Gazeta Wyborcza Trójmiasto. Listopad 2020

Udostępnij na:

Z KRZYSZTOFEM SKIBĄ ROZMAWIA ANNA DOBIEGAŁA.

Gazeta Wyborcza Trójmiasto. Listopad 2020

 

Anna Dobiegała: – Twierdza 2020 w ciągu dwóch dni została wyświetlona na YouTube 433 tys. razy.

Krzysiek Skiba: – Tak, jest hitem internetu. Trafiła w swój czas. Tak naprawdę jest to piosenka z 2016 r. z płyty „Czarne słońce narodu”, tylko nagrana z bardziej aktualnym tekstem. Tamta płyta jest bardzo punkowa, powstała jako reakcja na pierwsze afery PiS-u. Na okładce jest Jarosław z kotem. Na marginesie, płyta kosztuje 30 zł – 20 zł płaci się za kota, 10 zł za Jarosława.

Big Cyc wielokrotnie opisywał w swoich piosenkach rzeczywistość, która nas otacza i reagował na absurdy tej rzeczywistości. Tak jest i tym razem. Ciekawy jest teledysk do tej piosenki. Zwróciliśmy się do fanów, żeby podesłali nam swoje filmy z manifestacji i z tego zmontowaliśmy teledysk. Autorem tekstu, co chcę podkreślić, jest Jacek Jędrzejak, czyli JJ, filar Big Cyca.

W dniu premiery rozbrzmiewała podczas manifestacji pod Radiem Gdańsk.

– Chcieliśmy dostarczyć społeczeństwu coś w rodzaju hymnu. Cieszymy się, że piosenka jest wykorzystywana na protestach. Wiem, że nie ma szans ukazać się w „oficjalnym obiegu”. Od lat już funkcjonujemy poza dużymi stacjami radiowymi, które grają plastikową muzykę. My raczej celujemy w repertuar polityczny. Chcę podkreślić, że Twierdzy 2020 nie należy odczytywać zbyt dosłownie – ta władza nie ma kontaktu ze społeczeństwem, co widać choćby po strajku kobiet, boi się spotkać z ludźmi. Gdyby politycy PiS poszli na choć jeden protest, łatwo by się zorientowali, że to są protesty oddolne, skierowane przeciwko wszystkim ludziom władzy.

Czy pan też, ramię w ramię, protestuje z kobietami na ulicach?

– Byłem na dwóch protestach. Atmosfera była fantastyczna! Ze względu na wiek jestem w grupie ryzyka, jeśli chodzi o zakażenie koronawirusem, nie mogę się za bardzo integrować z protestującymi. Byłem pod biurami posłów PiS na Targu Drzewnym, ale brałem też udział w proteście samochodowym. Jechałem w kolumnie co najmniej kilkuset aut z Gdańska do Gdyni. Trąbiliśmy przeciwko PiS. To było niesamowite! Ja na tych protestach dużo się uczę. Jestem z innego pokolenia i nie rozumiem wszystkich haseł na transparentach. Nie kapuje, o co chodzi z grami komputerowymi. Zatrzymałem się przy jednym transparencie i młodzi ludzie wyjaśniali mi, co oznacza ich hasło. Dla takiego starego dziada jak ja protesty mają też wymiar edukacyjny.

Czego jeszcze możemy się uczyć od młodych ludzi, którzy protestują na ulicach?

– Moje pokolenie ma trochę do nich żal, że tak późno się obudzili. Ostrzegaliśmy, że Trybunał Konstytucyjny jest ważny. Niektórzy nas wyśmiewali. Teraz się okazuje, że instytucje opanowane przez władzę mają wpływ na nasze codzienne życie, chociażby decyzja TK o aborcji, która zmusza kobiety do rodzenia dzieci bez głowy. Ale nie chcę być starym malkontentem z pretensjami. Starzy swoje wiedzą, mam nadzieję, że dzięki tym protestom, które stały się w tej chwili wyrazem niechęci do PiS-u, młodzi dojrzeją, zrozumieją, jak ważna jest znajomość Konstytucji, znajomość prawa, by móc zbudować w Polsce społeczeństwo obywatelskie z prawdziwego zdarzenia. Platforma Obywatelska go nie zbudowała. Na obronę można powiedzieć, że demokracja w Polsce jest młoda, że nigdy wcześniej jej u nas nie było. W naszym kraju był zawsze zamordyzm, więc gdzie mieliśmy się uczyć tego, czym jest demokracja? Co innego Wielka Brytania, tam tradycje demokracji sięgają 100 lat. Tam ten system jest kuty na cztery nogi.

Nasz problem polega na tym, że daliśmy się uśpić. Uwierzyliśmy, że już zawsze, bez względu na to, kto będzie rządził, będziemy w Unii Europejskiej, będziemy w NATO, będziemy mogli realizować swoje pomysły na życie bez strachu, że ktoś zamieni nasze życie w paranoję. Okazuje się znalazł się taki, co przemalował Polskę na PRL i to już nie jest Polska, której byśmy chcieli.

Ale my się tak łatwo nie damy. Ten bunt jest niesamowity. Czegoś takiego nie było nawet za komuny. Ten bunt przebija nawet bunty Solidarności. W sierpniu 1980 r. w strajkach brało udział ok. 700 zakładów pracy w całym kraju. Teraz do protestów doszło w ok. 500 miastach. PiS zmobilizował ludzi do wspólnej walki o swoje prawa. Powiem pani na marginesie, że boję się o kota Jarosława. Podobno wpadł w depresję, bo pod domem non stop stoi psiarnia.

Humorem obalimy ten rząd?

– Humor był zawsze ważnym elementem walki politycznej, walki o wolność. Władzy zależy, żeby była ważna, stała na piedestale. Kiedy ich się ośmieszy, przestają być groźni. W stanie wojennym też ośmieszaliśmy władzę. Ja się specjalizowałem w malowaniu sprayem na murach gen. Jaruzelskiego. Potrafiłem całego generała narysować w ciągu 15 sekund. Generała jadącego na czołgu podpisywałem: general motors. Z drugiej strony pamiętajmy, że humor jest bronią rozpaczliwą. Kiedy ludzie nie mają innego wyjścia, pozostaje im się tylko śmiać z tego, co jest.

Zabawa jest ważnym elementem tych protestów. Protest samochodowy, w którym brałem udział, skończył się imprezą techno. Mój syn z kolei był na protest-dyskotece we Wrzeszczu. To pokazuje, że młodzi ludzie protestują pokojowo. Ktoś, kto się bawi, nie będzie rzucał kamieniami. To odróżnia protesty młodych od działań narodowców, którzy paradują z nienawistnymi minami, mają chęć, żeby komuś spuścić wpierdziel. Tu mamy do czynienia z czymś zupełnie innym, młodzież bawi się pokojowo, z uśmiechem na twarzy. Dlaczego? Bo ten rząd nie ma żadnego autorytetu, żadnego posłuchu. Co premier ogłosi, dzieje się na odwrót. Ogłosił, że ludzie nie mogą się gromadzić powyżej pięciu osób, to na ulice zaczęły wychodzić wielotysięczne tłumy.

Pod pomnikiem Sobieskiego też pan krzyczał „Wypierdalać” i „Jebać PiS”?

– Mam bardzo pozytywny stosunek do tych haseł, bo znam historię. Bunty studenckie w 1968 r., rewolucja hipisowska w Stanach Zjednoczonych, nie opierała się na grzecznych hasłach. Rewolucje zawsze wkurzały mieszczaństwo, burzyły zastany porządek, ale na tym polega ich istota. Nie są łagodne ani przyjemne. W Polsce w latach 70-tych i 80-tych kultura punkowa też wzbudzała obrzydzenie, nie trafiała do głównego nurtu. Ja jestem weteranem pomarańczowej alternatywy – ruchu happeningowego działającego w drugiej połowie lat 80-tych. Wszystkie nasze happeningi były nielegalne, niezgodne z prawem. Kiedy przebrany za krasnoludka, w żółtych kalesonach, wszedłem na dach kiosku ruchu 1 czerwca razem z innymi studentami, zostałem skazany za czyny chuligańskie, a nie polityczne. Starsi działacze „Solidarności” też się wtedy zastanawiali, czy to wypada, a dzisiaj piszą książki o pomarańczowej alternatywie jako o ruchu, który wyjął jedną z cegłówek muru, jakim był komunizm, muru dzielącego nas od wolnego świata.

W sierpniu 1980 r. stoczniowcy wystawili 21 postulatów. Dzisiaj rewolucja jest taka, że jest tylko jeden postulat: „Wypierdalać!”. Podoba mi się epigramatyczność naszych czasów. To też pokazuje klęskę polityki historycznej PiS, ich wyklętyzmu. Widać, że młodzież nie dała się nabrać. Dawno temu pisał o tym schemacie edukacji Gombrowicz w „Ferdydurke”: jeżeli wciska się, że Słowacki wielkim poetą był, to młodzież ma w naturze, że będzie uciekała przed tym Słowackim.

Czym ten protest różni się od tych w obronie TK czy Sądu Najwyższego?

– Każde pokolenie musi mieć swoją rewolucję. W Polsce nie ma nudy, to nie Szwajcaria. Choć może i bym sobie życzył, żebyśmy zanudzili się na śmierć, żeby dziennikarze nie mieli o czym pisać, a satyrycy z czego się naśmiewać. Nie mielibyśmy takich fajnych przeżyć jak teraz na protestach, ale nie mielibyśmy też takich stresów. Tu i teraz jest młodzieżowy power, autentyczny. Buntowanie się stało się bardzo modne. Dla mnie krytycznym momentem protestów młodych było orędzie Jarosława Kaczyńskiego. Odebrałem je jako nawiązanie do 1968 r. kiedy to studentów biło nie ZOMO, tylko aktyw robotniczy, który przywieziono autokarami pod UW. O tym się zapomina. Dzisiaj wykorzystuje się do bicia dzieciaków na ulicach narodowców i kiboli.

W Twierdzy 2020 śpiewacie, że wspólnie obalimy mury. Obalimy? Jak na razie rząd się nie cofa.

– I się nie cofnie, nie mam co do tego złudzeń. Władza jest zabetonowana i nie ustąpi. Władza komunistyczna potrafiła się przegrupować, w PiS-ie nie ma możliwości wymiany Jarosława Kaczyńskiego, mimo że ma bardzo duży negatywny elektorat. Będziemy musieli poczekać do następnych wyborów. Może za trzy lata przy urnie wyborczej młodzież przypomni sobie te protesty, to, jak PiS nazywał kobiety. Nie chcę wróżyć z fusów, nikt nie wie, co będzie dalej. Patrząc na hasła na transparentach, ludzie wierzą, że to państwo z tektury samo się zaraz przewróci ze względu na sytuację gospodarczą. Premier wprowadza kolejne lockdowny, które niszczą gospodarkę. Kasa jest pusta. Kolejnego lockdownu możemy nie wytrzymać.

Nawet gdyby ta rewolucja wygasła, to mieliśmy dwa tygodnie wspaniałej wolności słowa na kartonach. Choć ja bym tych protestów jeszcze nie grzebał. Myślę, że przekształcą się teraz w protesty mniej masowe. Nie da się wiecować cały czas.

Co robi zespół Big Cyc, żeby nie tracić nadziei?

– Pracujemy. Piszemy piosenki, nagrywamy teledyski, latem zagraliśmy parę koncertów. Trzymamy się starego hasła Wojciecha Młynarskiego „Róbmy swoje”. I robimy swoje. Nowa piosenka „Wolność słowa na kartonach” jest już gotowa, lada dzień będziemy ją nagrywać.

Zawsze czułem się buntownikiem. Buntowałem się od przedszkola – nie jadłem obiadu, bo mama w domu gotowała lepiej. W wieku 15 lat założyłem swój pierwszy kabaret. W stanie wojennym zapisałem się do wszystkich nielegalnych organizacji. Nie było ich wiele, bo z komuną walczył margines ludzi. Dopóki będę żył, dopóty będę się buntował. Gdy przestanę, to zasnę w kapciach przed telewizorem. I taki będzie mój koniec. Na szczęście, mam się przeciwko czemu buntować.

Zobacz pozostałe wywiady:
Przewiń do góry

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!

Bądź na bieżąco ze wszystkimi spotkaniami ze Skibą oraz wszystkimi ważnymi nowinkami.