Wywiad dla Onet Muzyka. Z Krzysztofem Skibą rozmawia Paweł Piotrowicz. Maj 2016.

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Paweł Piotrowicz: Nie dalej jak rok temu wydaliście płytę „Jesteśmy najlepsi”, pierwszą w pełni autorską od sześciu lat, a już mamy kolejną, „Czarne słońce narodu”. Rozsadza was twórczo?

Krzysztof Skiba: Sytuacja była spontaniczna. Czasem kapela dostaje niespodziewanej iluminacji czy przyśpieszenia i tak się dzieje. To jest jak z pisaniem felietonu. Kiedy mam pomysł na tekst, powstaje szybko. A bywało, że termin gonił, tylko nie bardzo było o czym pisać, więc trzeba się było umysłowo gimnastykować. Jeśli mielibyśmy nagrać płytę, bo wypada, bo minęły trzy lata, bo sezon się zbliża, bo potrzebny hit na wakacje, bo wykopki, to wyszłaby z tego kompletna cienizna. A tu wszyscy naprawdę czuli, że kapelę rozsadza energia.

Piosenki wyszły wam, co nietrudno zauważyć, wyjątkowo polityczne. Całość układa się wręcz w coś na wzór antyrządowego koncept-albumu.

Chcieliśmy odreagować tak zwaną dobrą zmianę.

Nowych fanów po stronie prawicowych wyborców raczej nie zdobędziecie.

Przeżyjemy. Zaczęło się od utworu „Antoni wzywa do broni”. Kiedy go napisałem, zespół powiedział, że jest to świetne, więc dograjmy jedną lub dwie piosenki i wypuśćmy je jako singiel, a płytę to może jesienią lub za rok, kiedy panująca władza dostarczy nam kolejnych tematów. Jak wiemy, dostarcza ich nam codziennie. Ale w efekcie tak się chłopcy rozpędzili, że zespół bardzo szybko nagrał całą płytę. Krótką bo krótką, ale jednak płytę.

Trwa niespełna pól godziny.

I dobrze. Kto ma czas na słuchanie długich płyt?

Jesteście za to po raz pierwszy wydawcami.

Zdecydował brak czasu. Wcześniej rzeczywiście wydawaliśmy się w Universalach czy Soniakach, w wielkich wytwórniach, ale chcieliśmy mieć płytę gotową na marsz 7 maja [„Jesteśmy i będziemy w Europie” – aut.], w którym wzięło udział ponad 200 tysięcy ludzi. Pobiliśmy za jego sprawą rekord, sprzedając w trakcie kończącego marsz koncertu ponad 1000 egzemplarzy „Czarnego słońca narodu”. Ustawiła się przesympatyczna kolejka, objawiająca piękny widok, jakiego nie pamiętam od lat 80., kiedy ukazywała się płyta Perfectu czy Oddziału Zamkniętego, a na Nowym Świecie przed sklepami wybuchały bójki. Po pierwszą płytę Big Cyca też trzeba było długo stać. Kolejek po płyty już dawno jednak nie było.

Do krążka dołączyliście antyrzadową krzyżówkę i podobny w wymowie plakat.

Poszliśmy za ciosem, bo na poprzedniej płycie była gra planszowa. Krzyżówkę opracowałem z szaradzistą Bohdanem Malachem. Jako że właśnie premierę ma piwo Big Cyc, które za kilka dni będzie w sklepach, w wersjach jasne pełne, pszeniczne i ciemny lager, dajemy wszystkim gotowy zestaw. Kupujesz płytę, wrzucasz do kompaktu, rozwiązujesz krzyżówkę i w tym czasie, by umysł lepiej pracował, pijesz piwo Big Cyca.

W notce prasowej piszcie, że ta płyta na najbliższe lata stanie się „orężem w walce z dyktaturą , nietolerancją, autorytaryzmem i polityczną arogancją”.

Bo każda złotówka uzyskana z tej płyty będzie przeznaczona na walkę z PiS [śmiech].

Wierzysz, że muzyka może być jeszcze dzisiaj takim orężem, jakim była choćby w latach osiemdziesiątych?

Oczywiście nie mam złudzeń, dzięki niej nie upadnie rząd Beaty Szydło.

Co więc chcecie osiągnąć, opowiadając się tak jednoznacznie po antyrządowej stronie?

Jesteśmy zespołem rozrywkowym, który od zawsze komentuje naszą rzeczywistość, choć rzecz jasna nie samą polityką człowiek żyje. Kiedy Wałęsa był prezydentem, znalazł się na okładce „Nie wierzcie elektrykom”, tylko zamiast znaczka matki Boskiej miał znaczek Playboya i słuchał muzyki z boom boxu. Za Aleksandra Kwaśniewskiego śpiewaliśmy „Kwas jest żrący i wypali, nawet bardzo tęgi mózg” [utwór „Gierek Forever” – aut.]. Od zawsze stawiamy na klimat kabaretowy, z przymrużeniem oka, choć jest to pewna maska. Można się wygłupiać, ale i przez wygłupy mówić o poważnych sprawach. Nawet jak prześledzisz tekst „Makumby”, to zobaczysz, że jest on o czymś, o polskim rasizmie.

Skoro śpiewacie, że „Antoni wzywa do broni”, to do czego wzywa Big Cyc?

Mówiąc w skrócie, ta płyta to gorący komentarz Big Cyca do aktualnej rzeczywistości. Robimy to, co robiliśmy zawsze, czyli satyrycznie ją oceniamy. Taka nasza skromna cegiełka oporu. Jest to też płyta, którą, mam nadzieję, rozrobi tę beczkę prochu. Taka jest rola satyry, muzyki czy sztuki w ogóle, żebyśmy się wszyscy wzajemnie nie pozabijali. Wydaje mi się, że lepiej śpiewać piosenki niż się tłuc na ulicy. Niech oni ułożą coś na nas, nie ma problemu. Dopóki rozmawiamy poprzez piosenki, to wszystko jest okej.

Na płycie znalazł się nawet tekst „Jestem gotowy” autorstwa anonimowego internauty. Prawdziwy?

W stu procentach. Wzięliśmy go bezpośrednio z Internetu. To piosenka o tym, ze facet wysprzątał dom z trefnych rzeczy, pozbył się prezerwatyw, pochował filmy porno, wyrzucił z Facebooka znajomych, który mają niebezpieczne poglądy, wyprasował białą koszulę i jest gotowy na nowe rządy.
Dużo jest na tej płycie mocnych numerów. „Bolek” dla przykładu to piosenka o tym, że Polak na Polaka zawsze znajdzie haka i że właściwie wszyscy mogą być Bolkami. „Czarne Słońce” za to opowiada o człowieku, którego boją się wszyscy, a i on boi się wszystkich. W domyśle jest to Jarosław Kaczyński, postać owładnięta różnymi maniami, trochę moim zdaniem psychopatyczna. Nie znosi innego zdania, jest przekonany o własnej racji, dąży do celu po trupach, bez żadnych oporów moralnych, i ma pogardliwy stosunek do osób, które, jak uważa, wiedzą mniej od niego. I tu się kłania słynne powiedzenie „cel uświęca środki”. Skoro mamy cel, który jest naszym zdaniem szlachetny, środki mogą być obrzydliwe.

Ale mówisz o kimś, kto wybrany został w wolnych wyborach.

Dlatego na płycie masz też manifest „Ja się nie zgadzam”, który mógłby być hymnem każdej osoby, uważającej, że PiS zawłaszcza przestrzeń w naszym kraju, nie tylko tę polityczną.

Jesteś o tym przekonany?

W stu procentach. Nie zdziwię się, jeśli wprowadzą prawo, że w piątki kobiety nie mogą chodzić w krótkich spódniczkach. Ci ludzie na serio chcą nam zaserwować absurdalne rozwiązania. Ja już nawet nie mówię, że coś zawłaszczają, że wprowadzają na stanowiska znajomych i rodziny, bo pewnie wszyscy tak robią. Ale sytuacje typu pani premier mówi, że poparłaby zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej? To chore, biorąc pod uwagę choćby to, że trzeba by było donosić ciążę będącą wynikiem gwałtu albo grożącą matce śmiercią. Jak tak dalej pójdzie, to niekontrolowana nocna polucja, która się młodym zdarza, uznana zostanie za morderstwo.

Tak serio – myślisz, że naprawdę przyszedł czas, kiedy mamy się czego bać?

Przesadą jest mówienie, że nie ma demokracji, natomiast nie jest przesadą mówienie, że demokracja jest zagrożona. Moim zdaniem jest zagrożona realnie. PiS nawet specjalnie nie ukrywa, że obłupia państwo, wprowadza opcję zerową, rozwalając wszystko i próbując budować od nowa. Najbardziej mnie dziwi, że oni po prostu nie rządzą, tylko cały czas podtrzymują retorykę wojenną. Jarosław Kaczyński, sam w sobie wytrawny strateg, wytwarza potężne ciśnienie zagrożenia. To wszystko zostało już opisane w „Roku 1984” roku przez Orwella.

Chyba nie chcesz powiedzieć, że grozi nam totalitaryzm?

Nie, ale i u nas cały czas musi być jakaś wojna, z obcymi, z Unią Europejską, z Rosją, z Amerykanami. Fakty są takie, że złotówka leci na łeb na szyję, a my jesteśmy pokłóceni ze wszystkimi. Zwróć uwagę na coś, co jest dla PiS-u bardzo charakterystyczne– oni otwierają fronty wszędzie. Tu rowerzyści, tam wegetarianie, a kto przeciw nam, ten gorszego sortu, komunista i złodziej. Waszczykowski obraził właściwie wszystkich partnerów w Unii. Dlaczego? Czy myśmy dzięki temu coś osiągnęli? Czy od tego atakowania Angeli Merkel coś nam przybyło, a Polska coś uzyskała? Jak można obrażać Amerykanów, na co pozwolił sobie Antonii Macierewicz, a jednocześnie starać się, by w Polsce powstały bazy wojsk NATO? To jest schizofrenia. Równie dobrze można przyjść do kogoś do domu, zeżreć mu zupę, napluć na dywan i chcieć jeszcze pożyczyć 10 złotych. Wszędzie na świecie jest tak, że partie się ze sobą dogadują, a tu mammy partię walki. Ona nie chce się dogadać z nikim.

Z czego to twoim zdaniem wynika?

Sytuacja nie jest zerojedynkowa. W tej partii są stratedzy, przekonani o swojej misji, jak Jarosław Kaczyński, który ma wizję Polski archaicznej, XIX-wiecznej, od morza do morza, rządzonej centralnie. Takie marzenie o odtworzeniu PRL-u, myślenie gospodarcze Gierkiem. A tak już nie ma, to tak już nie funkcjonuje. Myślę, że w tej partii są zarówno ideowcy, jak i polityczni cynicy. Absolutnym ideowcem, niemal wariatem, jest Antoni, ale wiesz, Adolf Hitler też był. Ludzie ogarnięci manią jakiejś idei nie są politycznymi partnerami. Oni nie idą na kompromis, a to w polityce podstawa.

A kogo zaliczyłbyś do cyników?

Choćby Joachima Brudzińskiego czy Ryszarda Czarneckiego, którzy są tam, gdzie są, przez modę, okoliczności, szanse, jakie to daje. Czarnecki przewinął się już chyba przez siedem partii i pewnie przez niejedną się jeszcze przewinie.

Rozmawiamy w chwili, kiedy nowa władza dokonuje tak zwanego audytu starych rządów. Jak je ty oceniasz?

Uważam, że doszło do zamiany jednej sitwy na drugą. Platforma, na którą mimo wszystko w ostatnich wyborach głosowałem, ewidentnie podgniła. Tyle że to, co Platforma robiła w białych rękawiczkach, PiS robi w biały dzień, na o wiele większą skalę. I na tym polega różnica. Oni nawet tego nie ukrywają. Uważają że skoro nie muszą robić koalicji, by rządzić, mają mandat od narodu. Myślą państwem totalnym.
PiS zachowuje się jak trochę chuligan na podwórku. „Jestem najsilniejszy, więc co mi zrobicie?”. Opozycja jest częścią systemu demokratycznego, więc oczywistym jest jej prawo do robienia marszów i wieców. PiS-owi udało się coś, co nie udało się nikomu – zjednoczyć opozycję. Są tam niesnaski, podziały, ale schodzą na drugi plan. Widzę wielką szansę w ożywieniu mieszczaństwa, czyli w tym, co robi KOD. Ruszyli się tak zwani normalni ludzie. Kiedyś, jak były wybory, często je olewali, bo musieli by wrócić z grilla czy wakacji. A teraz już nie oleją.

Mówisz o zjednoczeniu opozycji, ożywieniu się mieszczaństwa, skromnej cegiełce oporu. Myślisz, że coś się dzięki temu zmieni?

PiS dotrwa do końca kadencji. Słyszę co prawda głosy, że skoro po pół roku mamy takie protesty, to się za rok nie wytrzymają ciśnienia i się pożrą, ale ja tu nie mam żadnych złudzeń. Okazało się wolność jest zjawiskiem dosyć trudnym, bo wielu ludzi ma mentalność niewolników. Lubią mieć nad sobą dowódcę, jak w PRL-u czy w wojsku – kogoś, kto podejmuje za nich decyzje. Martwi mnie, że coraz więcej osób w ogóle niczym się nie interesuje, nie zagląda nawet do książek. Podobno małe dzieci, kiedy dostają książkę, robią tak [Skiba pokazuje palcem wskazującym i kciukiem gest powiększania ekraniku na tablecie – aut.] i dziwią się, że się nie rozszerza. Mamy najniższe czytelnictwo w Europie. Ludzie nie czytają książek, co powoduje, że szukają łatwych rozwiązań. Białe-białe, czarne-czarne. A szarego nie ma.

„Polska dla Polaków”?

No właśnie. A to wyśmiewane hasło „multi-kulti” nie dotyczy tylko koloru skóry, ale także otwartości, tolerancji. Polska najlepszy swój okres miała przecież wtedy, kiedy zawarła Unię z Litwą. Tłumaczyłem jednemu ze znajomych, mającemu poglądy mocno prawicowe, narodowe, typowe dla ONR, że hasło „Polska dla Polaków” jest hasłem antypolskim. I on nie mógł zrozumieć.

Co mu mówiłeś?

Po pierwsze, kastrujesz połowę historii Polski, bo Jagiełło, jeden najwybitniejszych naszych królów, był Litwinem, Stefan Batory pochodził z Siedmiogrodu, a Zygmunt III Waza urodził się w Szwecji. I tak dalej. Podawałem tego rodzaju najprostsze przykłady, z Miłosza, z Mickiewicza, z pogranicza narodów. Coś nawet zaczął kumać, ale u tych narodowców są chyba jednak zbyt ciężko zainfekowane mózgi. Posługują się sloganami i hasłami, a nie mają pojęcia, co one znaczą. Śmieszne jest, że chłop idzie w chińskich trampkach, ma na sobie amerykańskie jeansy, włoską koszulę, japoński zegarek, do tego jedzie niemieckim samochodem i krzyczy „Polska dla Polaków!”.

Podoba ci się poseł Kukiz?

To ideowiec, który moim zdaniem wypalił się muzyką, znudził. Z dawnych już czasów pamiętam, że mówił: „Kurcze, nie mam pomysłu, jaką tu płytę zrobić”. Paweł to człowiek impulsywny. Wielokrotnie wdawał się w bójki z innymi muzykami czy nawet kelnerami. O ile w przypadku rockandrollowa może to być część imege’u, u pana posła już niekoniecznie. Gdzieś w środku wierzę jednak, że to, co robi, nie jest wyrachowaną grą. On może rzeczywiście coś chce zrobić, ma poczucie misji, tylko że takie poczucie może być destrukcyjne. Nie widzę w nim w każdym razie tandetnego cwaniaczka, który chce na polityce ugrać trochę swoich spraw, a bardziej człowieka, który teraz jest sterowany. Ma różnych doradców . Zawsze fascynował go świat służb specjalnych, tajnej policji, informacji nietajnych. A że jest wiceprzewodniczącym komisji do spraw służb specjalnych, ma dostęp do tajnych dokumentów i bawi się w różne zakulisowe gry. Tylko czy wyniknie z tego coś dobrego dla Polski? Wątpię.

Ciebie nie kusiło, by wejść do parlamentu?

Strasznie nudne zajęcie. Nie mam ambicji bycia nawet sołtysem.

Propozycje były?

Nawet teraz są. Mogę zapewnić, że zostanę tym, kim jestem. Uważam, że w życiu powinno się zajmować tym, co człowiek robi najlepiej. Tak się złożyło, że jak wchodzę na scenę i mówię parę zdań do mikrofonu, ludzie albo się śmieją, albo klaszczą. I to jest moja robota. Zamienić to na jakieś narady? Nie wytrzymałbym na żadnej naradzie partyjnej. Podziwiam Pawła, który musi teraz przecież wszędzie jeździć, spotykać się z klubem i robić mnóstwo rzeczy, których nie widzimy. Ja bym oszalał.

Nie kusiło was nigdy, jako Big Cyca, by stworzyć płytę poważniejszą, mniej prześmiewczą? Taką jak „Zadzwońcie po milicję!”, na której nagraliście nowe wersje utworów kapel z podziemia lat 80., tyle że autorską?

Taki mamy styl. Czemu mielibyśmy z niego zrezygnować? W Polsce poważnych zespołów jest aż nadto. Właściwie wszyscy są poważni, a jesień trwa 12 miesięcy. Andrzej Grabowski powiedział mi kiedyś: „Człowieku, zagrasz w słabym dramacie, to wszyscy powiedzą, że trudny film, bo bohater cierpi, coś przeżywa, stracił dziecko. A jak zrobisz słabą komedię, to jest dopiero dramat”. I rzeczywiście, Polacy odkryli nowy gatunek, komedię nieśmieszną. W filmie psychologicznym możesz się wymęczyć i wynudzić, ale przynajmniej o coś chodziło, a za komedię nieśmieszną to my już dziękujemy.
Komedia jest o wiele trudniejsza niż tragedia, podobnie robienie jesiennej płyty to łatwizna. My podejmujemy trudne wyzwanie, by jakoś satyrycznie tę naszą rzeczywistość skomentować. Nie ma po naszej stronie barykady wielu takich zespołów. Były, owszem, takie, które naśladowały Big Cyca, niektóre całkiem sprytnie, jak Dzika Kiszka, ale poza tym to nisza. Kiedyś grały Piersi, trochę w tych rejonach są Elektryczne Gitary, choć się różnimy.

Może teraz znowu będzie więcej? Praktyka uczy, że im trudniejsze czasy, tym lepszy kabaret.

Coś w tym jest. W życiu nie przypuszczałem, że ja, weteran Pomarańczowej Alternatywy, będę jeszcze robił happeningi. Zrobiliśmy na przykład happening w Sopocie, że domagamy się po 100 zł za każdą próbę poczęcia dziecka. Był też marsz poparcie słońca narodu, co konweniuje z płytą, byli poprzebierani ludzie, a my mieliśmy hełmy, które chroniły nas przeciwko impulsom elektromagnetycznym, o których mówił Macierewicz.

Co Krzysztof Skiba odpowiedziałby na odwieczne pytanie: „Jak żyć?”.

Przede wszystkim poleciłbym stare hasło: „Żyj i daj żyć innym”. Wydaje się banalne, ale jakże jednak głębokie, proste i mądre.

Jak więc żyjesz, oprócz tego, że dajesz żyć innym?

Bardzo dobrze i wesoło. Mieszkamy sobie z żoną [Renatą Skibą, lektorem łaciny i greki na Uniwersytecie Gdańskim – aut.] w Gdańsku, w pięknym domu obok lasu. Mamy niedaleko do plaży i niedaleko na Kaszuby. Żyć nie umierać.

Close Menu