ideologicznych. Albo weźmy Westerplatte i Muzeum II wojny światowej – dlaczego władza nie chce się dogadać w tej sprawie, tylko narzuca swoje rozwiązanie? Bo to jest pomysł Tuska. Jarosław jest jak takie małe dziecko, tupie nóżką i krzyczy „nie, nie, nie! Mama, nie chcę! Mama, nie chcę”. Historycy z całego świata chwalą muzeum, ale rządzącym przeszkadza to, że tam nie ma PiS-u.

Tak samo z ECS. Wywalą więc miliardy na swoje muzeum, tylko po to, żeby to wszystko pozasłaniać. Czy trzecie wielkie muzeum w Gdańsku jest potrzebne? Wątpię. Ale PiS tego potrzebuje. I chce ukarać Gdańsk za to, że się buntuje. Albo to, co zrobił tygodnik „Sieci”, nazywając wszystkich gdańszczan folksdojczami – to ohydne. Wszystko dlatego, że PiS tam przegrywa. I w ten sposób rządzący rozbijają wspólnotę narodową. Oni się bawią zapałkami przy stogu siana.

Dziś nie ma dyskusji kulturalnej, w której padają słowa „ja się z panem nie zgadzam” czy „mam inne zdanie”. Dziś każdy wróg PiS-u jest przez jego zwolenników nazywany Niemcem, folksdojczem, a jednocześnie komunistą i bolszewikiem. Bohaterowie, którzy walczyli z komuną, tacy, jak np. Frasyniuk czy Bujak nazywani są komunistami, a PRL-owski prokurator Piotrowicz czy Krystyna Pawłowicz, która pisała artykuły o współpracy gospodarczej z ZSRR, są uważani za osoby walczące o wolną Polskę. Pomieszanie z poplątaniem.

Close Menu