Z Krzysztofem Skibą rozmawia Dariusz Rekosz (wrzesień 2015)

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Stadion, który bardzo chciałbyś zobaczyć na żywo, a na którym jeszcze nie byłeś, to…

O! Dobre pytanie…

Widziałeś już wszystkie?

Nie. Oczywiście, że nie. Było ich kilka, ale… Muszę bez wazeliny przyznać, że nowoczesne, polskie stadiony – Narodowy, PGE Arena i wrocławski – podobają mi się szalenie.

A taki, którego jeszcze nie widziałeś?

To chyba Santiago Bernabeu w Madrycie.

Przez wzgląd na klub, który jest jego gospodarzem?

Też. Przede wszystkim dlatego, że wiele dobrego o nim słyszałem, oglądałem zdjęcia. A klub i stadion są legendarne. O Realu Madryt zawsze się mówiło i mówi nadal. Dlatego chciałbym kiedyś poczuć gęsią skórkę właśnie na Bernabeu.

Jesteś znany z tego, że potrafisz (i potrafiłeś) zorganizować i poprowadzić niejeden happening. Najlepszym przykładem były działania w ramach Pomarańczowej Alternatywy. Czy kibic piłkarski też może zorganizować happening?

Tak. I bardzo często tak się dzieje. Na przykład, na trybunach zjawiają się tak zwani streakerzy…

Wyjaśniamy za Wikipedią: Streaking – happening polegający na wbiegnięciu nago na imprezę masową, najczęściej sportową, by zwrócić na siebie uwagę widzów, i jak najdłuższym uciekaniu przed ochroną i policją. Niekiedy streakerzy wypisują na swoim ciele różne hasła. Streaking jest nielegalny, osoby uprawiające ten rodzaj aktywności są pociągane do odpowiedzialności karnej.

Zgadza się. Wbiegają nago i są gonieni przez ochroniarzy. A już genialnym przykładem happeningu było zachowanie polskiego kibica podczas meczu… który się nie odbył, na „basenie narodowym”.

Czemu to miało służyć?

Happening, to nie tylko wygłup. To działanie, które ma zwrócić uwagę na jakiś problem, zaintrygować, pobudzić do myślenia. Jest niesamowicie celną satyrą. Oczywiście tylko wtedy, gdy inteligentni ludzie potrafią ją odebrać. W przypadku „pływania” po Stadionie Narodowym chodziło również o zaskoczenie kompletnie wszystkich i wysłanie konkretnego sygnału, który można podsumować jednym zdaniem: „organizatorze, ośmieszyłeś się”.

Ośmieszyłeś?

Oczywiście. Jak można było nie zamknąć dachu i uważać, że przy takiej ulewie da się rozegrać międzypaństwowe spotkanie? Absurd! W końcu to jedyny polski stadion, który posiada taki dach, więc dalsza część wyjaśnienia nasuwa się sama… Kompromitacja!

A „pływak”? Przecież otrzymał dwuletni zakaz wstępu na imprezy stadionowe, w zawieszeniu na rok…

To głupie, że sąd wymierzył mu jakikolwiek wyrok! Przecież kibice, zgromadzeni na Narodowym, a i chyba cała Polska (może i ludzie poza granicami) sympatią byli po jego stronie! Przepisy, przepisami, ale jeszcze raz okazało się, że odczucia społeczne są w konflikcie z wymiarem sprawiedliwości. Ciekaw jestem, dlaczego inne zachowania nie są postrzegane w podobny sposób…

Na przykład, jakie?

Od dawna obserwuję, że życie kibiców, a właściwie ich aktywność na trybunach, uległa znacznej teatralizacji. Kiedyś pozwalano sobie krzyknąć: „sędzia kalosz” albo gwizdano na palcach. Dzisiaj, po pierwsze, te okrzyki są bardziej brutalne, a po drugie korzysta się z wielu „technik”, które wybitnie wzbogacają całe widowisko.

Co to za „techniki”?

Olbrzymie transparenty, wielkie flagi, specjalni wodzireje zagrzewający do dopingu i śpiewania wspólnych kawałków oraz wywołujący tak zwaną „falę”. Jest tego naprawdę sporo! Spoglądam na to jako teatrolog z wykształcenia i muszę przyznać: jestem pod wielkim wrażeniem. Bo chociażby – do rozłożenia takiej wielkiej flagi trzeba wyjątkowej organizacji i porozumienia się ludzi, którzy przecież czasami w ogóle się nie znają.

Uczestniczyłeś w czymś takim?

Osobiście nie, ale widziałem na meczu Niemcy – Grecja, jak kibice niemieccy rozwinęli olbrzymią „koszulkę” swojej reprezentacji, która przykryła niemal cały sektor na trybunach. To było coś niesamowitego! Taka akcja, to nie tylko kapitalna organizacja, ale również cudowna pożywka dla kamery, a przecież spotkania międzypaństwowe są oglądane przez wiele setek tysięcy ludzi. Jako twórca programów telewizyjnych doceniam podobne działania.

A czy jest coś, co ci się nie podoba?

Jasne. Petardy, olbrzymie serpentyny lub wręcz rolki papieru toaletowego, które przeszkadzają w rozgrywaniu meczu. Uważam je za element chuligaństwa stadionowego, a odpalanie rac może się kojarzyć z latami trzydziestymi ubiegłego wieku, kiedy w Niemczech były one oznaką czegoś zupełnie innego.

Bębny? Trąby?

Jestem za. Chociaż zakazano używać bardzo głośnych trąb, które po raz pierwszy na masową skalę pojawiły się na Mistrzostwach Świata w RPA – chodzi o wuwuzele – to instrumenty na trybunach stadionów uważam za coś naturalnie wzbogacającego oprawę kibicowania. Być może wuwuzele faktycznie były nieco za głośne, ale temperament południowoafrykański jest dla Europejczyków obcy, więc… Niech tak będzie.

Na wuwuzelach zrobił ktoś niezły biznes…

Bo Mistrzostwa Świata to jeden, olbrzymi biznes, a nawet show-biznes! Hymn mistrzostw, piosenka, która staje się przebojem, znany wykonawca – Shakira, Jennifer Lopez, Oceana… A przy okazji tej ostatniej wykonawczyni powstała nawet pewna anegdota…

Dawaj!

Jak pamiętasz, Oceana śpiewała piosenkę zatytułowaną „Endless summer”, czyli „Niekończące się lato”. Ponieważ zbiegło się to z zamieszaniem wokół Polskiego Związku Piłki Nożnej, którego prezesem był wówczas Grzegorz Lato, to dworowano sobie, że piosenka została napisana na jego cześć (śmiech)… Że pan Grzegorz nigdy nie opuści stołka Prezesa PZPN… (śmiech)

Dobre!

Wokół dużych imprez piłkarskich zawsze się coś dzieje. Powstaje wiele różnych utworów. Wystarczy wspomnieć chociażby Marylę Rodowicz i jej „Futbol” z roku 1974, albo Łazukę i „Entliczek-pentliczek, co zrobi Piechniczek”. A już szaleństwem było oczywiście „Ko-ko euro-spoko”, czy jakoś tak… Sam osobiście brałem udział w realizacji teledysku na stadionie PGE Arena w Gdańsku, gdzie z zespołem Big Cyc nakręciliśmy klip „Jesteśmy najlepsi!” A towarzyszyli nam różni sportowcy: Piotr Świerczewski, Otylia Jędrzejczak, Darek Michalczewski i inni. Świetna sportowa atmosfera i piosenka, która ma pewne przesłanie.

Czy w drugą stronę też to działa?

Oczywiście! Sportowcy są bardzo muzykalni. Ba! Są dyscypliny, których nie wyobrażam sobie bez muzyki. Na przykład koszykówka albo snowboard…

A cheerleadreki?

Jestem za! I to bardzo! Bo to kolejna teatralizacja sportu, która go wzbogaca. Jestem nawet za tym, żeby każdy sektor na stadionie miał swój zespół cheerleaderek… (śmiech)

Twoja recepta na chamstwo stadionowe…

Nie istnieje na to złota recepta. Proponuje się różne rozwiązania, ale ja myślę, że koniecznie należałoby zrobić to, co kiedyś w Anglii.

To znaczy?

Konsekwentne działania w stosunku do chuliganów. U nas ciągle to jeszcze szwankuje. Zadymiarze niemal oficjalnie ogłaszają swoje „ustawki” – czyli bijatyki, czasami na śmierć i życie – i nie zawsze odpowiednie służby na to reagują. Z drugiej strony – chuligani otrzymują tak zwany „zakaz stadionowy”, a po tygodniu widzimy ich na trybunach. To ewidentny brak konsekwencji. Inny przykład? Proszę bardzo. Napieprza się pięćset osób, zatrzymanych zostaje trzech, a po miesiącu zostają uniewinnieni. To kolejny sposób na ośmieszenie organizatora oraz służb porządkowych, a czasami nawet i polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Z tego, co obserwujesz – która drużyna, według ciebie, ma najlepszych kibiców na świecie? Wyłączmy z tego Polaków…

Powrócę do Euro 2012. Pamiętam Irlandczyków. Mimo, że przegrywali wszystkie mecze, ich kibice byli fantastyczni. Kulturalni, roześmiani, rozśpiewani… Przecież i telewizja to pokazywała. Coś wspaniałego.

A Brazylijczycy? Dla nich futbol jest przecież świętością…

No właśnie, w przypadku Brazylijczyków mam mieszane odczucia. Nie powinno się jakiejkolwiek dyscypliny sportowej traktować jak religii. A oni tak robią. To wypacza zdrowe spojrzenie na rywalizację i może dochodzić do różnych nieprzyjemnych sytuacji, jak na przykład samobójstwa, czy fanatyzm. Świetni są Hiszpanie. Kibice drużyny Holandii są bardzo przyjemni – weseli, kolorowi, fantazyjnie poprzebierani. Myślę, że zyskali dzięki temu sympatię całego świata. Natomiast za antypatycznych uważam kibiców Rosyjskich.

Dlaczego?

To trzeba zobaczyć na żywo…

Wyobraźmy sobie, że musisz powołać „jedenastkę” graczy spośród znanych ci muzyków. Kto by się w niej znalazł?

O! To musiałaby być jakaś młodzież (śmiech), bo wiesz… (śmiech). Tu najpierw przytoczę pewną anegdotę, bo warta jest poznania.

Proszę bardzo!

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia występowaliśmy w cyklu koncertów „Inwazja Mocy”. Pamiętam, że w czasie jednej z takich imprez graliśmy wspólnie z zespołem Dżem. Zaproponowaliśmy im wówczas zmierzenie się w meczu piłkarskim. Zespół przyklasnął temu pomysłowi i tak znaleźliśmy się na boisku. Oczywiście mowa tu o małym boisku, a nie o pełnowymiarowej murawie. Właśnie wróciłem z jakiejś imprezy i (w glanach!) postawiono mnie na bramce. Zanim się zorientowałem, że jestem bramkarzem, Dżem wygrywał już 3:0 (śmiech)… Ostatecznie przegraliśmy 1:9, a dopiero później okazało się, że w ich drużynie wystąpili jacyś trzecioligowcy, więc nie mieliśmy żadnych szans…

A wracając do składu…

Musi być bojowy! Więc w ataku – Janusz Panasewicz, Kobra z Kobranocki (prawdziwy twardziel)… Kto tam jeszcze?… Wziąłbym Kukiza, bo to jest pozytywnie agresywny zawodnik. Na bramce postawiłbym kogoś o dobrych warunkach fizycznych, żeby zasłonił większą jej część (śmiech)… Na przykład Staszek Sojka albo Adam Asanow z Piersi…

W obronie?

W obronie mogłyby być jakieś dziewczyny, których zadaniem byłoby rozpraszanie przeciwnika (śmiech)… Na przykład Doda i Edyta Górniak , a na pewno Agnieszka Chylińska! To na bank! Natomiast w środku pola – sami solidni zawodnicy: mój kumpel Dżej-Dżej, który na serio dobrze gra w piłkę, bracia Cugowscy, bracia Golcowie, bo to silne chłopy… .

Wymarzony skład!

Oczywiście Skiba jako kapitan… (śmiech)

Close Menu