Wywiad dla portalu Onet Muzyka. Z Krzysztofem Skibą rozmawia Paweł Piotrowicz. Październik 2018

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Paweł Piotrowicz: Tytuł płyty „30 lat z wariatami” jednoznacznie sugeruje, że mamy do czynienia z podsumowaniem. Etapu czy czegoś więcej?

Krzysztof Skiba: Zdecydowanie etapu, bo mamy nadzieję, że przed nami kolejne trzy dychy. Cały ten rok upłynął nam pod dyktando świętowania. Spędziliśmy go niezwykle pracowicie i intensywnie, grając mnóstwo koncertów w Polsce i za granicą. Kilka było bardzo specjalnych, z gośćmi, na Pol’and’Rock Festvialu w Kostrzynie, na festiwalu TVN w Operze Leśnej w Sopocie, na Eleven Bike Fest we Wrocławiu czy w Amfiteatrze w Opolu, ale oczywiście nie w ramach imprezy Jacka Kurskiego. Były to takie przedsmaki płyty, na którą pomysł zrodził się bardzo naturalnie.

Wydawnictwo jest o tyle nietypowe, że zamiast wydać album z przebojami, zaprosiliście innych, by zmierzyli się z waszymi kawałkami.

Składankę wydaliśmy na 25-lecie, więc kolejny „debestof” wydał nam się czymś nie do przyjęcia. Szukaliśmy pomysłu na tę płytę i koncerty z gośćmi same go podsunęły. Myślę, że przyniesie ona wiele radosnych chwil naszym fanom. To Big Cyc na sto różnych sposobów. Podany przez nasze od lat znajome i zaprzyjaźnione bandy, jak i te młode. Jest rock, punk, ska, reggae, ale też pop i electopop i hip-hop. Pojawiają się nawet kabareciarze, za sprawą Łowcy.B. No i metal – Hunter, Jelonek, Nocny Kochanek. Zrobił się z tego dwupłytowy album, ale to są urodziny, więc mogliśmy zaszaleć.

Patrząc na liczbę utworów, blisko 40, można odnieść wrażenie, że nie mogliście się opędzić od chętnych.

Zdecydowanie nie mogliśmy, do tego wielu od razu proponowało, że nagra „Makumbę”, „Berlin Zachodni” albo „Babcię klozetową”. Pięć „Makumb” na jednej płycie, nawet różnie zagranych, to by jednak było przegięcie, więc musieliśmy się zabawić w kontrolerów ruchu.
Forsowałem w zespole taki pogląd, by podejść do tego jak najbardziej szeroko i żeby to nie była taka płyta z samymi rockmanami z lat osiemdziesiątych, bo to by było zbyt oczywiste. Postanowiliśmy przekroczyć wszelkie możliwe bariery i stąd duża różnica estetyk. Jest różnorodnie i arcyciekawie.

Dobrze, że nie wpadliście na pomysł, by wciągnąć w to jakąś formację disco polo.

A wiesz, że byli chętni? W tym gwiazda z pierwszej piątki, grająca po 350 koncertów w roku. Ale stwierdziliśmy, że tacy jajcarze jak Leki Łatwy Podryw, czyli reprezentanci kabaretowej sceny tanecznej, to maksimum i dalej nie sięgamy. Daliśmy wykonawcom wolną rękę, mówiąc, że nie robimy żadnej komisji artystycznej, która będzie oceniała. Wiele piosenek daleko odchodzi wiec od oryginału. Piotr Bukartyk w „To dla Ciebie miły bracie” nawet uwspółcześnił tekst, który jest dalej polityczny, ale pasujący do tego, co się dzieje w Polsce obecnie. A z „My Polacy”, który sam w sobie jest próbą zmierzenia się z tematem polskości, Dr Misio, czyli Arek Jakubik, zrobił monumentalną pieśń. Ciary mnie przechodziły, kiedy tego słuchałem w Sopocie.

Kto jest największym wariatem w Big Cycu?

Każdy z nas, chociaż każdy trochę inaczej. Takim wariatem medialnym na pewno ja, bo wiadomo, że pojawiam się wszędzie, jako sekcja happeningowa. Mogę zapewnić, że człowiek, który nie ma poczucia humoru, nie ma szansy znaleźć się w naszej ekipie. Nawet jako kierowca, techniczny czy akustyk. Musi nadawać na takich samych falach. Żaden Smerf Maruda czy gwiazdor, któremu wydaje się, że słońce mu świeci z tyłka, jak to mawia mój kolega Konjo, nie zagrzeje miejsca w ekipie Big Cyca. Jej sukcesem jest to, że jest niesamowicie zgrana i każdy wie, co ma robić. W kapelach wodzowskich, gdzie jest jeden szef, a reszta to pracownicy, trudno o taką emocjonalną bliskość. Oczywiście z tą bliskością też trzeba obchodzić się delikatnie, jak z porcelaną. Być może pomaga nam to, że jesteśmy ogólnopolską zbieraniną – Gdańsk, Ostrów Wielkopolski i wieś pod Ostrowem, Lublin, Inowrocław… Po trasie każdy grzecznie do domów i się resetujemy, ładując akumulatory na kolejny wyjazd.

Szybko te trzy dekady minęły?

Tak, ale nam ta robota nadal sprawia przyjemność i frajdę. Ostatnio ktoś mi na koncercie powiedział: „Skiba, widać że wam się chce grać”. Bo są zespoły już tak zmęczone własną karierą, że muszę odpoczywać i się zawieszają. Są już tak wypaleni, że na wakacje muszą jeździć na Hawaje lub do Honolulu, byleby jak najdalej od siebie. A my ciągle mamy energię i apetyt na granie.

Wierzysz w konserwujące walory rock’n’rolla?

Coś w tym jest. Kondycja Stonesów robi wrażenie. Na Eleven Bike Fest graliśmy z brytyjską kapelą Status Quo, która też istnieje ponad 55 lat. Niektóre stare kapele punkowe dają do pieca ponad 40. Póki się komuś chce, a ludzie chcą słuchać i przychodzić na koncerty, nie ma słowa emerytura. Ze sceny zjedziemy, kiedy zobaczymy, że robimy to tylko dla pieniędzy. Oczywiście teraz też je zarabiamy, ale przede wszystkim Big Cyc jest dla nas sposobem komentowania rzeczywistości i na wypowiedzenia się na temat tego, co nas wkurza. To są bardzo ważne argumenty dla panów w naszym wieku.

A wkurza was wiele – pokazują to teksty, ale też choćby twój profil na Facebooku

Oczywiście. I to coraz bardziej. Są to rzeczywiście świetne tematy na piosenki. Bo jak tu nie napisać piosenki o tym, że kandydata na prezydenta Dudę popierały w Internecie boty, czyli programy komputerowe udające ludzi? No nie da się nie napisać. Pamiętam, jak w okresie kampanii prezydenckiej napisałem pozytywny post o Bronisławie Komorowskim i nagle rzuciło się na mnie z atakiem ze sto osób. Nawet próbowałem polemizować, ale byłem bez szans. I teraz się okazuje, że to były głównie roboty. Oczywiście za tym wszystkim stali ludzie z firmy, z którą jego sztab podpisał umowę. Skoro w Ameryce udało się namieszać podczas kampanii, to czemu nie w Polsce. Przerażające jest to, że wiele daje się na takie rzeczy nabrać i ulega propagandzie.

Dwa i pół roku temu, wydając płytę „Czarne Słońce narodu”, promowaną singlem „Antoni wzywa do broni”, zapowiadaliście, że stanie się ona na najbliższe lata orężem w walce z dyktaturą, nietolerancją, autorytaryzmem i polityczną arogancją. Co się w Polsce zmieniło twoim zdaniem od tamtego czasu?

Przede wszystkim Antoni przestał być ministrem, chociaż nie wiem, czy z powodu piosenki. A teraz jak zwykle na czas wyborów został schowany. Nic nie słychać o komisji smoleńskiej, na którą wydano miliony, więc potwierdziło się to, o czym mówiła nasza piosenka – to była zasłona propagandowa mająca zamulać społeczeństwo propagandą. Przerażające jest to, że okazało się, iż Marek Falenta, główny organizator podsłuchów w Sowa i Przyjaciele, jest powiązany z rosyjskimi oligarchami, którym wisiał duże pieniądze. Zbyt wiele rosyjskich tropów pojawia się w polskiej polityce. Antoni Macierewicz, jak to opisał Tomasz Piątek, też jest w dziwny sposób z różnymi ludźmi i służbami specjalnymi powiązany. Myślę, że PiS to jednak jest piąta kolumna.

Nie za mocno?

To na pewno partia, która skorzystała z pewnych rosyjskich w kontaktów. Należy podejrzewać, że cała sprawa z nieoddaniem Tupolewa i tak dalej jest specjalną grą rosyjskich służb specjalnych ukierunkowaną na podzielenie Polaków. Myślę, że w tym kotle mieszają rosyjskie służby specjalne. A Jarosław Kaczyński, czyli PiS, im to znacznie ułatwia. Nawet gdyby to nie było celowe, to Rosjanie grają z nami w szachy, a jak wiesz, szachistami zbyt dobrymi nie jesteśmy. Daliśmy się więc ograć jak amatorzy.

Dokąd zdaniem Krzysztofa Skiby zmierza Polska AD końcówki roku 2018?

Obawiam się, że do momentu, w którym zbudują nam pisowski taliban, bez wolnych wyborów i swobodnych wyjazdów za granicę. Zamkniemy się w takim swoim polskim kociołku i będziemy wszystko cenzurować, w tym kulturę. Już to się dzieje, co widać po przykładzie „Kleru”. Wolność słowa będzie taką fikcją, jaką była w komunie. Konstytucja z 1952 roku też przecież mówiła, że „jednostka posiada prawa obywatelskie”, ale władze miały te prawa w głębokim poważaniu. [TU ZMIENIŁEM Z KONWENCJI PRAW CZŁOWIEKA, BO TĘ PODPISALIŚMY JEDNAK DOPIERO W LATACH 90.] Nawet nie komentuję tego, co dzieje się w tak zwanej Telewizji Publicznej, czyli w telewizji Kurskiego, która już dawno przekroczyła poziom kłamstw propagandy komunistycznej z okresu stanu wojennego. To już jest po prostu alternatywna rzeczywistość. I znowu wdzięczny temat na piosenkę. Na razie jest gorąco i czeka nas maraton wyborczy. Nie wiem, czy Polacy to przytrzymają, ale mam nadzieję, że tak.

Ale chyba nie powiesz, że wraca komuna?

Kiedy widzę, jak wygląda rozrywka w TVP i słyszę Jarosława Kaczyńskiego, to odnoszę wrażenie, że nawet nie tyle wraca komunia, co w ogóle myślenie Gierkiem. Podobna propaganda i socjalistyczny nacjonalizm pod dyktando hasła „Polak potrafi”. Za Gierka też tak było i jako dziecko nawet wierzyłem, podobnie jako 75 procent Polaków, że jesteśmy dziesiątą potęgą na świecie. Mały Fiat, Coca-Cola, krakersy, Dworzec Centralny w Warszawie. Polska na miarę Gierka. Teraz będą budowali wielki port lotniczy w Baranowie, nie wiadomo po co. Kaczyński nie jest żadnym wizjonerem ani znawcą nowych technologii – on by chciał odtworzyć to, co było kiedyś. Mamy restaurację komunizmu może nie z czasów Jaruzelskiego, ale właśnie z Gierka. Z wielkimi pozytywistycznymi hasłami. Duma nadmuchiwana własnymi osiągnięciami plus propaganda i cenzura. To jest Polska garbata i koślawa, z twarzą Jarosława Kaczyńskiego

I myślisz, że się uda?

Częściowo im się to udaje, ale zaliczają też wpadki i wychodzi ich hipokryzja. Skoro okazuje się. że dawali sobie największe premię po ‘89 roku… Nachapali się i uprawiają korupcję polityczną, przekazując pieniądze Telewizji Trwam i Radiu Maryja, które za tą opłatą robią im propagandę. To nie są żadne niezależne ani obiektywne media. Nie rozumiem, jak można tłoczyć pieniądze z budżetu państwa w taką propagandę.

Taki zespół jak Big Cyc jest chyba w dobrej sytuacji, skoro rzeczywistość dostarcza wam tylu różnych inspiracji, że sami nie musicie główkować, co robić żeby było śmiesznie.

I tak, i nie. Różne afery to śmieszne tematy na piosenkę, ale czy to dla nas takie dobre? Spójrz na przykład disco polo.

Disco polo?

Niedawne badania pokazały, że ponad 60% Polaków uwielbia tę muzykę. I kiedy socjolodzy zmierzyli się z tematem okazało się, że głównie dlatego, iż nie ma ona w sobie treści politycznych. A to pozwala ludziom, którzy jej słuchają, uciec od rzeczywistości. Oni szukają bajki, bo mają już po dziurki w nosie polityki. Sam się już dawno temu nią zmęczyłem i odciąłem od codziennych informacji. Bo tak naprawdę całe to życie polityczne opiera się na tym, co wulgarnego czy głupiego powie Krystyna Pawłowicz, Wojciech Cejrowski czy Dominik Tarczyński, a następnie jak to zostanie skomentowane. Ile można. Ja już nie chcę tego śledzić, bo wiem, co będzie dalej.

Czyli radzisz nie śledzić?

Oczywiście musimy ich pilnować… Ale ja ludzi rozumiem, że mają po dziurki w nosie polityki i reagują na nią w sposób nerwowy. Wydaje mi się też, że taki był zamiar PiS-u, żeby tak reagowali. Oni grają na zmęczenie. Ludzie uciekają więc w disco polo, a inni w skecze o śmierdzących skarpetkach. Nie dziwię się młodym stand-uperom, że w ogóle nie ma u nich polityki. Są opowieści o pierdzeniu i tym, że koledze brzydko pachną stopy, a nie z Krystyny Pawłowicz, która jest moim zdaniem bardzo zabawna, czy z Dominika Tarczyńskiego. Biedaczysko kupił sobie futro z jenota i teraz chyba będzie musiał je sprzedać, bo ma przeprosić Bogdana Wenę za nazwanie go zomowcem i zapłacić 20 tysięcy złotych na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ludzie nie chcą mieć z tym nic wspólnego, więc w takim kontekście Big Cycowi wcale nie jest łatwo. My również nie jesteśmy robotami od prezydenta Dudy. W naszych żyłach płynie krew, bije nam serce, mamy uczucia i emocje. I dlatego najnowsza płyta zespołu, którą już szykujemy, raczej daleka będzie od polityki. Będziemy szukać innych tematów, które pozwolą nam pozostać przy zdrowych zmysłach.

W sierpniu wezwaliście TVP do zapłaty miliona złotych na rzecz WOŚP w ramach rekompensaty za użycie waszego utworu „Jak słodko zostać świrem” w programie „W tyle wizji”, do tego w kontekście, z którym zdecydowanie się nie zgadzacie. Domyślam się, że przelewu nie było?

Nie. Wytoczymy więc proces TVP. Mamy już ekspertyzy, w tym ZAiKS-u. Chcemy się dobrze do tego procesu przygotować.

Jesteś osobą wierzącą?

Jestem mocno wątpiący. Nie określam się ateistą, bo mam za sobą chrzest, komunię i bierzmowanie, natomiast widząc, co wyczynia naziemny personel Pana Boga, szczerze wątpię, czy Pan Bóg istnieje.

Skoro nie Bóg i nie ateizm, to co?

Wierzę na pewno w jakąś siłę, która istnieje, ale nie mam pojęcia, czy to Bóg, Allach czy może jakieś indiańskie bóstwo. I nie ma to dla mnie znaczenia. Wypisałbym się dawno z Kościoła, bo mierżą mnie te rzeczy, jakie pokazał Wojtek Smarzowski w „Klerze”, ale trzyma mnie w nim kilku mądrych księży, których znam. Cały czas mam naiwną wiarę, że w Kościele katolickim przeważają nie pazerność ojca Rydzyka, pałace arcybiskupa Głodzia czy różne inne patologie, a dobroć i postawa tych moich znajomych księży. Jeżeli Bóg gdzieś jest, to na pewno nie w Kościele katolickim reprezentowanym przez Rydzyka, Głodzia czy Józefa Michalika.

Pamiętasz najbardziej absurdalną rzecz, jaką o osobie przeczytałeś albo usłyszałeś?

Ostatnio jest ich wiele, że na przykład jestem komunistą i czerwonym. To oczywiście piszą ignoranci nieznający mojego życiorysu. Nie mają pojęcia, że w latach 80. siedziałem w więzieniu. Chyba że pisały to boty prezydenta Dudy…

Siedziałeś trzy miesiące za rozrzucanie antypaństwowych ulotek, wyszedłeś po tak zwanej małej amnestii. Traumatyczne przeżycie?

Wiesz, wielokrotnie byłem też zatrzymywany na 48 godzin za różne happeningi, w tym te Pomarańczowej Alternatywy. Ale to była część rzeczywistości tamtego czasu i jeżeli się angażowałeś, wiedziałeś, że możesz siedzieć czy mieć rewizję w domu. Po latach z akt IPN dowiedziałem się, że miałem nawet podsłuch. Tamte trzy miesiące za kratami wspominam dziś jako przygodę. Starałem się, żeby to nie był czas stracony. W więzieniu wiadomo, co możesz robić – siedzisz w małym pomieszczeniu i się potwornie nudzisz. Pierwsze, co zrobiłem, to napisałem prośbę do prokuratora o możliwość czytania książek. Łaskawie się zgodzono i rodzina dostarczała mi te książki. I na przykład przeczytałem wtedy dosłownie wszystkie powieści Fiodora Dostojewskiego. Ich klimat, z tą całą tą duszną atmosferą, niedopowiedzianym smutkiem i pewną nostalgią, bardzo tam pasował, zwłaszcza że był polany filozoficznym sosem. Pogłębiłem więc swoją edukację, a jednocześnie była to, nie ma co ukrywać, szkoła życia.

Kto byłby najbardziej wiarygodny w roli Krzysztofa Skiby w filmie Big Cycu?

Wydaje mi się, że Arek Jakubik mógłby spokojnie Skibę zagrać. Gdyby go trochę ucharakteryzować, to Lwy gdyńskie [śmiech].

A wasza historia to dobry materiał na film?

Przynajmniej na trzy komedie, pięć filmów sensacyjnych i siedem seriali.

No i chyba dramat więzienny.

To też. No i może pół horroru [śmiech]. Ale o tym już może następnym razem.

Close Menu