KOCI BLUES

Udostępnij na:

Ten tytuł felietonu, to nie jest żadna aluzja do Prezesa. Obrzydła mi chwilowo polityka i nie podnieca mnie czy Bielan zostanie Gowinem, a Obajtek premierem oraz czy szósta mutacja wirusa, spowoduje siódmą falę pandemii. Chcę napisać Wam o czymś naprawdę ważnym czyli o moim kocie.

Ten kot leżący na stoliku przy słoneczniku to kocica, ale nie od razu się zorientowałem jaką ma płeć, bo kompletnie nie znam się na kotach. Jeden z moich synów jest uczulony na sierść zwierzaków i przez lata nie mieliśmy żadnego zwierza w domu. Aż pewnego dnia pojawił się pewien koci przybłęda. Rasy dachowiec, choć po dachach nie chodził, a po podwórku. Może więc był to kot podwórkowiec?

Jak każdy kot był nieco tajemniczy. Wyczułem, że jest oswojony i od razu podejrzewałem, że mieszkał już z ludźmi, ale chyba się nie składał na czynsz, bo go wyrzucili. My go przygarnęliśmy.
Kot miał czarną sierść z niewielkimi rudymi paskami (pewnie po ojcu lub dziadku), miał też białe podgardle i skarpetki. I po tym (sierść w trzech kolorach) wydało się, że to kocica. Facet zamienił się niespodziewanie w kobitkę. Pewne radio robiło konkurs na zwierzaki domowe i aby go rozkręcić poproszono mnie o fotkę mojego sierściucha. Zrobiłem zdjęcie i opisałem kota oraz jego zwyczaje. Dzielni internauci szybko donieśli, że co do płci, to się zdecydowanie mylę i muszę być czujny, bo za chwilę pojawi się tu cała gromada kociąt.

Gdy z kotką poszliśmy do weterynarza okazało się, że jest profesjonalnie wysterylizowana. Kicia była więc czyimś domownikiem, ale została naszym, bo pewnie byliśmy fajniejsi. Z uwagi na uczulenie syna kicia była częściowo kotem zewnętrznym. Miała swój ciepły kojec, a na wieczór szła kimać do ocieplanego apartamentu ze sprzętem ogrodowym. Regularnie kupowaliśmy jej kocie przysmaki i nalewaliśmy mleczko. Kotka była raczej leniwa, choć nocami lubiła polować. Miała na swoim sumieniu kilka myszy, jaszczurki i parę małych ptaszków (mamy spory ogród i mieszkamy przy lesie choć w mieście). Kot lubił się ocierać o nasze nogi i często się zabawnie garbił. Obsikał swobodnie teren naszej chaty, a podwórko uważał za swoje.

Kotka lubiła mi towarzyszyć, gdy zbierałem liście z trawników. Gdy jeszcze nie wiedziałem, że to kotka nadałem jej pseudonim „Kapitan”. Ta nazwa wiązała się z jej zachowaniem. Gdy byłem na podwórzu, kotka często siadała na jakimś murku i czujnie mi się przypatrywała. Była jak kapitan patrzący na swojego marynarza. Taka obserwacja to była jej ulubiona (obok wylegiwania się w kojcu) pozycja. W tej swojej pozie przypominała dowódcę okrętu na mostku kapitańskim. Polubiliśmy wszyscy kotkę Kapitankę i zdecydowaliśmy się pełnić dziwaczną funkcje jej podwładnych.
Stała się domownikiem, który był z nami przez ładnych kilka lat.

Teraz już jej nie ma. To był dobry zwierzak. Nie przepadał za słonecznikiem co sugeruje zdjęcie. Mój kumpel Końjo też miał kota. Nazywał się Antek. Końjo pisał o tym wiersze. Były naprawdę piękne i jedna studentka zakochała się w Końju po tych wierszach o kocie. Ja serwuję Wam tylko taki koci blues.

I na koniec refleksja. Może to śmieszne, ale jak tak patrzę w telewizor, to wydaje mi się, że moja kocica miała więcej rozumu i godności od niejednej gadającej głowy, która kłamie tam na co dzień.

Zobacz podobne felietony:
Przewiń do góry

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA!

Bądź na bieżąco ze wszystkimi spotkaniami ze Skibą oraz wszystkimi ważnymi nowinkami.